Notowania wielu spółek efektownie odbiły się od dna. Koniec bessy? Nie, rynek szuka równowagi
Tak udanego miesiąca akcjonariusze deweloperów nie mieli od ponad dwóch lat. Pod względem stopy zwrotu, liczonej od początku tego roku, w giełdowej stawce przewodzą dwaj przedstawiciele branży: Immoeast i JW Construction. W pierwszej szóstce są jeszcze dwaj inni deweloperzy — Ronson Europe i Orco Property Group. Z 18 firm tworzących WIG-Deweloperzy do wczoraj na plusie było aż dwanaście.
Wszystko wskazuje na to, że po raz pierwszy od kwietnia 2007 r. na giełdzie będzie więcej deweloperów, którzy zyskują na wartości, niż tracących. I to wyraźnie, bo prosty wskaźnik akumulacji/ dystrybucji (patrz obok) może wynieść plus siedem. Tymczasem przez poprzednie półtora roku aż dziesięciokrotnie zdarzało się, że ujemną miesięczną stopę zwrotu zanotowało przynajmniej piętnastu deweloperów. Czterokrotnie wzrostu nie odnotowała żadna spółka.
Pierwsze symptomy wyhamowania trendu spadkowego branży można już było zauważyć w grudniu, kiedy z otchłani bessy wydobyło się osiem spółek. W ostatnich tygodniach karta odwróciła się dla kilku kolejnych, w tym tych, które pod koniec ubiegłego roku mocno jeszcze dołowały: JW Construction (-16 proc. w grudniu), Triton (-28,4 proc.) i Atlas Estates (-35,4 proc.). Ten pierwszy przejął zresztą w ostatnich dniach od Immoeast pałeczkę ulubieńca spekulacyjnie nastawionych inwestorów. Wskazuje na to nie tylko duża zmienność i dynamika notowań, ale też dość wysokie obroty, kilkakrotnie przekraczające średnią z ostatniego roku (niespełna 1 mln zł). Obudził się również kurs Dom Development, którego akcje drożeją już trzeci miesiąc z kolei. Tu pomaga niewielka płynność handlu, więc nawet małymi zleceniami dość łatwo podciągnąć wycenę mocno w górę. Podobnie dzieje się m.in. z Ronson Europe i Tritonem Development.
W poprawie nastrojów na rynku akcji deweloperów nie można się oczywiście doszukiwać przyczyn fundamentalnych, bo w segmencie mieszkaniowym jest coraz gorzej, a wbrew oczekiwaniom niektórych analityków psuć zaczyna się także segment komercyjny. Firmy zaczynają też oszczędzać na m.in. powierzchni biurowej, a transakcji sprzedaży nieruchomości, stanowiących źródło dużej gotówki, jest jak na lekarstwo. Ich wartość w 2008 r. (według szacunków firmy Cusman Wakefield) spadła w Polsce o 42 proc., do 1,75 mld EUR. Nie lepiej było w krajach regionu (m.in. na Węgrzech, w Czechach i na Słowacji), co jest istotne dla giełdowych reprezentantów branży, którzy działają także poza naszym krajem (GTC, Immoeast, Orco).
Wydaje się więc, że o popularności deweloperów wśród inwestorów decyduje przede wszystkim to, że przez ostatnie kilkanaście miesięcy notowania ich akcji mocno dołowały (nawet po 80-90 proc., patrz obok), co sprowadziło wyceny bardzo nisko, nawet do ułamka wartości księgowej. Dla Immoeast i Orco wskaźnik cena do wartości księgowej (z czasem będzie ona spadać, o czym warto pamiętać) wynosi zaledwie 0,1. Notowaniom spółek z branży pomaga też względne uspokojenie sytuacji na całej giełdzie. Indeksy poruszają się od kilkunastu tygodni w trendzie bocznym, co sprzyja spekulacyjnym harcom.
Kamil Zatoński