Dobry czas na start

Adrian Boczkowski
opublikowano: 30-09-2009, 01:09

Catalyst to największe wyzwanie organizacyjne od wielu lat. Dlatego nie warto było się spieszyć — twierdzi szef GPW.

Pomysł zorganizowania rynku obligacji korporacyjnych i samorządowych pojawił się na GPW już w 2007 r. Czy to akcyjna hossa utrudniła mu start?

Nie, to nie było z tym bezpośrednio związane. Rok 2007 upłynął pod znakiem realizacji wielu mniejszych, ale ważnych projektów rozwojowych dotyczących tworzenia nowych serwisów informacyjnych GPW, indeksów, wdrażania dobrych praktyk dla spółek, modernizacji technologii, a przede wszystkim — uruchomienia rynku NewConnect. W tym czasie wiele usług giełdowych poprawiło się i wzbogaciło, wzrosła również niezawodność działalności operacyjnej. Ale prawdą jest, że 2008 r. nie sprzyjał rozpoczynaniu nowego wielkiego projektu opartego na popycie ze strony inwestorów rynku publicznego. Mimo to pod koniec 2008 r. zarysowaliśmy już plan budowy w Polsce prawdziwego rynku instrumentów dłużnych. Krokiem ku temu było też uporządkowanie strony infrastrukturalnej. W tej dziedzinie przez lata funkcjonowała, czy raczej próbowała funkcjonować z sukcesem, MTS CeTO, niemająca w swoim akcjonariacie siły, która w ramach swojej pozycji kapitałowej byłaby zdolna nadać temu podmiotowi właściwy impet rozwojowy. W samej spółce też takiej siły nie było. Wzięcie odpowiedzialności przez GPW za przyszłość tej części infrastruktury rynkowej poprzez przejęcie MTS CeTO w drodze skomplikowanej transakcji zapoczątkowanej przez nas w połowie 2008 r. uważam za jeden z większych sukcesów GPW w ostatnich latach. Dzisiaj BondSpot — bo taką nazwę nosi spółka od połowy września — jest ważnym składnikiem Catalysta [rynek obligacji, który startuje 30 września — red.].

Jeśli przyjmiemy, że akcyjna bessa i trudności z finansowaniem przedsiębiorstw dały zielone światło dla Catalyst, to czy trwające od lutego silne odbicie na rynku akcji nie jest tu zagrożeniem?

Rynek kapitałowy w Polsce dojrzewa, wykształcając różne grupy inwestorów, o różnym nastawieniu inwestycyjnym. Dlatego nie sądzę, żeby odbijający rynek akcji stanowił istotną przeszkodę w rozwoju Catalysta. Przeszkody tkwią gdzie indziej. Przede wszystkim w sferze regulacyjnej i w braku praktyk sprzyjających obrotowi długiem na rynku zorganizowanym.

Jak pan ocenia tempo przygotowań do uruchomienia rynku Catalyst?

To najtrudniejszy z projektów podjętych przez GPW w czasie, gdy jestem jej prezesem. Ostatnio na spotkaniu z zespołem wdrażającym Catalyst powiedziałem, że gdybyśmy pod koniec 2006 r. rozpoczęli od niego, a nie od rynku NewConnect, to prawdopodobnie poleglibyśmy na tym projekcie. Nie wiadomo, czy potem powstałby NewConnect. Organizacja rynku instrumentów dłużnych, przy wszystkich barierach, wymagała pracy zespołu maksymalnie skonsolidowanego i profesjonalnego, mającego doświadczenie udanej realizacji innego dużego, systemowego i pionierskiego przedsięwzięcia.

Jaką lukę ma ten rynek wypełnić?

To jest, oczywiście, zwiększenie skali finansowania poprzez instrumenty dłużne i danie inwestorom możliwości lokowania środków w instrumenty o innym ryzyku niż akcyjne. Rynek zorganizowany, działający w formule rynku alternatywnego i regulowanego, obniża ryzyko inwestycyjne, ponieważ jest transparentny. Przewidujemy zarówno obrót, jak i samą tak zwaną autoryzację, czyli upublicznienie emitenta bez kierowania obligacji do obrotu. Emitenci cenią sobie ten sposób wzmocnienia swojej marki i wiarygodności, Mamy już kilku emitentów samorządowych zainteresowanych samą tylko autoryzacją obligacji w ramach Catalyst.

Gdzie samorządy zainteresowane notowaniem emisji obligacji na Catalyst mają szukać firm obsługujących emisje? Jak docelowo ma to wyglądać — duże banki czy raczej doradcy, jak na akcyjnym NewConnect?

Autoryzowani doradcy rynku NewConnect będą mogli asystować i pomagać emitentom plasującym obligacje, które mają być wprowadzone na Catalyst. Prócz tego planujemy wyposażyć w odpowiednie uprawnienia i narzędzia grupę banków, które staną się nie tylko rzecznikami rynku, ale będą wprost aranżowały emisje przeznaczone do wprowadzenia na Catalyst. Będzie to zapewne elitarna grupa. Będą działały, na rzecz jednostek samorządu terytorialnego i przedsiębiorstw. Obserwuję duże zainteresowanie samorządów, co jest oznaką, że szczególnie dla nich już w pierwszym etapie funkcjonowania Catalysta stanie się on czymś, czego od dawna potrzebowały i będą teraz z niego chętnie korzystały. Oczywiście, wymaga to pracy edukacyjnej, informacyjnej, promocyjnej i profesjonalnej obsługi transakcji. Część tych zadań będzie wykonywała również GPW, inne będziemy wspierać.

Jak państwo szacują liczbę emitentów i wartość emisji papierów dłużnych na Catalyst w najbliższych miesiącach i latach? Jak dużą rolę ma spełniać nowy rynek w całości rynku krajowego długu?

Mamy szacunki, nawet na najbliższe pięć lat, ale dotyczą liczby emitentów i emisji. Jest to obarczone wysoką niepewnością, a łączna wartość emisji — jeszcze większą. Chodzi o coś bardzo ważnego — nadanie przejrzystości i efektywności rynkowi długu. W miarę płynny rynek wtórny to szansa na kształtowanie się węższych spreadów transakcyjnych, a więc redukcję ryzyka rynkowego i zmniejszenie kosztów transakcyjnych. To głęboka zmiana funkcjonowania niewielkiego zresztą obecnie rynku papierów dłużnych. Zmianę tę powinna wywołać perspektywa rynku wtórnego, którym ktoś zarządza w interesie wszystkich uczestników — od emitentów, poprzez instytucje pośredniczące w obrocie, po ostatecznych klientów.

Spodziewają się państwo napływu na Catalyst emitentów z regionu? Są w tej sprawie prowadzone jakieś rozmowy?

To pierwsze tak kompleksowe rozwiązanie dla instrumentów dłużnych, łączące cechy rynku regulowanego i rynku o liberalnym kształcie systemu alternatywnego mającego "za sobą" zarówno klienta detalicznego, jak i hurtowego. W regionie są pewne mniej kompleksowe platformy działające przy giełdach. Nie nastawiamy się na akwizycję emitentów zagranicznych, ale nie wykluczamy tego. Najpierw jednak zbudujemy masę, oferując rynek lokalnym klientom. Polska to przecież duża gospodarka, jest więc od czego zaczynać.

Czy GPW liczy na duże zainteresowanie inwestorów indywidualnych papierami notowanymi na Catalyst, czy raczej głównie na instytucje?

Liczymy na wszystkie grupy inwestorów. To, kto będzie uczestnikiem rynku od strony klienta, będzie zależało przede wszystkim od charakterystyki długu trafiającego na Catalyst. Rzecz jasna instytucje będą miały skłonność do inwestowania tylko w emisje wysokokwotowe. Ale będą też emisje mniejsze, zapewne interesujące dla mniejszych inwestorów. Poprzez Catalyst będzie można też przeprowadzić emisję, czyli dokonać uplasowania obligacji w obrocie pierwotnym. Rekomendujemy potencjalnym emitentom i instytucjom przygotowującym dla nich emisje korzystanie z tej możliwości. Może się to okazać celowe w czasach zwiększonego popytu na kapitał.

Ludwik Sobolewski, prezes GPW
Ludwik Sobolewski, prezes GPW
None
None

Pomysł zorganizowania rynku obligacji korporacyjnych i samorządowych pojawił się na GPW już w 2007 r. Czy to akcyjna hossa utrudniła mu start?

Nie, to nie było z tym bezpośrednio związane. Rok 2007 upłynął pod znakiem realizacji wielu mniejszych, ale ważnych projektów rozwojowych dotyczących tworzenia nowych serwisów informacyjnych GPW, indeksów, wdrażania dobrych praktyk dla spółek, modernizacji technologii, a przede wszystkim — uruchomienia rynku NewConnect. W tym czasie wiele usług giełdowych poprawiło się i wzbogaciło, wzrosła również niezawodność działalności operacyjnej. Ale prawdą jest, że 2008 r. nie sprzyjał rozpoczynaniu nowego wielkiego projektu opartego na popycie ze strony inwestorów rynku publicznego. Mimo to pod koniec 2008 r. zarysowaliśmy już plan budowy w Polsce prawdziwego rynku instrumentów dłużnych. Krokiem ku temu było też uporządkowanie strony infrastrukturalnej. W tej dziedzinie przez lata funkcjonowała, czy raczej próbowała funkcjonować z sukcesem, MTS CeTO, niemająca w swoim akcjonariacie siły, która w ramach swojej pozycji kapitałowej byłaby zdolna nadać temu podmiotowi właściwy impet rozwojowy. W samej spółce też takiej siły nie było. Wzięcie odpowiedzialności przez GPW za przyszłość tej części infrastruktury rynkowej poprzez przejęcie MTS CeTO w drodze skomplikowanej transakcji zapoczątkowanej przez nas w połowie 2008 r. uważam za jeden z większych sukcesów GPW w ostatnich latach. Dzisiaj BondSpot — bo taką nazwę nosi spółka od połowy września — jest ważnym składnikiem Catalysta [rynek obligacji, który startuje 30 września — red.].

Jeśli przyjmiemy, że akcyjna bessa i trudności z finansowaniem przedsiębiorstw dały zielone światło dla Catalyst, to czy trwające od lutego silne odbicie na rynku akcji nie jest tu zagrożeniem?

Rynek kapitałowy w Polsce dojrzewa, wykształcając różne grupy inwestorów, o różnym nastawieniu inwestycyjnym. Dlatego nie sądzę, żeby odbijający rynek akcji stanowił istotną przeszkodę w rozwoju Catalysta. Przeszkody tkwią gdzie indziej. Przede wszystkim w sferze regulacyjnej i w braku praktyk sprzyjających obrotowi długiem na rynku zorganizowanym.

Jak pan ocenia tempo przygotowań do uruchomienia rynku Catalyst?

To najtrudniejszy z projektów podjętych przez GPW w czasie, gdy jestem jej prezesem. Ostatnio na spotkaniu z zespołem wdrażającym Catalyst powiedziałem, że gdybyśmy pod koniec 2006 r. rozpoczęli od niego, a nie od rynku NewConnect, to prawdopodobnie poleglibyśmy na tym projekcie. Nie wiadomo, czy potem powstałby NewConnect. Organizacja rynku instrumentów dłużnych, przy wszystkich barierach, wymagała pracy zespołu maksymalnie skonsolidowanego i profesjonalnego, mającego doświadczenie udanej realizacji innego dużego, systemowego i pionierskiego przedsięwzięcia.

Jaką lukę ma ten rynek wypełnić?

To jest, oczywiście, zwiększenie skali finansowania poprzez instrumenty dłużne i danie inwestorom możliwości lokowania środków w instrumenty o innym ryzyku niż akcyjne. Rynek zorganizowany, działający w formule rynku alternatywnego i regulowanego, obniża ryzyko inwestycyjne, ponieważ jest transparentny. Przewidujemy zarówno obrót, jak i samą tak zwaną autoryzację, czyli upublicznienie emitenta bez kierowania obligacji do obrotu. Emitenci cenią sobie ten sposób wzmocnienia swojej marki i wiarygodności, Mamy już kilku emitentów samorządowych zainteresowanych samą tylko autoryzacją obligacji w ramach Catalyst.

Gdzie samorządy zainteresowane notowaniem emisji obligacji na Catalyst mają szukać firm obsługujących emisje? Jak docelowo ma to wyglądać — duże banki czy raczej doradcy, jak na akcyjnym NewConnect?

Autoryzowani doradcy rynku NewConnect będą mogli asystować i pomagać emitentom plasującym obligacje, które mają być wprowadzone na Catalyst. Prócz tego planujemy wyposażyć w odpowiednie uprawnienia i narzędzia grupę banków, które staną się nie tylko rzecznikami rynku, ale będą wprost aranżowały emisje przeznaczone do wprowadzenia na Catalyst. Będzie to zapewne elitarna grupa. Będą działały, na rzecz jednostek samorządu terytorialnego i przedsiębiorstw. Obserwuję duże zainteresowanie samorządów, co jest oznaką, że szczególnie dla nich już w pierwszym etapie funkcjonowania Catalysta stanie się on czymś, czego od dawna potrzebowały i będą teraz z niego chętnie korzystały. Oczywiście, wymaga to pracy edukacyjnej, informacyjnej, promocyjnej i profesjonalnej obsługi transakcji. Część tych zadań będzie wykonywała również GPW, inne będziemy wspierać.

Jak państwo szacują liczbę emitentów i wartość emisji papierów dłużnych na Catalyst w najbliższych miesiącach i latach? Jak dużą rolę ma spełniać nowy rynek w całości rynku krajowego długu?

Mamy szacunki, nawet na najbliższe pięć lat, ale dotyczą liczby emitentów i emisji. Jest to obarczone wysoką niepewnością, a łączna wartość emisji — jeszcze większą. Chodzi o coś bardzo ważnego — nadanie przejrzystości i efektywności rynkowi długu. W miarę płynny rynek wtórny to szansa na kształtowanie się węższych spreadów transakcyjnych, a więc redukcję ryzyka rynkowego i zmniejszenie kosztów transakcyjnych. To głęboka zmiana funkcjonowania niewielkiego zresztą obecnie rynku papierów dłużnych. Zmianę tę powinna wywołać perspektywa rynku wtórnego, którym ktoś zarządza w interesie wszystkich uczestników — od emitentów, poprzez instytucje pośredniczące w obrocie, po ostatecznych klientów.

Spodziewają się państwo napływu na Catalyst emitentów z regionu? Są w tej sprawie prowadzone jakieś rozmowy?

To pierwsze tak kompleksowe rozwiązanie dla instrumentów dłużnych, łączące cechy rynku regulowanego i rynku o liberalnym kształcie systemu alternatywnego mającego "za sobą" zarówno klienta detalicznego, jak i hurtowego. W regionie są pewne mniej kompleksowe platformy działające przy giełdach. Nie nastawiamy się na akwizycję emitentów zagranicznych, ale nie wykluczamy tego. Najpierw jednak zbudujemy masę, oferując rynek lokalnym klientom. Polska to przecież duża gospodarka, jest więc od czego zaczynać.

Czy GPW liczy na duże zainteresowanie inwestorów indywidualnych papierami notowanymi na Catalyst, czy raczej głównie na instytucje?

Liczymy na wszystkie grupy inwestorów. To, kto będzie uczestnikiem rynku od strony klienta, będzie zależało przede wszystkim od charakterystyki długu trafiającego na Catalyst. Rzecz jasna instytucje będą miały skłonność do inwestowania tylko w emisje wysokokwotowe. Ale będą też emisje mniejsze, zapewne interesujące dla mniejszych inwestorów. Poprzez Catalyst będzie można też przeprowadzić emisję, czyli dokonać uplasowania obligacji w obrocie pierwotnym. Rekomendujemy potencjalnym emitentom i instytucjom przygotowującym dla nich emisje korzystanie z tej możliwości. Może się to okazać celowe w czasach zwiększonego popytu na kapitał.

Pomysł zorganizowania rynku obligacji korporacyjnych i samorządowych pojawił się na GPW już w 2007 r. Czy to akcyjna hossa utrudniła mu start?

Nie, to nie było z tym bezpośrednio związane. Rok 2007 upłynął pod znakiem realizacji wielu mniejszych, ale ważnych projektów rozwojowych dotyczących tworzenia nowych serwisów informacyjnych GPW, indeksów, wdrażania dobrych praktyk dla spółek, modernizacji technologii, a przede wszystkim — uruchomienia rynku NewConnect. W tym czasie wiele usług giełdowych poprawiło się i wzbogaciło, wzrosła również niezawodność działalności operacyjnej. Ale prawdą jest, że 2008 r. nie sprzyjał rozpoczynaniu nowego wielkiego projektu opartego na popycie ze strony inwestorów rynku publicznego. Mimo to pod koniec 2008 r. zarysowaliśmy już plan budowy w Polsce prawdziwego rynku instrumentów dłużnych. Krokiem ku temu było też uporządkowanie strony infrastrukturalnej. W tej dziedzinie przez lata funkcjonowała, czy raczej próbowała funkcjonować z sukcesem, MTS CeTO, niemająca w swoim akcjonariacie siły, która w ramach swojej pozycji kapitałowej byłaby zdolna nadać temu podmiotowi właściwy impet rozwojowy. W samej spółce też takiej siły nie było. Wzięcie odpowiedzialności przez GPW za przyszłość tej części infrastruktury rynkowej poprzez przejęcie MTS CeTO w drodze skomplikowanej transakcji zapoczątkowanej przez nas w połowie 2008 r. uważam za jeden z większych sukcesów GPW w ostatnich latach. Dzisiaj BondSpot — bo taką nazwę nosi spółka od połowy września — jest ważnym składnikiem Catalysta [rynek obligacji, który startuje 30 września — red.].

Jeśli przyjmiemy, że akcyjna bessa i trudności z finansowaniem przedsiębiorstw dały zielone światło dla Catalyst, to czy trwające od lutego silne odbicie na rynku akcji nie jest tu zagrożeniem?

Rynek kapitałowy w Polsce dojrzewa, wykształcając różne grupy inwestorów, o różnym nastawieniu inwestycyjnym. Dlatego nie sądzę, żeby odbijający rynek akcji stanowił istotną przeszkodę w rozwoju Catalysta. Przeszkody tkwią gdzie indziej. Przede wszystkim w sferze regulacyjnej i w braku praktyk sprzyjających obrotowi długiem na rynku zorganizowanym.

Jak pan ocenia tempo przygotowań do uruchomienia rynku Catalyst?

To najtrudniejszy z projektów podjętych przez GPW w czasie, gdy jestem jej prezesem. Ostatnio na spotkaniu z zespołem wdrażającym Catalyst powiedziałem, że gdybyśmy pod koniec 2006 r. rozpoczęli od niego, a nie od rynku NewConnect, to prawdopodobnie poleglibyśmy na tym projekcie. Nie wiadomo, czy potem powstałby NewConnect. Organizacja rynku instrumentów dłużnych, przy wszystkich barierach, wymagała pracy zespołu maksymalnie skonsolidowanego i profesjonalnego, mającego doświadczenie udanej realizacji innego dużego, systemowego i pionierskiego przedsięwzięcia.

Jaką lukę ma ten rynek wypełnić?

To jest, oczywiście, zwiększenie skali finansowania poprzez instrumenty dłużne i danie inwestorom możliwości lokowania środków w instrumenty o innym ryzyku niż akcyjne. Rynek zorganizowany, działający w formule rynku alternatywnego i regulowanego, obniża ryzyko inwestycyjne, ponieważ jest transparentny. Przewidujemy zarówno obrót, jak i samą tak zwaną autoryzację, czyli upublicznienie emitenta bez kierowania obligacji do obrotu. Emitenci cenią sobie ten sposób wzmocnienia swojej marki i wiarygodności, Mamy już kilku emitentów samorządowych zainteresowanych samą tylko autoryzacją obligacji w ramach Catalyst.

Gdzie samorządy zainteresowane notowaniem emisji obligacji na Catalyst mają szukać firm obsługujących emisje? Jak docelowo ma to wyglądać — duże banki czy raczej doradcy, jak na akcyjnym NewConnect?

Autoryzowani doradcy rynku NewConnect będą mogli asystować i pomagać emitentom plasującym obligacje, które mają być wprowadzone na Catalyst. Prócz tego planujemy wyposażyć w odpowiednie uprawnienia i narzędzia grupę banków, które staną się nie tylko rzecznikami rynku, ale będą wprost aranżowały emisje przeznaczone do wprowadzenia na Catalyst. Będzie to zapewne elitarna grupa. Będą działały, na rzecz jednostek samorządu terytorialnego i przedsiębiorstw. Obserwuję duże zainteresowanie samorządów, co jest oznaką, że szczególnie dla nich już w pierwszym etapie funkcjonowania Catalysta stanie się on czymś, czego od dawna potrzebowały i będą teraz z niego chętnie korzystały. Oczywiście, wymaga to pracy edukacyjnej, informacyjnej, promocyjnej i profesjonalnej obsługi transakcji. Część tych zadań będzie wykonywała również GPW, inne będziemy wspierać.

Jak państwo szacują liczbę emitentów i wartość emisji papierów dłużnych na Catalyst w najbliższych miesiącach i latach? Jak dużą rolę ma spełniać nowy rynek w całości rynku krajowego długu?

Mamy szacunki, nawet na najbliższe pięć lat, ale dotyczą liczby emitentów i emisji. Jest to obarczone wysoką niepewnością, a łączna wartość emisji — jeszcze większą. Chodzi o coś bardzo ważnego — nadanie przejrzystości i efektywności rynkowi długu. W miarę płynny rynek wtórny to szansa na kształtowanie się węższych spreadów transakcyjnych, a więc redukcję ryzyka rynkowego i zmniejszenie kosztów transakcyjnych. To głęboka zmiana funkcjonowania niewielkiego zresztą obecnie rynku papierów dłużnych. Zmianę tę powinna wywołać perspektywa rynku wtórnego, którym ktoś zarządza w interesie wszystkich uczestników — od emitentów, poprzez instytucje pośredniczące w obrocie, po ostatecznych klientów.

Spodziewają się państwo napływu na Catalyst emitentów z regionu? Są w tej sprawie prowadzone jakieś rozmowy?

To pierwsze tak kompleksowe rozwiązanie dla instrumentów dłużnych, łączące cechy rynku regulowanego i rynku o liberalnym kształcie systemu alternatywnego mającego "za sobą" zarówno klienta detalicznego, jak i hurtowego. W regionie są pewne mniej kompleksowe platformy działające przy giełdach. Nie nastawiamy się na akwizycję emitentów zagranicznych, ale nie wykluczamy tego. Najpierw jednak zbudujemy masę, oferując rynek lokalnym klientom. Polska to przecież duża gospodarka, jest więc od czego zaczynać.

Czy GPW liczy na duże zainteresowanie inwestorów indywidualnych papierami notowanymi na Catalyst, czy raczej głównie na instytucje?

Liczymy na wszystkie grupy inwestorów. To, kto będzie uczestnikiem rynku od strony klienta, będzie zależało przede wszystkim od charakterystyki długu trafiającego na Catalyst. Rzecz jasna instytucje będą miały skłonność do inwestowania tylko w emisje wysokokwotowe. Ale będą też emisje mniejsze, zapewne interesujące dla mniejszych inwestorów. Poprzez Catalyst będzie można też przeprowadzić emisję, czyli dokonać uplasowania obligacji w obrocie pierwotnym. Rekomendujemy potencjalnym emitentom i instytucjom przygotowującym dla nich emisje korzystanie z tej możliwości. Może się to okazać celowe w czasach zwiększonego popytu na kapitał.

Pomysł zorganizowania rynku obligacji korporacyjnych i samorządowych pojawił się na GPW już w 2007 r. Czy to akcyjna hossa utrudniła mu start?

Nie, to nie było z tym bezpośrednio związane. Rok 2007 upłynął pod znakiem realizacji wielu mniejszych, ale ważnych projektów rozwojowych dotyczących tworzenia nowych serwisów informacyjnych GPW, indeksów, wdrażania dobrych praktyk dla spółek, modernizacji technologii, a przede wszystkim — uruchomienia rynku NewConnect. W tym czasie wiele usług giełdowych poprawiło się i wzbogaciło, wzrosła również niezawodność działalności operacyjnej. Ale prawdą jest, że 2008 r. nie sprzyjał rozpoczynaniu nowego wielkiego projektu opartego na popycie ze strony inwestorów rynku publicznego. Mimo to pod koniec 2008 r. zarysowaliśmy już plan budowy w Polsce prawdziwego rynku instrumentów dłużnych. Krokiem ku temu było też uporządkowanie strony infrastrukturalnej. W tej dziedzinie przez lata funkcjonowała, czy raczej próbowała funkcjonować z sukcesem, MTS CeTO, niemająca w swoim akcjonariacie siły, która w ramach swojej pozycji kapitałowej byłaby zdolna nadać temu podmiotowi właściwy impet rozwojowy. W samej spółce też takiej siły nie było. Wzięcie odpowiedzialności przez GPW za przyszłość tej części infrastruktury rynkowej poprzez przejęcie MTS CeTO w drodze skomplikowanej transakcji zapoczątkowanej przez nas w połowie 2008 r. uważam za jeden z większych sukcesów GPW w ostatnich latach. Dzisiaj BondSpot — bo taką nazwę nosi spółka od połowy września — jest ważnym składnikiem Catalysta [rynek obligacji, który startuje 30 września — red.].

Jeśli przyjmiemy, że akcyjna bessa i trudności z finansowaniem przedsiębiorstw dały zielone światło dla Catalyst, to czy trwające od lutego silne odbicie na rynku akcji nie jest tu zagrożeniem?

Rynek kapitałowy w Polsce dojrzewa, wykształcając różne grupy inwestorów, o różnym nastawieniu inwestycyjnym. Dlatego nie sądzę, żeby odbijający rynek akcji stanowił istotną przeszkodę w rozwoju Catalysta. Przeszkody tkwią gdzie indziej. Przede wszystkim w sferze regulacyjnej i w braku praktyk sprzyjających obrotowi długiem na rynku zorganizowanym.

Jak pan ocenia tempo przygotowań do uruchomienia rynku Catalyst?

To najtrudniejszy z projektów podjętych przez GPW w czasie, gdy jestem jej prezesem. Ostatnio na spotkaniu z zespołem wdrażającym Catalyst powiedziałem, że gdybyśmy pod koniec 2006 r. rozpoczęli od niego, a nie od rynku NewConnect, to prawdopodobnie poleglibyśmy na tym projekcie. Nie wiadomo, czy potem powstałby NewConnect. Organizacja rynku instrumentów dłużnych, przy wszystkich barierach, wymagała pracy zespołu maksymalnie skonsolidowanego i profesjonalnego, mającego doświadczenie udanej realizacji innego dużego, systemowego i pionierskiego przedsięwzięcia.

Jaką lukę ma ten rynek wypełnić?

To jest, oczywiście, zwiększenie skali finansowania poprzez instrumenty dłużne i danie inwestorom możliwości lokowania środków w instrumenty o innym ryzyku niż akcyjne. Rynek zorganizowany, działający w formule rynku alternatywnego i regulowanego, obniża ryzyko inwestycyjne, ponieważ jest transparentny. Przewidujemy zarówno obrót, jak i samą tak zwaną autoryzację, czyli upublicznienie emitenta bez kierowania obligacji do obrotu. Emitenci cenią sobie ten sposób wzmocnienia swojej marki i wiarygodności, Mamy już kilku emitentów samorządowych zainteresowanych samą tylko autoryzacją obligacji w ramach Catalyst.

Gdzie samorządy zainteresowane notowaniem emisji obligacji na Catalyst mają szukać firm obsługujących emisje? Jak docelowo ma to wyglądać — duże banki czy raczej doradcy, jak na akcyjnym NewConnect?

Autoryzowani doradcy rynku NewConnect będą mogli asystować i pomagać emitentom plasującym obligacje, które mają być wprowadzone na Catalyst. Prócz tego planujemy wyposażyć w odpowiednie uprawnienia i narzędzia grupę banków, które staną się nie tylko rzecznikami rynku, ale będą wprost aranżowały emisje przeznaczone do wprowadzenia na Catalyst. Będzie to zapewne elitarna grupa. Będą działały, na rzecz jednostek samorządu terytorialnego i przedsiębiorstw. Obserwuję duże zainteresowanie samorządów, co jest oznaką, że szczególnie dla nich już w pierwszym etapie funkcjonowania Catalysta stanie się on czymś, czego od dawna potrzebowały i będą teraz z niego chętnie korzystały. Oczywiście, wymaga to pracy edukacyjnej, informacyjnej, promocyjnej i profesjonalnej obsługi transakcji. Część tych zadań będzie wykonywała również GPW, inne będziemy wspierać.

Jak państwo szacują liczbę emitentów i wartość emisji papierów dłużnych na Catalyst w najbliższych miesiącach i latach? Jak dużą rolę ma spełniać nowy rynek w całości rynku krajowego długu?

Mamy szacunki, nawet na najbliższe pięć lat, ale dotyczą liczby emitentów i emisji. Jest to obarczone wysoką niepewnością, a łączna wartość emisji — jeszcze większą. Chodzi o coś bardzo ważnego — nadanie przejrzystości i efektywności rynkowi długu. W miarę płynny rynek wtórny to szansa na kształtowanie się węższych spreadów transakcyjnych, a więc redukcję ryzyka rynkowego i zmniejszenie kosztów transakcyjnych. To głęboka zmiana funkcjonowania niewielkiego zresztą obecnie rynku papierów dłużnych. Zmianę tę powinna wywołać perspektywa rynku wtórnego, którym ktoś zarządza w interesie wszystkich uczestników — od emitentów, poprzez instytucje pośredniczące w obrocie, po ostatecznych klientów.

Spodziewają się państwo napływu na Catalyst emitentów z regionu? Są w tej sprawie prowadzone jakieś rozmowy?

To pierwsze tak kompleksowe rozwiązanie dla instrumentów dłużnych, łączące cechy rynku regulowanego i rynku o liberalnym kształcie systemu alternatywnego mającego "za sobą" zarówno klienta detalicznego, jak i hurtowego. W regionie są pewne mniej kompleksowe platformy działające przy giełdach. Nie nastawiamy się na akwizycję emitentów zagranicznych, ale nie wykluczamy tego. Najpierw jednak zbudujemy masę, oferując rynek lokalnym klientom. Polska to przecież duża gospodarka, jest więc od czego zaczynać.

Czy GPW liczy na duże zainteresowanie inwestorów indywidualnych papierami notowanymi na Catalyst, czy raczej głównie na instytucje?

Liczymy na wszystkie grupy inwestorów. To, kto będzie uczestnikiem rynku od strony klienta, będzie zależało przede wszystkim od charakterystyki długu trafiającego na Catalyst. Rzecz jasna instytucje będą miały skłonność do inwestowania tylko w emisje wysokokwotowe. Ale będą też emisje mniejsze, zapewne interesujące dla mniejszych inwestorów. Poprzez Catalyst będzie można też przeprowadzić emisję, czyli dokonać uplasowania obligacji w obrocie pierwotnym. Rekomendujemy potencjalnym emitentom i instytucjom przygotowującym dla nich emisje korzystanie z tej możliwości. Może się to okazać celowe w czasach zwiększonego popytu na kapitał.

Pomysł zorganizowania rynku obligacji korporacyjnych i samorządowych pojawił się na GPW już w 2007 r. Czy to akcyjna hossa utrudniła mu start?

Nie, to nie było z tym bezpośrednio związane. Rok 2007 upłynął pod znakiem realizacji wielu mniejszych, ale ważnych projektów rozwojowych dotyczących tworzenia nowych serwisów informacyjnych GPW, indeksów, wdrażania dobrych praktyk dla spółek, modernizacji technologii, a przede wszystkim — uruchomienia rynku NewConnect. W tym czasie wiele usług giełdowych poprawiło się i wzbogaciło, wzrosła również niezawodność działalności operacyjnej. Ale prawdą jest, że 2008 r. nie sprzyjał rozpoczynaniu nowego wielkiego projektu opartego na popycie ze strony inwestorów rynku publicznego. Mimo to pod koniec 2008 r. zarysowaliśmy już plan budowy w Polsce prawdziwego rynku instrumentów dłużnych. Krokiem ku temu było też uporządkowanie strony infrastrukturalnej. W tej dziedzinie przez lata funkcjonowała, czy raczej próbowała funkcjonować z sukcesem, MTS CeTO, niemająca w swoim akcjonariacie siły, która w ramach swojej pozycji kapitałowej byłaby zdolna nadać temu podmiotowi właściwy impet rozwojowy. W samej spółce też takiej siły nie było. Wzięcie odpowiedzialności przez GPW za przyszłość tej części infrastruktury rynkowej poprzez przejęcie MTS CeTO w drodze skomplikowanej transakcji zapoczątkowanej przez nas w połowie 2008 r. uważam za jeden z większych sukcesów GPW w ostatnich latach. Dzisiaj BondSpot — bo taką nazwę nosi spółka od połowy września — jest ważnym składnikiem Catalysta [rynek obligacji, który startuje 30 września — red.].

Jeśli przyjmiemy, że akcyjna bessa i trudności z finansowaniem przedsiębiorstw dały zielone światło dla Catalyst, to czy trwające od lutego silne odbicie na rynku akcji nie jest tu zagrożeniem?

Rynek kapitałowy w Polsce dojrzewa, wykształcając różne grupy inwestorów, o różnym nastawieniu inwestycyjnym. Dlatego nie sądzę, żeby odbijający rynek akcji stanowił istotną przeszkodę w rozwoju Catalysta. Przeszkody tkwią gdzie indziej. Przede wszystkim w sferze regulacyjnej i w braku praktyk sprzyjających obrotowi długiem na rynku zorganizowanym.

Jak pan ocenia tempo przygotowań do uruchomienia rynku Catalyst?

To najtrudniejszy z projektów podjętych przez GPW w czasie, gdy jestem jej prezesem. Ostatnio na spotkaniu z zespołem wdrażającym Catalyst powiedziałem, że gdybyśmy pod koniec 2006 r. rozpoczęli od niego, a nie od rynku NewConnect, to prawdopodobnie poleglibyśmy na tym projekcie. Nie wiadomo, czy potem powstałby NewConnect. Organizacja rynku instrumentów dłużnych, przy wszystkich barierach, wymagała pracy zespołu maksymalnie skonsolidowanego i profesjonalnego, mającego doświadczenie udanej realizacji innego dużego, systemowego i pionierskiego przedsięwzięcia.

Jaką lukę ma ten rynek wypełnić?

To jest, oczywiście, zwiększenie skali finansowania poprzez instrumenty dłużne i danie inwestorom możliwości lokowania środków w instrumenty o innym ryzyku niż akcyjne. Rynek zorganizowany, działający w formule rynku alternatywnego i regulowanego, obniża ryzyko inwestycyjne, ponieważ jest transparentny. Przewidujemy zarówno obrót, jak i samą tak zwaną autoryzację, czyli upublicznienie emitenta bez kierowania obligacji do obrotu. Emitenci cenią sobie ten sposób wzmocnienia swojej marki i wiarygodności, Mamy już kilku emitentów samorządowych zainteresowanych samą tylko autoryzacją obligacji w ramach Catalyst.

Gdzie samorządy zainteresowane notowaniem emisji obligacji na Catalyst mają szukać firm obsługujących emisje? Jak docelowo ma to wyglądać — duże banki czy raczej doradcy, jak na akcyjnym NewConnect?

To musisz wiedzieć dziś rano
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
×
To musisz wiedzieć dziś rano
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany codziennie
Kamil Zatoński
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Autoryzowani doradcy rynku NewConnect będą mogli asystować i pomagać emitentom plasującym obligacje, które mają być wprowadzone na Catalyst. Prócz tego planujemy wyposażyć w odpowiednie uprawnienia i narzędzia grupę banków, które staną się nie tylko rzecznikami rynku, ale będą wprost aranżowały emisje przeznaczone do wprowadzenia na Catalyst. Będzie to zapewne elitarna grupa. Będą działały, na rzecz jednostek samorządu terytorialnego i przedsiębiorstw. Obserwuję duże zainteresowanie samorządów, co jest oznaką, że szczególnie dla nich już w pierwszym etapie funkcjonowania Catalysta stanie się on czymś, czego od dawna potrzebowały i będą teraz z niego chętnie korzystały. Oczywiście, wymaga to pracy edukacyjnej, informacyjnej, promocyjnej i profesjonalnej obsługi transakcji. Część tych zadań będzie wykonywała również GPW, inne będziemy wspierać.

Jak państwo szacują liczbę emitentów i wartość emisji papierów dłużnych na Catalyst w najbliższych miesiącach i latach? Jak dużą rolę ma spełniać nowy rynek w całości rynku krajowego długu?

Mamy szacunki, nawet na najbliższe pięć lat, ale dotyczą liczby emitentów i emisji. Jest to obarczone wysoką niepewnością, a łączna wartość emisji — jeszcze większą. Chodzi o coś bardzo ważnego — nadanie przejrzystości i efektywności rynkowi długu. W miarę płynny rynek wtórny to szansa na kształtowanie się węższych spreadów transakcyjnych, a więc redukcję ryzyka rynkowego i zmniejszenie kosztów transakcyjnych. To głęboka zmiana funkcjonowania niewielkiego zresztą obecnie rynku papierów dłużnych. Zmianę tę powinna wywołać perspektywa rynku wtórnego, którym ktoś zarządza w interesie wszystkich uczestników — od emitentów, poprzez instytucje pośredniczące w obrocie, po ostatecznych klientów.

Spodziewają się państwo napływu na Catalyst emitentów z regionu? Są w tej sprawie prowadzone jakieś rozmowy?

To pierwsze tak kompleksowe rozwiązanie dla instrumentów dłużnych, łączące cechy rynku regulowanego i rynku o liberalnym kształcie systemu alternatywnego mającego "za sobą" zarówno klienta detalicznego, jak i hurtowego. W regionie są pewne mniej kompleksowe platformy działające przy giełdach. Nie nastawiamy się na akwizycję emitentów zagranicznych, ale nie wykluczamy tego. Najpierw jednak zbudujemy masę, oferując rynek lokalnym klientom. Polska to przecież duża gospodarka, jest więc od czego zaczynać.

Czy GPW liczy na duże zainteresowanie inwestorów indywidualnych papierami notowanymi na Catalyst, czy raczej głównie na instytucje?

Liczymy na wszystkie grupy inwestorów. To, kto będzie uczestnikiem rynku od strony klienta, będzie zależało przede wszystkim od charakterystyki długu trafiającego na Catalyst. Rzecz jasna instytucje będą miały skłonność do inwestowania tylko w emisje wysokokwotowe. Ale będą też emisje mniejsze, zapewne interesujące dla mniejszych inwestorów. Poprzez Catalyst będzie można też przeprowadzić emisję, czyli dokonać uplasowania obligacji w obrocie pierwotnym. Rekomendujemy potencjalnym emitentom i instytucjom przygotowującym dla nich emisje korzystanie z tej możliwości. Może się to okazać celowe w czasach zwiększonego popytu na kapitał.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane