Miesiąc po Państwowej Komisji Wyborczej (PKW), również Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) zwróciła się z uniżoną prośbą do kandydatów na prezydenta RP oraz do mediów elektronicznych o wstrzymanie radiowo-telewizyjnej kampanii wyborczej w sobotę i niedzielę 24 i 25 września. Nałożenie się terminów wyborów spowodowało kolizję dwóch ordynacji — we wspomniany weekend obowiązuje cisza w wyborach do Sejmu i Senatu, natomiast kandydatom na prezydenta akurat wtedy należą się pierwsze bezpłatne audycje przed wyborami wyznaczonymi na 9 października. Większość rywali jest ściśle powiązana z listami partyjnymi, a część wręcz kandyduje do Sejmu.
Osobliwością jest sama okoliczność, że oto dwa organy państwa muszą uciekać się do próśb i liczyć na porozumienie zagryzających się wzajemnie rywali. Przymierzano się do uniknięcia kolizji drogą ustawową, ale nic z tego nie wyszło i dzisiaj jedynym wyjściem rzeczywiście wydaje się publiczne zawarcie przez wszystkich kandydatów na prezydenta gentlemen’s agreement o dobrowolnym zawieszeniu na wspomniany weekend kampanii wyborczej. Na razie jednak żaden z kandydatów nie wyszedł z taką inicjatywą. Jej pomysł sprzedajemy zwłaszcza komitetom kandydatów z drugiej ligi — dzięki nagłośnieniu tematu umowy dżentelmenów będą mogli chociaż przez pięć minut znaleźć się na czołówkach kampanii.
PKW i KRRiT nie mają mocy, istnieją jednak decydenci, którzy mogą rozwiązać wyborczy problem jednym ruchem — są to zarządy Telewizji Polskiej i Polskiego Radia. Realizując swą misję społeczną, prezesi publicznych anten powinni najzwyczajniej zakomunikować, iż w sobotę 24 września nie emitują jakichkolwiek audycji prezydenckich, natomiast w niedzielę 25 września oddają pasma, powiedzmy, od godziny 21 — czyli już po zamknięciu lokali w wyborach parlamentarnych oraz po podaniu pierwszych, sondażowych wyników. Ich śladem na pewno poszłyby wszystkie stacje komercyjne.
Taka pora emisji inauguracyjnych audycji kandydatów na prezydenta miałaby dodatkowy posmak kabaretowy — materiały nagrane wcześniej zostałyby skonfrontowane z jeszcze ciepłymi wynikami wyborów do Sejmu. Pocieszna mogłaby być zbitka dętych deklaracji niektórych kandydatów z informacją, że ich listy partyjne właśnie sromotnie przepadły z wynikami bardzo dalekimi od wymaganej bariery 5-procentowej...
