Dom Development widzi ożywienie w mieszkaniach

Anna GołasaAnna Gołasa
opublikowano: 2025-08-04 20:00

Prezes największego dewelopera twierdzi, że branża mieszkaniowa wychodzi z impasu dzięki obniżkom stóp i wreszcie jasnej deklaracji rządu o braku wsparcia. Apeluje do polityków, by nie produkowali bubli prawnych, przestali mącić i zrzucać na firmy winę za problemy Polaków.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

-jaką strategię na czas ograniczonych możliwości nabywczych Polaków ma Dom Development

-ile mieszkań chce w 2025 r. sprzedać spółka

-ile lokali planuje przekazać klientom

-które działania rządzących psują - według prezesa DD - rynek mieszkań w Polsce

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Deweloperzy czekają na lepsze czasy. Z danych portalu Rynekpierwotny.pl wynika, że w pierwszym półroczu 2025 spółki notowane na GPW sprzedały nieco ponad 10 tys. mieszkań – o ok. 9 proc. mniej niż rok wcześniej. Pozytywnego nastawienia nie traci Dom Development. Firma planuje w tym roku sprzedać ponad 4 tys. mieszkań i przekazać klientom rekordowe 4,5 tys. W planach inwestycyjnych brak jednak rozmachu.

- Widzimy dziś wyraźnie, że trzeba bardzo ostrożnie podchodzić do wprowadzania nowych projektów. Myślę, że kolejne kwartały pokażą znaczące spowolnienie w zakresie budowy nowych mieszkań. Rozważamy wejście do innych miast, ale podchodzimy do tego bardzo ostrożnie, bez presji. Zależy nam, by na każdym rynku, na którym jesteśmy obecni, zajmować pozycję lidera i dotychczas nam się to udaje – mówi Mikołaj Konopka, prezes Domu Development.

Popyt wraca, ostrożność zostaje

Zapewnia, że spółka jest na dobrej drodze do osiągnięcia założonych celów.

- Obserwujemy rosnące zainteresowanie lokalami z segmentu popularnego, który jest szczególnie wrażliwy na zmiany stóp procentowych. Cięcia o 75 punktów bazowych wyraźnie pobudziły rynek. Klienci wracają do biur sprzedaży, choć nie przekłada się to jeszcze w pełni na liczbę transakcji. Z danych naszej spółki Dom Development Kredyty wynika, że zdolność kredytowa statystycznej rodziny wzrosła już o 6-13 proc. Z perspektywy rynku ważne jest, że rząd ostatecznie zadeklarował brak dalszych programów dopłat. Przez dłuższy czas rynek był w stanie hibernacji – czekał na decyzje systemowe, które ostatecznie nie zapadły. Teraz sytuacja się wyklarowała, a klienci, wiedząc, że są zdani wyłącznie na siebie, zaczynają podejmować decyzje o zakupie – mówi Mikołaj Konopka.

Deweloper nie zamierza jednak szarżować na budowach. Optymalny dla niego poziom to 3,5-4 tys. mieszkań w ofercie.

- Nie planujemy przekraczać tego pułapu, dlatego dostosowujemy liczbę uruchamianych inwestycji do tempa sprzedaży. Nadpodaż to największe zagrożenie dla firmy deweloperskiej, a dziś widać, że część rynku zaczyna się z nią mierzyć. W II kw. po raz pierwszy od dłuższego czasu sprzedaż na niektórych rynkach przewyższyła liczbę wprowadzonych lokali. Wcześniej nie wszystkie produkty znajdowały nabywców, co skłaniało deweloperów do wstrzymywania inwestycji – mówi Mikołaj Konopka.

Biurokracja i populizm szkodzą

Obecne nastroje w branży określa jako chłodne. Jak tłumaczy, to skutek wysokich stóp procentowych, spadku aktywności klientów kredytowych i negatywnej, populistycznej narracji rządu obwiniającego deweloperów i banki za trudną sytuację mieszkaniową Polaków.

- Do tego dochodzą ogromne bariery administracyjne, niejasne przepisy, trudności w uzyskiwaniu pozwoleń, co bardzo mocno uderza w mniejszych graczy. Widzimy już wyraźnie, że duzi deweloperzy zaczynają zwiększać udział w rynku. Może to być początek procesu większej konsolidacji. Jak bardzo się on rozwinie i na których rynkach, trudno dziś przewidzieć. Ale realia są takie, że prowadzenie małej czy nawet średniej firmy deweloperskiej staje się coraz trudniejsze. Koszty działalności rosną, a procedury trwają coraz dłużej – mówi Mikołaj Konopka.

Jak tłumaczy, pozwolenia uzyskuje się latami – to efekt niejasnych przepisów, problemów z ich interpretacją, opieszałości administracji, często wynikającej z braków kadrowych, a także niedomagań systemu sądownictwa.

- Na rozstrzygnięcia w przypadku odwołań czeka się miesiącami. Tymczasem koszty finansowania inwestycji już na etapie jej przygotowania są dziś bardzo wysokie, co oczywiście przekłada się na ceny nieruchomości. W ostatecznym rozrachunku koszty ponosi klient – mówi Mikołaj Konopka.

Zapytany o postulaty pod adresem rządu wymienia trzy.

- Pierwszy to klarowna komunikacja z rynkiem. Mam na myśli unikanie ogłaszania programów, które nigdy nie wejdą w życie. Takie działania blokują decyzje zakupowe klientów i wywołują chaos. Gdy popyt zostaje sztucznie wstrzymany, a potem nagle uruchomiony, rodzi to poważne zawirowania na rynku, także cenowe. Po drugie, chciałbym, aby branża deweloperska przestała być przedmiotem populistycznej retoryki polityków. Dziś banki i deweloperzy są często demonizowani, jakbyśmy to my byli winni wszystkim problemom rynku nieruchomości. Tymczasem przez ponad 30 lat państwo nie stworzyło żadnej skutecznej alternatywy dla rynkowej polityki mieszkaniowej. To my w dużej mierze budujemy miasta, to my odpowiadamy za ich rozwój, a mimo to jesteśmy nieustannie krytykowani. I wreszcie, chciałbym, by wszelkie regulacje, ustawy, rozporządzenia były tworzone z należytą starannością, w konsultacji z ekspertami, a nie chaotycznie i bez przemyślenia. Takie działania nie tylko podnoszą koszty, ale też generują ogromny bałagan w administracji. Przepisy są niejasne, ich interpretacja zależy od konkretnego urzędnika – i nikt nie wie, co właściwie obowiązuje. To nikomu nie służy – mówi Mikołaj Konopka.

Jak tłumaczy, konsultacje administracji z biznesem to często fikcja. Jako przykład podaje rozporządzenie do tzw. ustawy schronowej, które zostało przyjęte w lipcu, a zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2026 r.

- Problem w tym, że przepisy są kompletnie nieprecyzyjne. Nie wiadomo, kto ma odpowiadać za wdrożenie wymogów rozporządzenia. Nie ma też jasnych zasad finansowania – obowiązki są nałożone na nas, ale nikt nie określił, czy sektor prywatny będzie w jakikolwiek sposób dofinansowany. Jeśli mają za to płacić deweloperzy, tylko z tego tytułu koszty budowy wzrosną o 4–7 proc. – mówi Mikołaj Konopka.

Okiem eksperta
Chciwe państwo podraża kredyty
Robert Chojnacki
założyciel i wiceprezes serwisu Tabelaofert.pl

Z naszych danych wynika, że w lipcu 2025 r. sprzedaż mieszkań na dziesięciu największych rynkach wzrosła ok. 8 proc. w porównaniu do czerwca. To pozytywny sygnał, ale należy go traktować jako odreagowanie po słabym czerwcu, a nie zapowiedź trwałego trendu. Dopiero kolejne miesiące pokażą, czy rynek wraca na ścieżkę wzrostu. Mimo obniżek stóp procentowych kredyty w Polsce są nadal drogie. Znajdujemy się dopiero na początku procesu sukcesywnego obniżania stóp. Banki tradycyjnie szybciej obniżają oprocentowanie depozytów niż kredytów, ale z czasem będą musiały dostosować również ofertę kredytową. Kredyty mogłyby być jednak jeszcze tańsze, gdyby państwo nie było chciwe. Dużo mówi się o rządowych systemach wsparcia dla rynku mieszkaniowego, ale prawda jest taka, że rynek i klienci wcale nie potrzebują dodatkowych programów. Potrzebują raczej stabilności i ograniczenia kosztów, które są sztucznie windowane. Przykładem jest podatek bankowy – niewiele osób wie, że stanowi on około 0,5 pkt proc. w marży kredytowej. A ponieważ aktywa banków obejmują również kredyty hipoteczne, to właśnie na kredytobiorców spada ciężar tego podatku. Z jednej strony słyszymy deklaracje polityków, że mieszkanie to prawo i że chcą wspierać najbiedniejszych. Z drugiej – ci właśnie potrzebujący muszą płacić wysokie oprocentowanie, bo państwo pobiera swoją część. Kredyty są drogie m.in. dlatego, że politycy jedną ręką rozdają, a drugą zabierają. Lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby państwo po prostu nie zabierało i nie rozdawało.

Okiem analityka
Strategia się sprawdziła
Adrian Górniak
analityk Ipopemy Securities

Dom Development bardzo dobrze radzi sobie na rynku, mimo że był on w ostatnim czasie wymagający dla deweloperów. Na plus wyróżnia się kontraktacją na poziomie przekraczającym 2 tys. lokali w pierwszym półroczu 2025 i 1 tys. lokali tylko w II kwartale. Wszystko wskazuje na to, że sprawdziła się strategia spółki koncentrowania się na nieco zamożniejszych klientach. Harmonogram przekazań wygląda obiecująco, na budowach nie powinno być przestojów. Ścieżka wynikowa wydaje się rosnąca. 

Możesz zainteresować się również: