Smutny jest żywot, gdy skąpimy sobie przyjemności. A za oknem jesienna słota i o depresję łatwo jak nigdy. Tym bardziej warto zadbać o nastrój. Dlatego ten numer Business Class praktycznie w całości poświęcamy przyjemnościom. Proponujemy odrobinę luksusu. W pracy i w domu. Najpierw więc krótka wycieczka po najbardziej luksusowych biurowcach Warszawy, później — chowamy się w domowym zaciszu, by rozgrzać zmarźnięte kości filiżanką kawy lub gorącej czekolady. Kolejna przyjemność wymaga już innego naczynia, ale najlepsze wina z Południowej Afryki warte są grzechu. Dalej zimno? To mamy jeszcze wybór pomiędzy lampami do naświetlania, akupunkturą i... pielgrzymką do Santiago di Compostela.
To przyjemności niewinne. Taka jednak ludzka natura, że sięgamy również po zakazany owoc. Jak narkotyki, coraz mocniej obecne w środowisku polskich biznesmenów. Bohaterowie naszego reportażu — wypaleni yuppies i ich terapeuci — są zgodni: trudno o większą przyjemność niż ta, którą daje skręt czy „działka” koki. Ale cena, jaką przychodzi zapłacić, bywa wysoka...
