Decyzja w sprawie nowego szefa MSWiA jeszcze w środę

07-02-2007, 16:26

Premier Jarosław Kaczyński zapowiedział w środę, że "pewnie jeszcze dzisiaj" zapadnie ostateczna decyzja, kto zastąpi Ludwika Dorna.

Premier Jarosław Kaczyński zapowiedział w środę, że "pewnie jeszcze dzisiaj" zapadnie ostateczna decyzja, kto zastąpi Ludwika Dorna na stanowisku szefa MSWiA. Jak dodał, powołanie nowego szefa MSWiA nastąpi "pewnie jutro". Premier nie wykluczył także dalszych zmian w rządzie.

Z nieoficjalnych informacji PAP z Kancelarii Premiera wynika, że Janusz Kaczmarek zgodził się objąć funkcję ministra spraw wewnętrznych i administracji; jego powołanie nastąpić ma w czwartek.

W środę szef rządu przyjął dymisję Ludwika Dorna z funkcji ministra spraw wewnętrznych i administracji. Dorn pozostał jednak wicepremierem w gabinecie J. Kaczyńskiego.

Dorn na konferencji prasowej poinformował, że oddał się do dyspozycji premiera już 24 stycznia, gdyż miał odmienną opinię niż J.Kaczyński w ważnej sprawie resortowej; nie ujawnił jednak, jakiej.

Premier powiedział dziennikarzom, że do dymisji Dorna doszło z powodu "pewnych różnic odnoszących się do sposobu koordynowania różnych przedsięwzięć", prowadzonych nie tylko przez MSWiA i inne resorty oraz służby. J. Kaczyński zapewnił także, że powód dymisji był czysto merytoryczny, nie wpływa na ich wzajemne relacje. Według premiera, rola Dorna w rządzie nie zmaleje, ale wzrośnie.

Jak mówił szef rządu, jego wymiana poglądów z Dornem była "dyskusją starych kolegów, towarzyszy broni", która skończyła się konkluzją, że wicepremier pozostaje w rządzie jako jego zastępca. Dodał, że "to będzie ważne dla poprawy funkcjonowania rządu".

Pytany o powody dymisji Dorna premier zaznaczył, że "pewne sprawy muszą pozostać między osobami, które o coś się spierają". "Nie ma sensu mówić o szczegółach. Sprawa była istotna, bo gdyby nie była istotna, to nie doszłoby do tego rodzaju następstw, ale to była sprawa czysto merytoryczna" - powiedział szef rządu.

Premier był dopytywany, czy powodami odwołania szefa MSWiA mogła być m.in. sprawa wiceszefa MSWiA, odpowiedzialnego za policję Marka Surmacza, obsada stanowisk wojewodów czy sprawa mandatu prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

"Jeśli chodzi o pana Surmacza, a tym bardziej o panią Gronkiewicz- Waltz, to nie ma żadnego konfliktu" - odparł J. Kaczyński. Odnosząc się do kwestii prezydent stolicy, która po terminie złożyła oświadczenie majątkowe swojego męża, premier powtórzył, że "tutaj mamy po prostu do czynienia z sytuacją, w której jest bardzo jasny przepis prawa".

"Wszelkiego rodzaju mówienie o tym, że to PiS prowadzi jakieś działania, jest bardzo poważnym nadużyciem. To nie PiS prowadzi działania, tylko jest prawo, z którego wynika, że jak ktoś nie wypełni odpowiedniego formularza, to traci stanowisko. Można to prawo krytykować, ale go nie można zmieniać +ad personam+" - zaznaczył szef rządu.

J. Kaczyński zwrócił uwagę, że "nikt nie mówił, że dzieje się coś nadzwyczajnego", gdy funkcje tracili inni samorządowcy. "Gdy rzecz zaczęła dotyczyć pani Gronkiewicz-Waltz, zrobiła się cała burza" - zauważył. "To nie jest starcie między partiami. Nie przygotowywaliśmy się do wyborów w Warszawie" - dodał.

Premier był także pytany, czy propozycję objęcia resortu SWiA otrzymał polityk PO Jan Rokita, o czym donosiły media. "Nie dostał propozycji, bo Jan Rokita jest - dotychczas przynajmniej - politykiem Platformy Obywatelskiej. Nie ma zwyczaju, żeby politykom opozycji proponować stanowiska w rządzie" - mówił szef rządu.

"Uważam, że byłaby to bardzo dobra kandydatura" - opowiedział z kolei premier pytany o to, czy MSWiA mógłby objąć dotychczasowy prokurator krajowy Janusz Kaczmarek. Zapewnił także, że nie ma planów podziału tego resortu na ministerstwo spraw wewnętrznych i ministerstwo administracji.

Pytany czy dotychczasowy szef MSWiA mógłby teraz zająć się kierowaniem PiS, J. Kaczyński zaznaczył, że Dorn ma funkcjonować w rządzie, a on nie ma "poczucia utraty kontroli" nad swoją partią. "Joachim Brudziński, przewodniczący zarządu głównego PiS, doskonale sobie daje radę i mam do niego stuprocentowe zaufanie" - podkreślił szef rządu.

Według nieoficjalnych informacji, zbliżonych do kierownictwa PiS, premier był niezadowolony z pracy Dorna jako szefa MSWiA, stąd decyzja o jego dymisji.

Według źródła PAP, były problemy w koordynowaniu działań policji i prokuratury. "Źle przebiegała współpraca Ludwika Dorna z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobro" - wynika z nieoficjalnych informacji zbliżonych do kierownictwa PiS. Dorn - jak dowiedziała się PAP - miał zaniechać reform i zaczął "działać pod wpływem lobby generałów".

Z nieoficjalnych informacji PAP wynika, że dymisja Dorna ma też na celu "wstrząsnąć" pozostałymi członkami rządu, pokazując, że każdy z ministrów może stracić stanowisko oraz że w gabinecie Kaczyńskiego "nie ma świętych krów". Dorn był uznawany za jednego z najbardziej zaufanych współpracowników szefa rządu.

Z informacji PAP wynika, że o odwołaniu z rządu zarówno Dorna, jak i ministra obrony narodowej Radosława Sikorskiego, którego dymisja została przyjęta w poniedziałek, zdecydował premier. Szef rządu miał umożliwić ministrom złożenie dymisji.

Na briefingu w Pałacu Prezydenckim premier zapewnił, że "sytuacja jest całkowicie pod kontrolą". Nie wykluczył jednak dalszych zmian w rządzie. Zaznaczył, że będą one "następowały w cyklu, który wynika z potrzeb merytorycznych, a nie z jakiś innych powodów, np. bardzo ważnych powodów medialnych".

"Ci, którzy dzisiaj cieszą się z kryzysu rządu, cieszą się całkowicie przedwcześnie" - mówił J. Kaczyński.

Pytany o wyniki z niedawnego przeglądu resortów premier przypomniał, że niektórzy ministrowie "dostali pewne warunki do spełnienia", a teraz - jak podkreślił "zobaczymy, czy je spełnią". "A ile czasu to będzie trwało - na pewno nie jeden czy dwa dni. Ale też nie tak długo" - zapewnił szef rządu.

Jak zaznaczył, jeśli konkretni ministrowie nie spełnią postawionych warunków, można oczekiwać ich dymisji. Premier nie chciał jednak zdradzić, którzy ministrowie dostali "żółte kartki".

"To byłoby wobec tych ministrów niesprawiedliwe. To nie oznacza, że to są źli ministrowie. To często są dobrzy ministrowie, którzy dużo zrobili, ale w jakiejś sprawie mają koncepcję, które ja uznałem za małą realną, trudną do wykonania. To są tego rodzaju sprawy i dlatego nie mogę powiedzieć na pewno, że dalszych zmian nie będzie" - mówił J. Kaczyński. Nie odpowiedział także na pytanie, ilu ministrom zostaną postawione warunki. "Nie tak wielu" - stwierdził.

Odnosząc się do swojej wtorkowej wypowiedzi, w której stwierdził, że po zmianach w rządzie nie należy spodziewać się rewelacji, premier zaznaczył, że "jedna zmiana w rządzie nie jest rewelacją". "Rewelacja byłaby wtedy, gdybym tutaj przyszedł i powiedział, że mamy ośmiu nowych ministrów" - ocenił. "Sądzę, że to będzie jedna zmiana, ale proszę mnie jutro nie kamieniować, jeśli ich będzie więcej" - dodał premier.(PAP)

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Decyzja w sprawie nowego szefa MSWiA jeszcze w środę