Diabeł tkwi w cenniku

Marcin Bołtryk
opublikowano: 2010-11-26 00:00

BMW serii 5. Od jakiegoś czasu jest nowa. Jeszcze szybsza i bardziej elegancka, ale mnie się nie podoba. Bo to szatan. Tej wersji będę się trzymał. Zapiąć pasy! Jedziemy do spa.

Październikowy dzień. Beemka z dziewczynami. Jedna nie chce zapiąć pasów. Mydli oczy jakimiś badaniami dowodzącymi, że lepiej ich nie zapinać. Druga od pół godziny wcina chlebek dietetyczny i kruszy. Mówi, że "crispy". Okruchy lądują na skórze Dakota Olster — za 9360 zł! Trzecia niewiasta wiecznie powtarza: "Wolniej". Mrużę oczy, zaciskam palce na sportowej (dopłata 652 zł) kierownicy. Kurczę, gdzie to spa?! I odkurzacz?

Sześć razy pięć

Lista rzeczy, które samochód ma robić dobrze, jest długa. Co więcej, wydłuża się z każdym nowym modelem. Dobre prowadzenie i niska awaryjność to dzisiejsze wymagania dla, powiedzmy, wrotek. Limuzyna musi "umieć" sporo więcej. No i musi też kosztować. Słono. Jadę taką "słoną" limuzyną trasą E77 z trzema rozwrzeszczanymi kobietami i w tym krzyku próbuję pozbierać myśli.

Wcielenie bawarskiej limuzyny, którą mam przyjemność wieźć żonę, jej koleżanki i okruszki, to szósta edycja serii 5. Serii, która dla BMW jest wyjątkowo ważna. Ten model to niemal osobny gatunek. Najchętniej kupowane BMW na świecie i od ponad 38 lat definicja sportowego, luksusowego sedana.

Ponieważ właśnie jadę, najpierw będzie o jeździe. Ale zanim przejdę do wrażeń, jeszcze jedna informacja. Jedziemy modelem 535i. To legenda. Pierwszy raz takie oznaczenie pojawiło się na klapie bagażnika "piątki" w kwietniu 1980 r. Od tego czasu każda kolejna generacja tego sedana miała w palecie model oznaczony 535i. Mocne, rzędowe sześciocylindrowce BMW były i — w moim odczuciu — nadal są najlepszymi tego rodzaju jednostkami na świecie. Dowody? Sześciokrotny tytuł "Engine of the year".

Agregat pod maską nowej piątki ma trzy litry pojemności, a za to aż dwie turbosprężarki. W zasadzie to jedną, ale z podwójnym obiegiem (Twin Scroll Turbo). Po co? Bo to fajnie wygląda w tabelach. A na drodze? Też wygląda fajnie. Ale żeby lepiej? Zupełnie nie czuć różnicy. Poprzedni silnik o oznaczeniu 35i miał dwie sprężarki i dokładnie tę samą moc (306 KM). Różnica jest taka, że nowszy swoje 400 Nm momentu obrotowego wyrabia już od 1200 obr./min i nie przestaje aż do 5000 obr/min. W układzie z dwiema turbinami było trochę gorzej. W praktyce różnica niewielka, w zasadzie jej nie czuć. Grzeje aż miło. Znaczy, jeszcze nie grzeje (żona obok, a koleżanka za mną nie chce zapiąć pasów). Całe szczęście, że cel podróży już bliski.

Liście w telewizji

Dziewczyny odstawione. Dobrej zabawy. Kawa i powrót. Wróć. Jeszcze pozamiatać. Pozbyć się butelki po wodzie, opakowań po chrupkach, żelkach i orzeszkach. Powrót. Wróć. Jeszcze rzut oka. Na ozłoconym jesienią leśnym parkingu srebrna (lakier space grey metalic — dopłata 4564 zł) piątka prezentuje się bardzo dobrze. Auto spoczywa na ślicznych 18 calowych felgach (dopłata 6735 zł). Poza lakierem i felgami aparycja nie wymaga dopłat. Dostajemy ją w cenie. W przypadku silnika 35i za 232 900 złotych.

Warto? Trudno przekładać piękno na pieniądze — każdy stosuje inny przelicznik. Mimo to spróbujmy. Jeśli przód nowej piątki wymagałby dopłaty, z pewnością byłaby spora. Co najmniej 60 proc. wartości auta. Za co? Za długą, smukłą maskę i działające na wyobraźnię przetłoczenie w kształcie litery V. Za przymrużone ślepia i wielkie nozdrza. Za krótki przedni nawis. Przynajmniej 30 proc. wartości jestem w stanie (znaczy byłbym, gdyby portfel był nieco grubszy) dopłacić za piękne tylne światła diodowe i zderzak uplastyczniający tył auta. Zostało 10 proc. I to akurat tyle, ile warta jest w moim odczuciu cała reszta — czyli wizualny środek auta (tam gdzie drzwi). 10 proc. to jakieś 23 tys. zł. W rozbiciu na dwie pary drzwi wychodzi po mniej więcej 5,7 tys. zł za sztukę. To chyba niewygórowana cena? Mniejsza o to. Nastrój mam powrotny. Chwytam klamkę za niespełna 6 tys. zł i wsiadam.

Środek dużo lepiej wygląda bez okruchów. Bez pasażerek jest też ciszej. Przycisk "start". Delikatny szum oznacza, że silnik pracuje. Wsteczny. Na wielkim ekranie ukazuje się przestrzeń za autem (kamera cofania: dopłata 1956 zł). Obraz niczego sobie. Liście. Przełączam na "Drive" i… znowu telewizja. Tym razem na ekranie obraz z dwóch kamer umieszczonych w przednim zderzaku. Ułatwia parkowanie i wyjechanie np. z ciasnej uliczki (wymaga też dopłaty — 3260 zł).

Pań już ze mną nie ma, no to prawy pedał do podłogi. Minimalny uślizg. Turbina (y) ochoczo pogania (ją) 306 rumaków. Kręta mazurska droga i szaro-bura rzeczywistość budzą rozsądek, ale też zachęcają do zabawy. Słowem, mieszane uczucia. Pomarańczowy wyświetlacz rzuca na przednią szybę informacje o prędkości (wyświetlacz head-up: dopłata 6473 zł). A nowa "piątka" jednocześnie tworzy wir liści za sobą i pilnuje, by ów wir nie wciągnął mnie do rowu. Dynamic Dramper Control (dopłata 6054 zł) potrafi przystosować auto do każdej drogi i każdego stylu jazdy. A połyskujące wewnątrz drewno (szlachetne Feneline, antracytowe — dopłata 2468 zł) dba, by kierowca czuł się jak przy fortepianie. Bajecznie.

Rozeźlone zwierzę

Systemów a systemów w tej beemce. Jest aktywny układ kierowniczy zintegrowany ze skrętną tylną osią. Pomaga w szybko pokonywanych zakrętach i przy manewrach parkingowych (dopłata 8150 zł). Jest też Adaptive Drive (dopłata 13 971 zł) — pilnuje kierowcy, ale i pozwala na wybranie jednego z trzech trybów: comfort, normal, sport lub sport +. Auto można "rozeźlić" jednym przyciskiem. A wtedy robi się szybciej, twardziej i szarpiąco. Równie szybko można je ugłaskać. Jak chcesz, kiedy chcesz.

Droga mija szybko. Niemal tak szybko, jak zmiana biegów — za nią odpowiada sportowa automatyczna skrzynia Steptronic (dopłata 10 944 zł). Komfortowe przednie fotele (dopłata 10 525 zł) i żadna droga nie jest zbyt wyboista. Stop. Korek. Zrobiło się też ciemno. Przez oszklony dach (z funkcją podnoszenia — dopłata 6194 zł) podziwiam gwiazdy. Cała trasa E-77 stoi. Nie denerwuję się. Nic mnie nie wyprowadza z równowagi. Co prawda nawigacja (system Professional z 10,2-calowym ekranem — dopłata 11 682 zł) nie znalazła trasy alternatywnej (pewnie dlatego, że jej nie ma), ale co mi tam.

Czekam. Jest przyjemnie. Muzyczka (zestaw hi-fi z 12 głośnikami — dopłata 2748 zł) gra wesoło z mojego iPoda (złącze iPod/USB — dopłata 1397 zł). Dzięki wbudowanemu modułowi bluetooth (za dopłatą 2980 zł) mogę sobie zadzwonić, ale nie chcę. Wolę obserwować, jak przyciemniają się lusterka (przyciemniane boczne: 2561 zł, wsteczne 978 zł). Zastanawiam się tak i już wiem, za co nie lubię tego auta. Za nawiasy w tym tekście. Cóż, ponoć diabeł tkwi w szczegółach. W przypadku BMW z pewnością te szczegóły tkwią w cenniku. Wartość diabła (wyposażenie dodatkowe) w "moim" egzemplarzu to 135 854 zł.

Dane techniczne:

BMW 535i

Silnik: benzynowy, rzędowy, sześciocylindrowy, 2979 ccm

Moc: 306 KM

Moment obrotowy: 400 Nm

Skrzynia biegów: automatyczna, Steptronic

Prędkość maksymalna: 250 km/h

Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 6,1 s

Pojemność bagażnika: 520 l

Średnie spalanie: 16 l na 100 km (w teście)

Masa własna: 1790 kg

Cena testowanej wersji: 369 tys. zł