EBC zszedł ze stopami jeszcze głębiej

Krzysztof Kolany
opublikowano: 12-09-2019, 22:00

Europejski Bank Centralny sprowadził stopę depozytową jeszcze mocniej poniżej zera. Tymczasem ujemnego oprocentowania pieniędzy domaga się od Rezerwy Federalnej prezydent Donald Trump

W „wyścigu do dna” nie nastąpiła zmiana lidera. Rada Prezesów EBC zgodnie z oczekiwaniami rynku obniżyła stopę depozytową o 10 pkt baz., do -0,50 proc. Pozostałe stopy EBC (refinansowa i kredytowa) pozostały bez zmian, odpowiednio na poziomie 0 i 0,25 proc. Zatem nadal najniższą stopę procentową mają w Szwajcarii (-0,75 proc.).

Wyświetl galerię [1/4]

NA POŻEGNANIE: Dla Maria Draghiego było to ostatnie posiedzenie w roli szefa EBC

Fot. Bloomberg

Równocześnie bank centralny eurolandu wznowił program skupu obligacji (APP), ale w mniejszym wymiarze niż oczekiwał rynek. EBC od 1 listopada będzie skupował obligacje skarbowe za 20 mld EUR miesięcznie. Nowa fala ilościowego poluzowania (QE) będzie bezterminowa i zostanie zakończona dopiero tuż przed tym, jak Rada Prezesów zdecyduje się podnieść stopy procentowe. Czyli z punktu widzenia rynku praktycznie nigdy, ponieważ perspektywa podwyżki stóp w EBC jest obecnie poza horyzontem jakiejkolwiek prognozy.

Szaleństwo ujemnych stóp procentowych w strefie euro trwa od marca 2016 r. i nie dotyczy jedynie stopy depozytowej EBC. Poniżej zera spadły rentowności obligacji skarbowych w większości krajów eurolandu. Na koniec sierpnia obligacje o wartości nominalnej niemal 17 bln USD były notowane przy ujemnej rentowności. Inwestycja w takie obligacje i przetrzymanie ich do dnia wykupu gwarantuje już nie tylko realną, ale także nominalną utratę zainwestowanego kapitału.

Ameryka też to zrobi?

Do niedawno wydawało się, że choroba ujemnych stóp procentowych ograniczy się do Japonii i Europy. Owszem, na rynku spekulowano, że także Rezerwa Federalna przyłączy się do światowego trendu cięcia stóp procentowych, lecz mało kto mówił o zejściu do zera. To się zmieniło 11 września po jednym wpisie Donalda Trumpa.

— Rezerwa Federalna powinna obniżyć stopy procentowe do zera lub niżej, a wtedy powinniśmy zacząć refinansować nasz dług. Koszty obsługi długu mogłyby być obniżone, podczas gdy jednocześnie wydłużyłby się okres spłaty. Mamy wielką walutę i jesteśmy mocni. USA powinny płacić najniższe odsetki. Bez inflacji! — napisał prezydent USA na Twitterze.

Głównym argumentem Donalda Trumpa za niedodatnimi stopami procentowymi są oszczędności, jakie na obsłudze długu mógłby poczynić budżet Stanów Zjednoczonych. Innymi słowy: administracja Donalda Trumpa mogłaby bezkarnie prowadzić luźną politykę fiskalną (czytaj: zadłużać podatników) bez przykrych konsekwencji w postaci rosnących kosztów obsługi monstrualnego długu publicznego (22,59 bln USD). Po redukcji podatków i przy braku cięć w wydatkach budżet federalny zamyka się gigantycznym deficytem, rzędu 1 bln USD rocznie.

Najbliższe posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) — czyli amerykańskiego odpowiednika naszej Rady Polityki Pieniężnej — odbędzie się 17-18 września. Rynek spodziewa się, że Fed zdecyduje się na drugą obniżkę stóp procentowych, podobnie jak w lipcu ścinając je o 25 pkt baz. Do maja 2020 r. rynek terminowy wycenia możliwość obniżenia przedziału stopy funduszy federalnych do 1,25-1,50 proc. względem obecnych 2,00-2,25 proc. Szanse na zejście stóp w USA do zera nie są obecnie wyceniane — wynika z obliczeń FedWatch Tool.

Świat bez procentów

Stany Zjednoczone stały się praktycznie jedynym bezpiecznym dostarczycielem stałego dochodu dla funduszy emerytalnych czy zakładów ubezpieczeń. Według szacunków Bank of America Merrill Lynch aż 94 proc. stóp zwrotu z obligacji o ratingu inwestycyjnym pochodzi z USA. Jeśli Ameryka także zeszłaby ze stopami procentowymi w okolice zera (lub poniżej), to inwestorzy zostaliby pozbawieni jakiegokolwiek stałego dochodu z bezpiecznych źródeł. Jakie byłyby tego konsekwencje? W pierwszej kolejności postawiłoby to na skraj przepaści systemy emerytalne w krajach Zachodu. Od kilku dekad setkom milionów ludzi w Ameryce Północnej i EuropieZachodniej obiecuje się porządne zabezpieczenie na starość oparte w znacznym stopniu na filarze kapitałowym. A polityka inwestycyjna większości funduszy emerytalnych sprowadza się do utrzymywania w obligacjach skarbowych 60-70 proc. aktywów. Likwidacja oprocentowania bilionów dolarów oszczędności emerytalnych na dłuższą metę oznaczałaby drastyczne obniżki przyszłych emerytur i zmuszenie całych pokoleń do pracy aż do grobowej deski. Na razie redukcja odsetek od nowo emitowanych obligacji jest rekompensowana przez wzrost wartości rynkowej istniejących obligacji (ceny obligacji rosną, gdy stopy procentowe maleją).

Ale skala aprecjacji długu ma swoje granice — już teraz dominującą grupą nabywców papierów „wolnych od dochodu” są… banki centralne kupujące obligacje skarbowe za pieniądze wykreowane z powietrza. Przez ostatnie 10 lat „sprzedawano” nam ujemne stopy procentowe i QE jako rozwiązania „awaryjne” i przejściowe wynikające z bezprecedensowej skali kryzysu finansowego. Dekadę później okazało się, że próba ich porzucenia stała się niemożliwa. Równocześnie wiemy, że kapitalizm na dłuższą metę nie jest w stanie funkcjonować przy ujemnych stopach procentowych. Zatem albo czeka nas koniec kapitalizmu (zresztą już teraz panujący system trudno nazwać „kapitalistycznym”), albo „reset” systemu monetarnego, jaki wyłonił się cztery dekady temu. Jedno jest pewne: najbliższe lata nie będą nudne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu