Dwa tygodnie temu nie wiedziałem, jakie decyzje inwestycyjne mam podjąć. Nie ukazały się bowiem żadne nowe rekomendacje. Czułem się osamotniony. Z jednej strony, kończyła się już moja wiara w potencjał wzrostowy Prokomu i zaczynałem myśleć o sprzedaży posiadanych papierów, z drugiej — nie wiedziałem, co kupić na jego miejsce.
Zależy mi na kupnie takiej spółki, której kurs nie poddawałby się częstym ostatnio korektom spadkowym. Wybór takiej firmy to prawdziwa sztuka, a ja raczej nie jestem artystą. Całkowicie więc zdaję się na specjalistów, którzy zawodowo zajmują się prognozowaniem przyszłych zachowań zmian kursów spółek. Dlatego czekałem nowych rekomendacji niczym kania dżdżu.
Doczekałem się. Po przeszło tygodniowej suszy, w ostatnich dniach ukazało się aż 5 nowych zaleceń. Do wyboru miałem dwa banki, czyli BRE Bank i Pekao SA, dwie firmy z branży nowych technologii, czyli Computerland i Elektrim, oraz jedną spółkę reprezentującą branżę spożywczą — Wilbo.
Wybrałem chyba najbardziej kontrowersyjną spółkę z tego grona, czyli warszawski Elektrim. Wybór został dokonany w drodze eliminacji negatywnej konkurentów. Po pierwsze, uznałem, że banki to generalnie nie są firmy, których kursy rosną w szybkim tempie — to raczej propozycja dla inwestorów o długoterminowym horyzoncie inwestycyjnym, którzy nie są zainteresowani szybkim wzrostem notowań i cenią sobie niskie ryzyko. Poza tym — zdaniem analityków Deutsche Bank Securities — obydwa te banki są w tej chwili niedoszacowane o blisko 15 proc. Takie dyskonto mnie nie satysfakcjonuje.
Po drugie, Computerland opublikował ostatnio dobre wyniki finansowe i być może skusiłbym się na kupno jego walorów. Jednak oszacowane przez specjalistów ING Barings niedowartościowanie jest jeszcze niższe niż w przypadku banków i wynosi tylko 8 proc.
Po trzecie, Wilbo też mnie niczym specjalnym nie zachwyca — nie dość, że jest to maleńka spółka, to kładąc na szali z jednej strony ryzyko, a z drugiej sza- cowane 15-proc. dyskonto, uznałem, że gra nie jest warta świeczki.
Elektrim to zupełnie inna sprawa. Nie dość, że warszawskim holdingiem zainteresowały się dwa domy maklerskie, to jeszcze obydwa patrzą na perspektywy aprecjacji kursu przez różowe okulary. Dom Maklerski Elimar wycenia jedną akcję Elektrimu na 30,60 zł i wystawił rekomendację „tak jak rynek”, a ING Barings „mocno kupuj”, jednocześnie wyceniając papiery aż na 37,10 zł. Przy obecnym kursie oscylującym wokół 20 zł dawałoby to odpowiednio ponad 50-proc. i 80-proc. dyskonto. Coś takiego, to ja rozumiem! Jak tylko to sobie obliczyłem, nie wahałem się ani chwili dłużej. Musiałem szybko kupić, nie czekając aż do szturmu na Elektrim ruszą pozostali gracze.
W czwartek sprzedałem Prokom. Papiery informatycznej spółki na otwarciu zbyłem po 103 zł. Jestem z tej inwestycji bardzo zadowolony. Przypomnę, że Prokom kupowałem po 87 zł za akcję. Na inwestycji zarobiłem więc równo 400 zł brutto, czyli nieco ponad 18 proc. Po zapłaceniu prowizji wycofałem z rynku 2550 zł, za które jeszcze na tej samej sesji kupiłem 130 akcji Elektrimu płacąc po 19,50 zł za sztukę.
Analitycy wierzą, że czynnikiem determinującym atrakcyjność inwestycji w akcje Elektrimu będzie długofalowa strategia rozwoju holdingu, którą zarząd zobowiązał się opracować do końca tego roku. Wierzę w to i ja.