Czas łączyć siły sadowników i przetwórców

Mamy ponad cztery razy więcej mocy niż surowca i rozdrobniony rynek. Czas łączyć siły sadowników i przetwórców — uważa Doehler, rynkowy potentat

Doehler, czołowy producent koncentratu owocowego w Europie, dołączył właśnie do polskiej części swojej grupy czwarty zakład — przetwórnię koncentratów w Tarczynie (kupioną od Bindera). Produkuje jeszcze w Kozietułach, Łęczeszycach, Jasienicy i chce konsolidować rynek.

Zobacz więcej

Piotr Podoba Marek Wiśniewski

— W Polsce działa w sumie 47 zakładów wytwarzających jej koncentrat, o mocach produkcyjnych wynoszących około 32 tys. ton na dobę. To o wiele za dużo — mówi Piotr Podoba, prezes Doehlera w Polsce. Rocznie są w stanie przetworzyć 8-9 mln ton jabłek. Tymczasem produkujemy w sumie 3,5 mln ton, z czego na cele przetwórcze — połowę.

— Bez potężnej konsolidacji — i po stronie sadowników, i przetwórców — w perspektywie kilku lat stracimy konkurencyjność. Dziś produkcja jest bardzo rozchwiana — surowca jest za dużo w sezonie, a brakuje go od zimy do wiosny, co oczywiście odbija się na cenach i małej stabilności biznesu.

Nadmiar mocy i mała skala zakładów sprawiają, że część z nich ma problemy finansowe i mało nowoczesną produkcję. Nie są w stanie przechować produktów, więc sprzedają szybko i za każdą cenę — tłumaczy prezes Doehlera.

Być może konsolidację przyspieszy rosyjskie embargo, które przysporzyło branży dodatkowych zmartwień, powodując spadek cen. — Obecne ceny nie dają możliwości rozwoju. Tona w sezonie kosztowała 700 EUR, a w poprzednich latach cena przekraczała zazwyczaj 1000 EUR.

Obecna stawka to 850-900 EUR — mówi Piotr Podoba. Przyznaje jednak, że dzięki niskim cenom polski koncentrat jabłkowy po raz pierwszy od wielu lat zaistniał na rynku amerykańskim. Wcześniej byliśmy dla Amerykanów za drodzy, więc zaopatrywali się w koncentrat w Chinach.

— Koncentrat jabłkowy to produkt globalny, wytwarzany w większości krajów na świecie. To, że w tym roku udało nam się zaistnieć na rynku USA, nie oznacza, że uda się w przyszłym — dodaje prezes Doehlera. Jabłka wyparły też w tym roku winogrona z wielu spożywczych zastosowań.

— Przy dobrej cenie koncentrat jabłkowy zastępuje winogrona jako naturalny wypełniacz lub słodzik dodawany m.in. do ketchupów, sosów czy napojów gazowanych — tłumaczy Piotr Podoba.

Jego zdaniem, większym wolumenem nie daje się jednak nadrobić aż takiego spadku cen. — Plusem jest to, że na razie nie ma dużych zapasów koncentratuw Polsce. Mogą się one jednak pojawić, jeżeli sadownicy nie sprzedadzą jabłek i wiosną owoce trafią do przemysłu. Eksport do USA poprawił rentowność sprzedaży, ale nieznacznie — mówi prezes Doehlera.

Co więc powinno się zmienić, by branża była trwale konkurencyjna? W opinii Piotra Podoby, stabilizacji i przewidywalności sprzyjałyby kontrakty na surowiec. Doehlerowi w Polsce jeszcze nie udało się wykorzystać tego instrumentu.

— Podjęliśmy kilka lat temu próbę zawarcia takich umów z sadownikami, z ceną będącą średnią wieloletnią. W sezonie ceny rynkowe były jednak nieco wyższe, więc dostawcy nie wywiązali się z umów i sprzedali jabłka na rynku. Gdyby mieli zakontraktowaną produkcję w zeszłym roku — ich sytuacja dzisiaj byłaby zupełnie inna. Niestety tak to działa, że czasem zyskuje jedna, a czasem druga strona, ale długoterminowo pozwala to obu funkcjonować — tłumaczy Piotr Podoba.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Rolnictwo / Czas łączyć siły sadowników i przetwórców