Donald Trump może targać surowcami

Wszystko, co dzieje się ostatnio z surowcami, ma źródło w Stanach Zjednoczonych. Na cenach ważą kolejne pomysły prezydenta i silny dolar

Około 3 proc. traciły w czwartek 16 sierpnia po otwarciu sesji akcje KGHM. To ewidentna odpowiedź na przecenę miedzi w dniu wolnym od pracy w Polsce. Jak w przypadku każdej spółki wydobywczej, kurs KGHM jest bowiem silnie skorelowany z cenami surowca. Wiele zaś wskazuje na to, że obawy o ograniczenie podaży w najbliższym czasie się nie ziszczą. Pojawiło się za to ryzyko, że spadnie popyt. Wtorkowe dane z Chin (sprzedaż detaliczna, produkcja przemysłowa i inwestycje w aktywa trwałe) były niższe od konsensu prognoz ekonomistów oraz poprzedniego odczytu. —

WOJEN HANDLOWYCH CZAR:
Zobacz więcej

WOJEN HANDLOWYCH CZAR:

Donald Trump, prezydent Stanów Zjednoczonych, co rusz wywołuje różne spory międzynarodowe. W zależności od surowca i rozwoju sytuacji mogą one wpływać zarówno na wzrost, jak i spadek cen. Fot. Bloomberg

Chiny są odpowiedzialne z mniej więcej połowę całego popytu na miedź. Dane z Chin zasugerowały, że szykuje się spowolnienie gospodarcze. Do tego doszedł czynnik podażowy związany z chilijską kopalnią Escondida, należącą do BHP Billiton. To jedyny zakład na świecie mogący wydobywać ponad 1 mln ton miedzi rocznie [więcej niż cały KGHM — red.]. Od dłuższego czasu trwają tam negocjacje dotyczące płac. We wtorek miał się zacząć strajk, ale w rozmowy zaangażował się prezydent Chile, co na razie odsunęło groźbę strajku mimo dużej rozbieżności stanowisk między górnikami a właścicielem kopalni — tłumaczy Michał Stajniak, analityk surowcowy z X-Trade Brokers DM.

Ale dzień przeceny czerwonego metalu był również dniem spadku notowań wielu innych surowców. Po kilka procent traciły ropa, złoto i srebro. O ile cena ropy szła ostatnio w górę, to złoto i srebro nie miały dobrej passy. Pomijając krótkoterminowekorekty, srebro tanieje niemal nieprzerwanie od 2011 r.

Dla załamania łatwo znaleźć wytłumaczenie wyłącznie w przypadku ropy naftowej. Kurs zanurkował po niespodziewanym wzroście zapasów. Rafał Sadoch, analityk surowcowy mBanku, zwraca jednak uwagę, że można znaleźć wspólne przyczyny dla przeceny szerszej gamy surowców.

— Surowcom nie sprzyja silny dolar, obawy o rozlanie się tureckiego kryzysu na inne rynki wschodzące, a z Chin dotarły rozczarowujące dane makroekonomiczne. Spowodowało to przecenę rudy żelaza i innych metali przemysłowych. Ale czy rzeczywiście będziemy mieli wojnę handlową, czy to tylko gra pod publiczkę przed wyborami do Kongresu, tego nie wiemy — mówi Rafał Sadoch.

W czwartek 16 sierpnia miedź odrabiała straty. Pojawiła się bowiem informacja, że chińska delegacja uda się do Stanów Zjednoczonych, by negocjować w sprawie ugody w sporach handlowych. W efekcie kurs KGHM również zaczął piąć się w górę.

Bez obaw o inflację

Na paradoks zakrawa, że mimo wzrostu niepewności spadają ceny złota. To raczej wskazuje, że inwestorzy nie mają awersji do ryzyka. Przekonuje ich to, że cykl gospodarczy jest w zaawansowanej fazie (w wielu krajach bezrobocie jest najniższe od lat), ale jeszcze nie czas na zmianę pozycji wahadła.

— W przypadku złota mamy rzeczywiście ciekawą sytuację. Jest wiele rodzajów ryzyka, a cena mimo to spada. To konsekwencja silnego dolara, który jest postrzegany jako bezpieczne aktywo. Inwestorzy po prostu wolą amerykańskie obligacje niż złoto. Poza tym spada fizyczny popyt na złoto, głównie za sprawą Indii — komentuje Michał Stajniak.

— Inwestorzy zaczną uciekać do złota dopiero, gdy pojawi się zauważalna inflacja lub w mocnej obawie o wojny handlowe — dodaje Rafał Sadoch.

Zdaniem Michał Stajniaka, w naprawdę długiej perspektywie lepszą inwestycją od złota będzie jednak srebro. Ma ten sam co złoto aspekt lokaty na bezpieczne czasy, ale o wiele większe zastosowanie w przemyśle — również tym nowoczesnym.

— Rośnie popyt na srebro ze strony sektora fotowoltaicznego.Wykorzystywane będzie także przy produkcji samochodów elektrycznych. Tymczasem podaż maleje — wyjaśnia Michał Stajniak.

Czarne złoto leje się szeroko

Ropa jest natomiast surowcem, któremu analitycy nie wróżą większego wzrostu cen. W 100 USD za baryłkę nie wierzą. Rafał Sadoch wyjaśnia, że wzrost cen ropy to skutek wzrostu napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Poprzedziło go cięcie produkcji uzgodnione przez kartel OPEC i Rosję. Zgodnie z założeniami doprowadziło do spadku zapasów ropy i Arabia Saudyjska (główny rozgrywający kartelu) oraz Rosja porzuciły koncepcję ograniczania wydobycia. Wręcz przeciwnie, zaczynają je zwiększać. Także Stany Zjednoczone zwiększają podaż. W połowie lipca 2018 r. amerykańska produkcja przekroczyła 11 mln baryłek dziennie, co oznacza, że niemal zrównała się z rosyjską. Nawet utrzymywanie się globalnego wzrostu gospodarczego nie powinno więc znacząco podnieść cen.

— Ropy na rynku jest coraz więcej, a jeśli dojdzie do spowolnienia gospodarki, to na dodatekspadnie popyt — podkreśla Rafał Sadoch.

— Moim zdaniem, szanse na osiągnięcie przez ropę ceny 100 USD za baryłkę są małe. Trzeba jednak brać pod uwagę, że działania Donalda Trumpa są trudne do przewidzenia. Jeśli zdusi irański eksport, to na rynku zabraknie sporej ilości surowca — uważa Michał Stajniak.

Zduszenie irańskiego eksportu sprowadza się głównie do przekonania Indii i Chin do porzucenia tego dostawcy. Nie udało się to Barackowi Obamie, gdy nakładał sankcje na Iran, ale Donald Trump może sięgnąć po inne argumenty niż jego poprzednik.

— Donald Trump walczy z Chinami, nakładając cła na chińskie produkty. Na razie się na to nie zanosi, ale jest szansa, że zaoferuje zmniejszenie ceł w zamian za rezygnację Chin z importu irańskiej ropy — twierdzi Michał Stajniak.

— Ostatnio Donald Trump nałożył sankcje na Rosję i Turcję. Trzeba się więc raczej nastawiać na eskalację konfliktów. Z drugiej strony niedawno zapowiedział też, że może spotkać się z prezydentem Iranu. Wiele może się więc wydarzyć — kwituje Marcin Kiepas, analityk niezależny. © Ⓟ

Na kilka sposobów

W polskich realiach zarabianie na zmianach cen ropy i metali możliwe jest w najszerszym zakresie u brokerów foreksowych. Kontrakty CFD na te surowce, jak wszystkie instrumenty koreksowe, pozwalają zarabiać zarówno na wzroście, jak i spadku cen. Są przy tym instrumentami z dźwignią finansową, co oznacza, że stwarzają szanse na stosunkowo duże zyski, ale równie szybko wpędzają w straty w przypadku odwrotnego od założonego przez inwestora rozwoju sytuacji. Oba te mechanizmy wykorzystują też kontrakty strukturyzowane notowane na GPW. Z ich użyciem można jednak zarabiać tylko na zmianie cen ropy, złota i srebra. Akcje KGHM można potraktować jako baromter cen miedzi. Certyfikaty strukturyzowane i kontrakty terminowe oparte na kursie akcji KGHM pozwalają przy tym zarabiać również na spadku cen czerwonego metalu. Investors TFI, PKO TFI oraz Quercus TFI prowadzą fundusze otwarte związane z rynkiem złota. W tym przypadku zysk można osiągnąć tylko na wzroście kursu surowca.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Donald Trump może targać surowcami