Dyplom zagranicznej szkoły to okno na świat

Mirosław Konkel
opublikowano: 12-09-2008, 00:00

Najlepsze polskie programy MBA dorównują zachodnim. Ale chętnych na studia za granicą wciąż nie brakuje.

Zachodnie programy biznesowe wciąż mają w Polsce duże wzięcie

Najlepsze polskie programy MBA dorównują zachodnim. Ale chętnych na studia za granicą wciąż nie brakuje.

Krzysztof Kuwałek, prezes zarządu Web Search Factory Polska, po długich konsultacjach stwierdził, że klasyczny MBA jest dla niego za słaby. Zdecydował się na indywidualny plan nauki, tzw. executive education (edukacja dyrektorska). Z wyborem szkoły nie miał kłopotów. Wybrał najlepsze uczelnie w USA, m.in. Harvard, Kellogs, Columbia i Center for Creative Leadership. Na każdej ukończył kurs z zakresu, w którym dana instytucja się specjalizuje (marketing, strategia, new ventures, HR). Uważa, że nikogo nie powinno dziwić, że osoba na odpowiedzialnym stanowisku szuka wiedzy eksperckiej tam lub w Wielkiej Brytanii.

— To kolebki wolnego rynku i w ekonomii czy biznesie mają dużo więcej do zaoferowania niż Polska. Głównie dają bezpośredni kontakt ze światowymi autorytetami zarządzania — uzasadnia menedżer.

Kolejną zaletą nauki na obczyźnie jest, jego zdaniem, możliwość pracy i zabawy w towarzystwie ciekawych ludzi, którzy na co dzień kierują światowymi korporacjami.

Materiał do porównania

Adam Kruszewski, prezes spółki KCR, z wykształcenia lekarz, najpierw zrobił MBA w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego w Warszawie. Ocenia je wysoko, zwłaszcza że wśród wykładowców były takie sławy, jak prof. Krzysztof Obłój. Ma tylko jedno ale: program uczył zarządzania jako takiego, a on potrzebował także specjalistycznych umiejętności kierowania placówkami służby zdrowia (restrukturyzował m.in. Medicover). Dlatego kilka lat temu wybrał się po wiedzę do Seattle w USA.

— Medyczny MBA pozwolił mi poznać funkcjonowanie systemów służby zdrowia w wielu krajach. Mam aż nadto materiału do porównań, co jest niezwykle istotne w mojej pracy menedżerskiej — stwierdza Adam Kruszewski.

Szef KCR utrzymuje kontakt z uczelnią. Cieszy się, że gdy ma jakiś problem zawodowy, może po radę zadzwonić do któregoś z profesorów czy kolegów ze szkolnej ławy.

— Bywam też tam zapraszany na wykłady. To dla mnie rodzaj nobilitacji, a także doping do ciągłego rozwoju intelektualnego — podkreśla prezes Kruszewski.

Wyraziste osobowości

O zaszczepionym za granicą bakcylu ustawicznej nauki mówią też menedżerowie, którzy studiowali w Graduate School of Business (GSB) na Uniwersytecie w Chicago. Zawiązali klub absolwentów, który liczy ponad 30 osób, m.in. członków kadry kierowniczej firm BCG, Cadbury Wedel, Deloitte, Hines, Johnson Johnson, Motorola, Pekao, finansistów, inwestorów i doradców. Robert Zduńczyk, wiceprezydent klubu, nie wątpi, że przynależność do elitarnego grona podnosi status menedżera i jego pozycję na rynku pracy.

— Alumni Chicago GSB są dla szkoły najważniejszym źródłem finansowego i ludzkiego kapitału. Uczelnia odwzajemnia się tym, że wspiera nas w skutecznym kształtowaniu kariery — tłumaczy Robert Zduńczyk.

Stowarzyszenie jest także forum profesjonalnej dyskusji i kształtowania najlepszych praktyk biznesu w naszym kraju.

— Na nasze spotkania zapraszamy wybitne i wyraziste osobowości ze świata akademickiego i korporacyjnego. W tym roku będziemy gościć jednego z naszych profesorów, laureata ekonomicznej Nagrody Nobla — informuje z dumą Robert Zduńczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu