Przyjęte przez rząd wskaźniki makro są OK — twierdzą eksperci. Ale dochody budżetu są zaplanowane zbyt optymistyczne.
Przedstawiona przez rząd Kazimierza Marcinkiewicza autopoprawka do budżetu na 2006 r. nie zmieniła zbytnio wskaźników makroekonomicznych przyjętych przez ekipę Marka Belki.
— Rynek przyjął to pozytywnie, a nawet z ulgą. Wydawało się bowiem, że rząd chcący zwiększyć wydatki i obniżyć deficyt będzie chciał np. podwyższyć prognozę wzrostu PKB i inflacji. W tym przypadku nie poszedł jednak na łatwiznę — mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.
Skąd ten optymizm
Zdaniem Katarzyny Zajdel-Kurowskiej, głównej ekonomistki Banku Handlowego, przedstawione przez rząd prognozy makro nie odbiegają od przewidywań rynku. Wątpliwości pojawiają się jednak przy dochodach, które w nowej wersji budżetu są większe od — uznanych za i tak napięte — propozycji poprzedniego ministra finansów.
— Przy prognozowaniu dochodów zalecana jest ostrożność. Lepsze bowiem pozytywne zaskoczenie, jak w tym roku, niż rozczarowanie — twierdzi ekonomistka Banku Handlowego.
Pesymistką w sprawie dochodów jest Małgorzata Krzysztoszek, dyrektor departamentu eksperckiego Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan (PKPP). Jej zdaniem, są one przeszacowane, zwłaszcza w przypadku podatków pośrednich.
— Te, które zakładał Mirosław Gronicki, można uznać za „wyżyłowane”. Tymczasem ekipa premiera Marcinkiewicza postanowiła je jeszcze powiększyć o 1,5 proc. I to przy utrzymanych parametrach makro. Dochody z podatku VAT mają wzrosnąć w stosunku do 2005 r. o 12,9 proc. — zauważa Małgorzata Krzysztoszek.
Według pracodawców, mocno naciągnięte są też prognozy dotyczące wpływów z CIT.
— Zaplanowano je, podobnie jak w przypadku wrześniowej wersji budżetu, na 20,1 mld zł, czyli o 16,3 proc. więcej, niż w 2005 r. Zastanawiające, w jaki sposób rząd chce uzyskać taki wynik, zważywszy że według naszych obliczeń przychody przedsiębiorstw wzrosną o 4 proc., ale zwiększy się też dynamika kosztów — zwraca uwagę ekspert PKPP.
Ekonomiści mają też wątpliwości co do zaplanowanej większej ściągalności podatków (taki zapis co roku pojawia się w budżecie), bo nie wiadomo, w jaki sposób rząd chce ją osiągnąć.
Pieniądze w poślizgu
Mimo głosów krytykujących optymizm rządu, nie brakuje analityków, którzy uważają, że planowany deficyt uda się zrealizować.
— Nie nastąpi to jednak dzięki wątpliwym dochodom z tytułu realizacji programów budowy dróg czy mieszkań, które w pierwszym etapie raczej zwiększą wydatki. Stanie się tak dzięki przeniesieniu części tegorocznych dochodów na przyszły rok. Takie sztuczki to nie nowość — uważa Piotr Bielski.
W Sejmie trwają prace nad budżetem. Posłowie nie mogą już powiększyć zapisanego w projekcie deficytu, ale mają prawo zmienić strukturę wydatków i dochodów.
— Niebezpieczne wydają się pomysły Samoobrony zwiększania płacy minimalnej czy zasiłków dla osób, które są bezrobotne nie z własnej winy. Mogą skutkować zwiększeniem prognozy dochodów, co pozwoliłoby na zwiększenie wydatków — uważa ekonomistka BH.