Dobra wieść dla wydawców prasy

12-09-2018, 22:00

Jean-Claude Juncker miał w środę pecha. Wygłosił przed Parlamentem Europejskim (PE) w Strasburgu coroczne orędzie o stanie Unii Europejskiej, ostatnie w jego karierze przewodniczącego Komisji Europejskiej.

Od dawna było zaplanowane na 12 września, ale przypadkiem tegoż dnia w bloku głosowań PE znalazły się dwa punkty podnoszące eurodeputowanym temperaturę i przykrywające orędzie. Jeden dotyczył uruchomienia procedury dyscyplinarnej w trybie art. 7 traktatu wobec Węgier. Nam temat jest znany, albowiem analogiczną procedurę wobec rządu PiS wszczęła KE. Rząd Viktora Orbána od pierwszych minut nie uznał interpretacji wyniku. Przy 693 obecnych europosłach wymagany próg dwóch trzecich, przynajmniej w regulaminie np. Sejmu, wyniósłby 462 głosy. Jednak w PE wyinterpretowano, że 48 głosów wstrzymujących się… poszło do kosza, zatem wynik 448:197 warunek spełnił.

Zobacz więcej

Jean-Claude Juncker wygłosił w Strasburgu swoje ostatnie orędzie o stanie Unii Europejskiej. Fot. Vincent Kessler

Na szczęście żadnych wątpliwości proceduralnych nie było w innym ważnym głosowaniu. Po rozpatrzeniu wielu poprawek PE stosunkiem 438:226, przy 39 wstrzymujących się, przyjął raport w sprawie dyrektywy o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Naturalnym następstwem stało się udzielenie sprawozdawcom mandatu do uzgodnień z Radą UE, która jest drugą izbą legislacyjną. Wydawcy prasy mogą być zatem dobrej myśli — całkiem realne jest zdążenie przez PE z przyjęciem dyrektywy do końca obecnej kadencji, czyli do kwietnia 2019 r. Po stronie Rady UE dużo zależy od aktywności prezydencji, obecnie austriackiej, a od 1 stycznia — rumuńskiej.

Istotą dyrektywy jest wyrównywanie szans wydawców prasy wobec bezkarnie żerującego na ich pracy środowiska internetowego. Tradycyjne wydawnictwa są bezradne wobec rabunkowego procederu, uprawianego zwłaszcza przez światowych gigantów technologicznych. Po wejściu dyrektywy w życie przynajmniej na obszarze UE uprawnieni do otrzymywania pewnych rekompensat będą nie tylko wydawcy, lecz także dziennikarze. Co bardzo ważne — projekt w obecnej wersji gwarantuje utrzymanie dotychczasowych możliwości korzystania z sieciowych treści przez indywidualnych użytkowników, a także nie dotyczy linkowania. W tych okolicznościach trudno się dziwić podjętej przez zarabiających bezkosztowo miliardy gigantów zmasowanej akcji dezinformacyjnej pod hasłem obrony wolności internetu. Przykładem skutków takiego otumanienia może być obrazek z centrum Strasburga — internauci wdrapali się na wiekowy pomnik Jana Gutenberga i na trzymanym przez niego w ręce pierwszym w dziejach druku nakleili napis „censored” oraz „art. 13”, odnosząc się do ważnego przepisu dyrektywy.

Polska reprezentacja w PE oczywiście się podzieliła. Europejska Partia Ludowa, czyli deputowani z PO i PSL, głosowali za skierowaniem raportu do dalszych prac (notabene za pierwszym podejściem w lipcu byli przeciwko, ale projekt został poprawiony). Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, czyli PiS, głosowali przeciwko, jednak trudno nie odnieść wrażenia, że wyłącznie z zasady. Polaryzacja głosów PO i PiS nastąpiła także w sprawie Węgier, ale ta była politycznie zrozumiała. W sprawie ochrony praw autorskich aż się prosi jednak zapytać: co obecnym władcom kraju zrobiła prasa drukowana? Chociaż właściwie — to pytanie retoryczne…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Dobra wieść dla wydawców prasy