Darmowe bankomaty zagrożone

opublikowano: 14-04-2014, 00:00

Czy za pomocą bankomatów można ubić żywą gotówkę? Zespół w NBP do końca roku ma zarekomendować: wprowadzać surcharge czy nie

Powraca pomysł wprowadzenia surcharge, czyli prowizji od wypłaty gotówki z bankomatu. Dzisiaj darmowe są wypłaty w sieci banku, w którym mamy rachunek, a sporo jest ofert rachunków z darmowym dostępem do wszystkich bankomatów w kraju. Jeśli ktoś nie ma takiego konta i pójdzie po pieniądze do „obcego” bankomatu, macierzysty bank może go obciążyć prowizją rzędu 1-6 zł od wypłaty w ramach tzw. disloyalty fee.

Surcharge to coś innego. Polega na tym, że dodatkową opłatę z rachunku wypłacającego ściąga, oprócz własnego banku, również operator bankomatu. W takiej sytuacji za pobranie gotówki klient płaci dwa razy. W Polsce w ostatnich latach już dwa razy podejmowane były próby wprowadzenia surcharge — przy okazji implementacji dyrektywy PSD i podczas nowelizacji ustawy o usługach płatniczych.

Za każdym razem kończyło się tylko na projektach. NBP przekonywał wtedy, że wprowadzenie tak poważnych zmian wymaga analizy i szerokiej dyskusji. Właśnie taką dyskusję rozpoczął. Przy NBP powstał zespół roboczy ds. opłat bankomatowych. Bank przygotował już ponad 100-stronicowy raport o rynku bankomatów w Polsce.

Punktem wyjścia do rozważań o zasadności bądź nie wprowadzenia surcharge jest pytanie, czy Polacy mają odpowiedni dostęp do gotówki, głównie chodzi o bankomaty. Jednym z najważniejszych powodów uzasadniających wprowadzenie dodatkowych prowizji jest zdobycie pieniędzy na inwestycje w rozwój ich sieci.

Gotówką w gotówkę

Średnio w Unii na 1 mln mieszkańców przypada 864 bankomatów, w Polsce — 484, co daje nam 19. miejsce na 27 krajów. W czołówce są Portugalia (1566), Belgia (1417) oraz Hiszpania (1219). Na drugim końcu zestawienia znajdują się m.in. Szwecja (359) i Finlandia (213).

— Porównując się z innymi, trzeba pamiętać o specyfice lokalnych rynków. Portugalia i Hiszpania mają dużo bankomatów, bo instalowane są głównie ze względu na turystów — mówi Jakub Grzechnik, zarządzający płatnościami w PKO BP.

Specyfika Skandynawii polega natomiast na tym, że mieszkańcy używają kart głównie do płacenia w sklepach, a nie pobierania gotówki. W Szwecji aż 90,5 proc. płatności przypada na karty.

W Polsce odsetek ten wynosi 61,2 proc. Jak się jednak okazuje, Niemcy jeszcze bardziej lubią płacić gotówką, ponieważ kartą regulują tylko 57,7 proc. rachunków, co daje im 20. miejsce na 25 krajów. Dzieje się tak, mimo że nasi zachodni sąsiedzi z 1008 bankomatów na 1 mln mieszkańców zajmują 5. miejsce w UE. To daje do myślenia w kontekście surcharge, którego wprowadzenie ma na celu nie tylko zagęszczenie sieci bankomatów, ale również ograniczenie obrotu gotówką.

Edukacyjny bankomat

Brzmi to paradoksalnie, że łatwiejszy dostęp do gotówki ma ją eliminować, ale takie myślenie ma sens. Autorzy raportu zwracają uwagę, że większa dostępność bankomatów mogłaby skłonić osoby, które nie mają rachunku, do założenia konta i używania karty. Na początek w bankomacie, a potem, w miarę oswajania się z instrumentem płatniczym, również do płacenia za zakupy. Takich osób najwięcej mieszka na wsi — 28 proc. mieszkańców nie ma relacji z bankiem.

Sieć bankomatów jest tu najbardziej dziurawa, ponieważ instalowanie urządzeń, ze względu na niewielką liczbę transakcji, jest nieopłacalne. Teza o edukacyjnych walorach bankomatu podupada nieco w zderzeniu z tymi samymi badaniami, ale dotyczącymi poziomu nieubankowienia wśród mieszkańców miast. Okazuje się, że w miejscowościach o liczbie 100-500 tys. mieszkańców, gdzie bankomatów nie brakuje, konta nie ma 27 proc. dorosłej populacji.

Analiza NBP wskazuje zresztą, że sieć bankomatowa rozkłada się dość równomiernie w całym kraju. Najwięcej bankomatów jest w miastach. W 22 największych, gdzie mieszka 22,7 proc. Polaków, stoi 38,5 proc. z 18,9 tys. bankomatów. W Warszawie są prawie na każdym rogu ulicy — 1784 urządzeń (9,9 proc. sieci).

Daleko w tyle jest drugi w tym zestawieniu Kraków — 654 urządzenia. Wrocław, Poznań, Łódź mają po około 500 bankomatów. 30 proc. sieci bankomatowej skoncentrowana jest na Mazowszu i na Śląsku. Przeliczając liczbę maszyn na 1 mln mieszkańców, okazuje się jednak, że dostęp do nich jest porównywalny w całym kraju. Najlepszy dostęp do pieniędzy mają mieszkańcy Mazowsza (602 bankomaty) i Pomorskiego (535), najsłabszy Świętokrzyskiego (313) i Podkarpackiego (316).

— Bankomat nie jest jedynym źródłem gotówki. Być może powinniśmy zastanowić się nad rozwijaniem alternatywnych kanałów i usług, np. cash back — mówi Joanna Erdman, menedżer ds. kart w mBanku.

Cash back zamiast bankomatu

NBP oblicza, że terminali POS w oddziałach banków, SKOK-ach i sklepach jest 63,1 tys. W tym 30 tys. to terminale dostosowane do wypłaty gotówki (cash back). Na razie usługa nie jest popularna. W 2013 r. NBP odnotował 3,3 mln takich transakcji wobec 770 mln wypłat z bankomatów. Bank wskazuje jednak na duży potencjał dla cash backu, ponieważ teoretycznie pieniądze można by wypłacać w kasach 261 tys. punktów handlowych. Liczba sklepów akceptujących karty stale rośnie — w latach 2011-13 dynamika wyniosła 20,5 proc.

Według analiz zleconych przez NBP, do końca 2016 r. liczba bankomatów wzrośnie do 23 tys., co w przeliczeniu na 1 mln mieszkańców będzie stanowić 57 proc. średniej unijnej. Nie rozstrzygają one jednak, czy sieć punktów wypłaty gotówki uzasadnia wprowadzenie surcharge.

Rozstrzygnięciem tej kwestii zajmie się zespół ds. surcharge. Zaproszeni do niego zostali przedstawiciele banków, organizacji branżowych, pracodawców, konsumenckich, agentów rozliczeniowych i Ministerstwa Finansów. Na pierwszym spotkaniu zapoznali się z raportem. Na kolejnym, w kwietniu, mają przedstawić propozycje i uwagi. Do końca roku zespół powinien wypracować rekomendacje.

— Prace nad możliwością wprowadzenia dodatkowej prowizji są ruchem w kierunku realizacji strategii rozwoju obrotu bezgotówkowego — stwierdza krótko Marek Szafirski, prezes Euronetu, który, tak jak banki dysponujące największymi sieciami bankomatów, potencjalnie będzie największym beneficjentem surcharge. Jakub Grzechnik z PKO BP, do którego należy ponad 3 tys. bankomatów, uważa jednak, że decyzje w tej sprawie trzeba podejmować z dużą rozwagą.

— W najprostszym ujęciu surcharge odczują wszyscy operatorzy i konsumenci. Trzeba zapytać o korzyści i skutki. Przykład programu rozbudowy terminali płatniczych, finansowanego przez banki w ostatnich latach, pokazuje, że można wspierać budowę infrastruktury płatniczej konkretnie w tych obszarach, w których przy obecnych warunkach ekonomicznych nie można zaspokoić potrzeb klientów — mówi Jakub Grzechnik.

Joanna Erdman przywołuje Polski System Płatności jako dobry przykład konstruktywnej kooperacji na rzecz rozwoju rynku i wskazuje, że porozumienie wszystkich zainteresowanych może przynieść lepsze efekty niż dodatkowe opłaty, które uderzą w klientów.

— Celem nadrzędnym jest rozwój obrotu bezgotówkowego, a dyskusyjne jest, czy instalowanie bankomatów w małych miejscowościach subwencjonowane z surcharge jest właściwym środkiem. Struktura kosztów operatorów bankomatów być może nie jest optymalna. Chcemy o tym otwarcie rozmawiać w ramach zespołu — mówi Joanna Erdman.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu