Czas na Millennium

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2005-07-19 00:00

Kurs Banku Millennium wspiął się wczoraj najwyżej od trzech lat. Jest już o 10 proc. wyżej niż na początku kwietnia, choć w międzyczasie spółka wypłaciła rekordową dywidendę, stanowiącą ponad 8 proc. rynkowej wartości. Są powody do zwyżki, bo wyniki banku z drugiego kwartału dowiodły, że dobre rezultaty z początku roku nie były dziełem przypadku. Bank, którego prezesem jest Bogusław Kott, wyraźnie się zmienia.

Jeszcze niedawno grupa czerpała zyski jedynie z inwestycji w PZU, a kurs podtrzymywały oczekiwania inwestorów na wyjście z Polski portugalskiego BCP, głównego akcjonariusza banku. Oba elementy nadal stanowią wabik dla giełdowych graczy. Dywidenda z PZU wsparła wynik I półrocza 26 mln zł, a Millennium będzie miał jeszcze udział w ostatecznej sprzedaży 10 proc. ubezpieczyciela (nie znamy ustaleń, ale zysk banku z tego tytułu nie powinien być niższy niż 120 mln zł). Millennium pozostaje też celem potencjalnego przejęcia (BCP określa tę inwestycję jako średnioterminową). Te czynniki są już jednak uwzględnione w wycenie banku. Nowością jest za to poprawa jego rentowności.

Bez zdarzeń jednorazowych półroczny zysk grupy wzrósł z 43 do 108 mln zł. Jeśli podobnie będzie w II półroczu, rentowność kapitałów własnych (ROE) banku wyniesie 12 proc. Wprawdzie na naszej giełdzie niewiele banków będzie słabszych (Bank Handlowy, BA CA, może BRE Bank), ale też żaden nie jest tak tani pod względem wskaźników (cena/zysk 13 i cena/wartość księgowa 1,6). Do tego dochodzą jeszcze nadzieje na kolejną, bardzo wysoką dywidendę.

Współczynnik wypłacalności (21 proc.) Millennium należy do najwyższych w sektorze. Są więc duże szanse, że bank wypłaci inwestorom w formie dywidendy cały tegoroczny zysk. Przy 240 mln zł zysku netto (nie dodajemy zysków ze sprzedaży PZU) byłoby to ponownie 0,28 zł na akcję. W ostatnim raporcie agencja Fitch wspomina nawet o możliwości wypłaty specjalnej dywidendy, ale Bank Millennium odrzuca ten postulat. I słusznie.

Zgoda na nadzwyczajną dywidendę sugerowałaby, że bank nie wierzy w utrzymanie dynamiki akcji kredytowej. Ta, zwłaszcza w kredytach hipotecznych (Millennium utrzymał ponad 10-proc. udział w tym priorytetowym rynku), imponuje. To przekłada się na rosnące dochody z prowizji netto (kwartalny wzrost o 11 proc.), co zrekompensowało rozczarowanie związane z dochodami odsetkowymi. Wyniki poprawiło też rozwiązanie rezerw. Martwi jednak kwartalny odpływ depozytów.

Kosztów nie udaje się już przyciąć, ale rosnące dochody doprowadziły półroczny wskaźnik koszty/dochody do 69 proc. Do 65 proc., deklarowanych w średnioterminowej strategii, jeszcze trochę zostało, ale ich osiągnięcie w 2007 r. jest realne. Podobnie jak 15-proc. ROE, które jeszcze niedawno wydawało się tylko marzeniem.