Ekonomiczne gwiazdy zeznawały o WGI

  • Emil Górecki
11-04-2014, 06:14

Członkowie rady nadzorczej Domu Maklerskiego Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej (DM WGI) zostali wezwani dziś na świadków w procesie członków zarządu finansowej spółki.

Zeznaje Tomasz Szapiro, lat 63, nauczyciel akademicki:

Zobacz więcej

Marek Wiśniewski

Nawiązałem kontakt z tą firmą przez Richarda Mbewe, który był moim studentem, około 10 lat temu. Zostałem członkiem jej rady i zakończyłem współpracę po ogłoszeniu upadłości. To byłą firma sukcesu i miała plany rozwoju. Moja aktywność w radzie nadzorczej była głównie związana z rozbudowaniem instytucji jaką jest dom maklerski - głównie rejestrację przetwarzania danych i poważną firmę audytorską. TJej raport to podstawa działania rady nadzorczej i zarządu. Praca przebiegała dobrze, zażądaliśmy by opierała się o materiały pisemne i żeby były protokołowana. Moment dramatyczny, kulminacyjny był poza moją wiedzą, bo byłem wówczas za granicą.

Sędzia czyta zeznania z 2007 r. Wynika z nich, że prof. Szapiro zrezygnował z rady z powodu złego stanu zdrowia rodziców i pozwaniu go przez KPWiG. Odległym celem inwestycyjnym WGI było stworzenie banku inwestycyjnego. Nie miał nigdy żadnych publicznych spotkań prezentujących ofertę WGI, poproszono go jedynie o wywiad ekspercki dotyczący ekonometrii w magazynie wydawanym przez spółkę.  

 Prokurator:

Wspominał pan o sprzecznych informacjach o spółce. O co dokładnie chodzi.

- Istniały dwa okresy. Pierwszy normalny okres polegał na opracowywaniu strategii i przygotowywaniu do uzyskania licencji. Później były liczne negatywne publikacje prasowe, często bez podawania źródeł. Głównie chodzi o wysokości strat i liczbę klientów, rożne źródła różnie je podawały, były sprzeczne i tworzyły wokół sprawy klimat niejednoznaczności.

Pełnomocnik:

Czy członkowie rady nadzorczej uczestniczyli w konstruowaniu strategii inwestycyjnej spółki?

- Nie, to zadanie zarządu. Działanie rady nadzorczej polega na stwierdzeniu poprawności otrzymanego sprawozdania finansowego. Takiego dokumentu nie zdążyliśmy otrzymać.

W okresie roku rachunkowego nie byliście informowani o składzie portfela inwestycyjnego?

- Nie pamiętam takich dokumentów. Przedmiotem naszych rozmów było funkcjonowanie tej instytucji zgodnie z prawem i zaleceniami KPWiG, skład portfela nie jest przedmiotem prac rady nadzorczej.

Czy zarząd informował o składzie portfela?

- Rada skupia się na zadnieniach najważniejszych, a z mojego punktu widzenia było to poprawność danych i wiarygodność dokumentów, które miałem oceniać. Na to wpływa jakość zarejestrowanych danych i ocena niezależnego podmiotu. To było w sferze naszej kontroli. Według mojej wiedzy takie działania były podejmowane z kłopotami. Firma audytorska odmówiła, więc szukano kolejnej z górnej półki. Nie pamiętam szczegółów dyskusji o polityce inwestycyjnej. Jednak jedyną formą kontroli nad realizacją polityki finansowej jest sprawozdanie finansowe. Nad jego wiarygodnością się skupialiśmy.

Czy wie pan w jakie instrumenty finansowe inwestował DM WGI?

- Nie pamiętam, mogłem mieć jakieś ogólne dokumenty, ale nie pamiętam. Na naszą prośbę już kiedy były problemy, poprosiliśmy o takie dokumenty. Wybraliśmy z nich najistotniejsze informacje. Na pewno strategia, analizy swap, zamiary stworzenia banku inwestycyjnego. To były kwestie odlegle, firma miała bardzo dobre wyniki, a na rynku finansowym kończył się okres prosperity, więc dla przyszłości firmy ważne było tworzenie najlepszych narzędzi do nadzoru.

Czy działalność WGI Consulting była przedmiotem badania, dyskusji rady WGI SA?

- TU też można mówić o trzech okresach. Pierwszy: tworzenie, drugi koncentrowanie się na reporcie i trzeci nad przedstawieniem tego raportu, do czego nie doszło. W okresie pierwszym nie było interesujących wydarzeń, w drugim następowała przebudowa instytucji i przegrupowanie sił, a w trzecim pojawia się kontrola, co oznacza żę wszystkie dokumenty, jak informował zarząd, są sukcesywnie kontrolowane, a zarząd jest wzywany na rozmowy i wyjaśnia kwestie dotyczące kontroli. Ta kontrola przebywała w firmie i nie mogliby podejmować żadnych działań. Po pierwsze musiałyby nastąpić niezwykłe zdarzenia, żeby rada nadzorcza zeszła na taki poziom działania. Po wtóre byłą kontrola na miejscu, więc sprawowanie kontroli nad kontrola nie jest w zakresie działalności rady. Po trzecie jeśli kontrola znajdzie jakieś niewłaściwe elementy, to wówczas wezwałaby i nas do złożenia wyjaśnień. My nie byliśmy jednak wzywani.

Czy działalność spółki WGI Consulting była przedmiotem obrad, dyskusji rady nadzorczej?

- Nie kojarzę, zarząd stworzył serię instytucji z WGI w nazwie, potrafię się wypowiedzieć tylko w sprawie WGI, która stałą się DM. Pozostałe podmioty, które zamierały przed 10 laty - szczegółów o nich nie pamiętam. Wszystkie moje poprzednie wypowiedzi wiążą się wyłącznie do pełnionej przeze mnie funkcji.

Czy długotrwałość postępowania było jedynym problemem, czy były jeszcze jakieś?

- Nie pamiętam raportu pokontrolnego. Z relacji zarządu wynikało, ze problemy to system komputerowy, problemy ze znalezieniem audytora i spowolnienie działalności spółki z związku z kontrolą.

Czy zarząd raportował o jakichś wnioskach z kontroli?

- Ta kontrola nie zakończyła się żadnym materiałem, był bardzo szczegółowa, więc jakieś wniosku mogły być, ale nie było jakiejś dominującej wady.

Czy jakieś problemy w raportowaniu do klientów były przedmiotem prac?

- To nie jest przedmiot obrad rady, a operacyjnej działalności.

Czy znał pan członów zarządu WGI i ufał im?

- Nie znałem ich przed wejściem do rady, oprócz Richarda Mbewe. W relacjach biznesowych nie ma rozmów o zaufaniu. Nacisk na audytora czy rejestrację mogło by być uznane za brak zaufania.

Czy poza materiałami z raportu pracowaliście na jakichś innych materiałach?

Pracowaliśmy na materiałach przygotowanych przez zarząd.

Czy czuje się pan dziś wykorzystany przez zarząd?

- Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie w świetle tak sprzecznych informacji, któe nie są ze sobą spójne.  

Prof. Szapiro dokończy zeznawać na kolejnym przesłuchaniu.

 

 

 

Kolejnym świadkiem jest Piotr C., lat 43, analityk spółek giełdowych.

Byłem zatrudniony w WGI od listopada 2004 do marca 2005 r. Na początku miałem przygotować strategię inwestycyjną, a potem miałem ją testować poprzez zawieranie transakcji na rachunki WGI w Londynie. Na rachunku było kilkaset tysięcy USD, był limit straty, wartość pojedynczej transakcji to 100 tys. EUR, inwestowałem na parze euro-dolar.

Sąd czyta zeznania świadka z 2007 r.

Jego zadaniem było mniej wypracowywanie zysków, a bardziej na opracowaniu pewnej metody skutecznej w przypadku większych kwot.

Prokurator:

Mówił pan , że krążyła opinia, że Łukasz K. samodzielnie zawierał transakcje walutowe. Może pan powiedzieć coś więcej?

- Nie pamiętam.

Pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych:

W zeznaniach mówił pan o drugim dealing roomie oprócz pańskiego, z którym prawdopodobnie mieliście zakaz rozmów na temat zawieranych transakcji. Kto nim kierował?

- Nie pamiętam.   

 Czy pan uczestniczył w drukowaniu raportów dla klientów, lub pan wie, kto to robił?

- Nie wiem, ja nie.

Do kogo raportował pana dział?

- Do dyrektora inwestycyjnego, który był moim bezpośrednim przełożonym.

Wspominał pan o braku serii strat charakterystycznych dla dużych pomiotów: "Moim zdaniem większość naszych transakcji były ujemne, nie wiedziałem skąd wyniki publikowane na stronie internetowej. Moim zdaniem nie występowały charakterystyczne serie strat". Czy zna pan jeszcze jakieś wątpliwości dotyczące wyników.

- Mówiłem o pracownikach mojego działu. Mówiąc o serii strat, to przy strategii nie ma serii strat, tylko występuje dość istotna zmienność. Te wyniki które firma publikowała, były inne niż zmienność tych strategii. Teraz nie mogę stwierdzić z czego to mogło wynikać, dokładna wiedzę mam o transakcjach zawieranych z mojego rachunku.

Czyli w takim wypadku drugi dealing room musiał osiągać znacznie większe zyski, zeby wyniki wychodziły takie, jak publikowane?

- Tak.

Mówił pan w zeznaniach: "był nacisk ze strony zarządu, żeby zawierać istotną liczbę transakcji, 30 w ciągu miesiąca". Z czego to wynikało?

- Chodzi o konsekwentne stosowanie pewnej strategii. Nie należałoby tego odbierać negatywnie, aby wypróbować daną strategię, jedynym sposobem jest konsekwentne jej stosowanie.

Czy na platformie, na której pan pracował, istniała pozycja "prowizji" od wielkości zawieranych transakcji?

- Nic mi o tym nie wiadomo, broker w moim rozumieniu, miał zarabiać na różnicach cen kupna i sprzedaży. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy częstotliwość wprowadzania wolumenu też wpływała na prowizję.

Kiedy przestał pan pracować?

- W marcu 2005 r. To była umowa na czas określony, która nie została przedłużona.

Pytania adwokata

To był pański okres próbny?

- Tak.

A czy podobny mechanizm zatrudnienia był stosowany do innych pańskich kolegów?

- Nie wiem w zakresie wszystkich, ale był.

Czy pańskie obowiązki były czymś jak szkoła dla dealerów walutowych?

- Tak.

Czy wynik, jaki przyniosły pańskie transakcje to ten minus około tysiąc dolarów?

- Minus tysiąc kilkaset.

Pytanie pełnomocniczki oskarżycieli:

Ile osób tam pracowało.

- Było osiem miejsc, nie wszystkie były zawsze zajęte, potem dostawiono jeszcze jedno biurko dla pana K., który miał się zajmować tylko transakcjami. W tym drugim dealing roomie były wydaje się dwie lub trzy osoby - mniej niż u nas. Dokładnie nie widzieliśmy swoich rachunków.

Czy dla wszystkich osób w dealing roomie to była pierwsza praca?

- Nie wydaje mi się, nie jestem w stanie nikogo wskazać, kto dokonywałby większych transakcji mających wpływ na wyniki spółki.

Oskarżycielka Ewa K.

Czy każdy miał wypracować swoją strategię?

Tak.

Koniec zeznań świadka.

 

 

 

 

Sędzia czyta zeznania Bohdana Wyżnikiewicza z 2006 r. Pracę w radzie zaproponował mu Richard Mbewe. Rezygnację złożył w sierpniu 2006 r. po bulwersujących wydarzeniach odebrania licencji i zamknięcia spółki. Wśród powodów upadłości wymienia zbytnie poleganie na zewnętrznych usługach prawnych i zarządzania aktywami, brakiem reakcji KPWiG na wykryte nieprawidłowości i negatywna kampania części prasy.

Pełnomocnik oskarżycieli:

Czy rada nadzorcza w której pan zasiadał, była normalną radą z możliwościami wpływania na działanie spółki?

- Oczywiście. Zasiadałem w radach spółek skarbu państwa czy giełdowych. Tam były nieco inne statuty. Jeśli nasz statut był zatwierdzony przez regulatora, to znaczy że działaliśmy zgodnie z prawem, tym bardziej że specyfika spółki decyduje o zakresie odpowiedzialności i kompetencjach rady nadzorczej. Tutaj naszym podstawowym narzędziem byłby audyt, którego nie zdążono napisać, bo zlikwidowano spółkę.

Nie odpowiada pan na pytanie. Czy to była normalna rada nadzorcza?

- Nie wiem, co to jest normalna rada. Kompetencje wynikają ze specyfiki spółki. Co innego robiłby mój znajomy Ryszard Petru, gdyby był przewodniczącym rady PKP dłużej niż jeden dzień, a czym innym jest mniejsza spółka, która nie wymaga permanentnej pracy. Rada nadzorcza WGI DM spotykała się częściej niż obowiązkowe raz na kwartał. Biorąc pod uwagę te okoliczności nie widzę powodu by uznać, że nie była to normalna rada.

Czy brał pan udział w spotkaniach z pracownikami KPWiG w sprawie WGI?

- I tak, i nie. Wyjaśniam: nie pamiętam kiedy, ale w okolicach tego kryzysu, zadzwonił do mnie dyrektor jakiegoś departamentu z komisji, chyba Szuszkiewicz, i wezwał mnie na przesłuchanie na następny dzień. Udałem się na nie, złożyłem odpowiednie zeznanie. To był jedyny kontakt z KPWiG w tej sprawie. Kontakty później były na sali sądowej/

Czy to spotkanie było powodem do rezygnacji pańskiej z członkostwa w radzie?

- Nie pamiętam, kiedy ta wizyta miała miejsce.

Czy rada miała świadomość, że większość środków WGI DM była lokowana w obligacje WGI Consulting?

- Zarząd informował, że czeka na licencję TFI, a konstrukcja WGI Consulting była tymczasowym tworem, chodziło o ulokowanie tych środków, by one tam bezpiecznie przetrwały.

Inny pełnomocnik: czy zarząd przedstawił radzie wyniki kontroli KPWiG?

- Wydaje mi się, że tak. Myślę że to nie jakiś elaborat, ale rekomendacje. My zaleciliśmy zarządowi realizację tych rekomendacji.

Czy rada sprawdzała, jak zarząd realizuje te rekomendacje?

- Jesteśmy radą nadzorującą spółkę, dwa pokoje dalej siedzi trzech dżentelmenów od regulatora i nadzorcy, co dawało radzie swoisty komfort, bo ktoś bardzo skrupulatnie kontroluje tę spółkę. Nie wiem, dlaczego nie dzieli się wynikami, ale ją kontroluje. Domyślam się, że kontrolerzy mieli wgląd w protokoły rady nadzorczej, gdzie jasno było powiedziane, że należy rekomendacje wdrażać. Oczywiście pytaliśmy, czy są one realizowane, zarząd w zasadzie odpowiadał pozytywnie, ale sygnalizował trudną współpracę z kontrolerami. Ja to rozumiem doskonale, nie mam najlepszego zdania o kontrolerach państwowych.

Na czym polegały te kłopoty we współpracy z kontrolerami i zarządem?

Zarząd nam mówił, że kontrolerzy nie rozumieją filozofii działania spółki. Kontrolerzy nie wiedzieli czym jest Wachovia. Innych faktów z tej kontroli nie przypominam sobie, ale pamiętam nasze rozczarowanie, że kontrolerzy w żaden sposób nie współpracują.

Na jakiej podstawie WGI DM oczekiwał, że dostanie licencję na TFI?

- Nie wiem, pewnie na takiej podstawie, że złożył odpowiedni wniosek.

Czy rada interesowała się tym wnioskiem, pytała kiedy był złożony i co się z nim dzieje?

- Nie przypominam sobie, żebyśmy specjalnie rozmawiali ten temat.  To nie była nasza sprawa, to właściwe pytanie do rady nadzorczej TFI.

Oskarżycielka posiłkowa:

Dlaczego kontrolerzy mieliby wiedzieć, czym jest Wachovia? Czy to dyskredytuje kontrolerów?

- Nieznajomość, czym jest Wachovia świadczyła o słabej orientacji kontrolerów. Wystarczyło wyszukać to w internecie.

Ale jaki to ma związek z kontrolą? Ta firma nie miała prawa inwestować ze granicą.

- To był przykład, jaki mi został w pamięci o merytorycznym przygotowaniu kontrolerów. Zarząd posiłkował się opiniami renomowanych kancelarii prawnych w sprawie inwestowania za granicą. Byłem przekonany, że to jest zgodne z prawdą.

Na czym polegała kontrola finansów spółki? Tylko na wysłuchiwaniu zarządu?

- Nie, rozmawialiśmy z główną księgową, ona nam wyjaśniała wątpliwości.

Czy słyszał pan o różnicach w wysokości środków wykazywanych klientom i do KPWiG?

- Czytałem o tym w prasie już po likwidacji spółki.

Skąd się wzięło manko, może pan to wyjaśnić?

- Nie potrafię.

Pełnomocniczka oskarżycieli.

Czy jest pan w stanie powiedzieć, jakie zalecenia dawała KPWiG?

- Nie jestem sobie w stanie odtworzyć szczegółów dokumentów, których nie pisałem, w dodatku sprzed ośmiu lat.

Dlaczego odebrano licencję DM?

- Nie wiem dlaczego. Widać kontrola wykryła jakieś nieprawidłowości i przewodniczący KPWiG uczynił coś, do czego miał prawo. Nie wiem, jakie to były nieprawidłowości, dlatego że w momencie odebrania licencji rada przestałą się spotykać, nie miała wglądu w materiały spółki, jedynie czytałem doniesienia prasowe, a to nie jest dostatecznie wiarygodne źródło informacji, by na tej podstawie zeznawać przed sądem.

Do kiedy formalnie działała rada nadzorcza?

- Spotkała się 3 kwietnia w trybie nagłym i jeszcze raz 9 maja. W sierpniu 2006 r. dowiedziałem się że przewodniczący rady złożył rezygnację prawdopodobnie w maju, nie informując o tym pozostałych członków rady. Dla formalności ja złożyłem rezygnację w sierpniu, ale po 9 maja rada nie podejmowała żadnych działalności. 3 kwietnia mieliśmy informację o sprzedaży spółki firmie z Londynu. Co było 9 maja? Nie pamiętam. Z tego co pamiętam wszelkie dokumenty spółki zostały przejęte przez organy sprawiedliwości, zarząd nie miał możliwości przedstawienia jakichkolwiek dokumentów, nie mogliśmy się też dostać do protokołów rady.

Jakie było stanowisko rady w sprawie sprzedaży przedsiębiorstwa zagranicznemu podmiotowi?

- My to przyjęliśmy do wiadomości, nie mieliśmy wyboru, nie przypominam sobie dyskusji czy naszego stanowiska.

Czy rada miała wtedy informacje o tle sprzedaży, czy wolno było sprzedać to przedsiębiorstwo?

- Była informacja, ze sprzedaż była uzgodniona pod względem prawa z renomowaną kancelaria prawną, to nie był pomysł zarządu, to było konsultowane. To informacja od zarządu. To była jedyna sytuacja, gdy rada nie spotkała się w pełnym składzie, bo prof. Szapiro był za granicą.

Czy pamięta pan, czy pan Łukasz K. wyjaśnił panu przyczyny zwołania nagle rady?

- Nie wyjaśnił. Potem się dowiedziałem, że to sprzedaż spółki była powodem.

Jaka kancelaria opiniowała transakcja?

- Wśród doradców byłą spółka Domański, Zakrzewski, Palinka, nie mogą wykluczyć, ze chodziło o tę kancelarię.

Jak uzasadniano sprzedaż przedsiębiorstwa?

- Przypomina mi się, że chodziło o... może to źle zabrzmi, ale o zabezpieczenie aktywów przed nieprzyjaznymi ruchami regulatora wobec spółki.

Jaka była pana opinia na ten temat?

- Byłem zdumiony. Nie znałem tła tej decyzji, przypuszczam że odbyło się to pod wpływem kontaktów z regulatorem.

Informowano pana o karach umownych nakładanych na firmę informatyczną. Kto informował?

- Ta informacja pojawiła się na radzie nadzorczej, pochodziła od zarządu.

Czy rada nadzorcza jeszcze w WGI SA, uczestniczyła w konsultowaniu strategii inwestycyjnej?

- Ja byłem wyłącznie a radzie DM, rada zajmowała się generalnie spółką, strategią w ogólnym kierunku. Nie pamiętam, na jakim poziomie szczegółowości byliśmy informowani o strategii?

W jaki sposób środki klientów były inwestowane? Czy rada wiedziała?

- Wydaje mi się, że wiedziała.

Czy ten tryb inwestowania spotykał się z aprobatą rady?

- Byliśmy w oczekiwaniu na licencję TFI. WGI Consulting był rozwiązaniem awaryjnym, tymczasowym. Mówiliśmy jednak także o dywersyfikacji kierunków inwestowania. Byliśmy zainteresowani by spółka była wiarygodna, zarabiała dla inwestorów i dla siebie zgodnie z prawem, wszystkie działania zarządu szły właśnie w tym kierunku. Spółka za 2004 r. przyniosła chyba 3 mln zł, więc te działania przynosiły korzyści. Zresztą spółka była na fali, przynosiła klientom dywidendy. Teraz jesteśmy mądrzejsi, ale wtedy to wyglądało zupełnie inaczej. Rozmawialiśmy o działaniach inwestycyjnych, ale raczej z punktu widzenia całości.

Ale czy kiedykolwiek zgłaszaliście zastrzeżenia do polityki inwestycyjnej?

- Mówiliśmy o dywersyfikowaniu, to abecadło. W 2005 r. była strata, ale znacznie mniejsza niż zysk z roku poprzedniego. Wyjaśnienie zarządu było takie, że kontrola KPWiG tak absorbuje czas i uwagę zarządu, że nie pozostaje go wiele na rozwój biznesu.

Ale czy strategia i działania zarządu były aprobowane przez radę nadzorczą?

- Tak długo jak przynosiły zyski, to tak. W świetle tego, co stało się w kwietniu 2006 r. nie mieliśmy już żadnego wpływu. Ostatnie normalne posiedzenie odbyło się w lutym 2006 r., tam oglądaliśmy bilans wstępny. Zarząd przedstawiał, co robi, my zadawaliśmy pytania mając na uwadze dobro spółki i powierzonych pieniędzy.

Wysoki Sądzie, zadałem pytanie tak, lub nie. Świadek nie chce odpowiedź.

Sędzia: proszę nie komentować, świadek powiedział, że trudno odpowiedzieć na to pytanie!

Świadek:

- Nie formułowano zastrzeżeń do polityki inwestycyjnej.

Pełnomocnik: w jakim zakresie wiedzieliście o działaniach WGI Consulting?

- Oczekiwaliśmy na licencję TFI, to miało być rozwiązanie tymczasowe, zmierzające do przetrzymania środków.

Czy przekazywano radzie jakieś informacje o sposobie działania WGI Consulting?

- Nie przypominam sobie dokładnych faktów.

Pytam o zakres.

- Moja pamięć nie pozwala mi odpowiedzieć odpowiedzialnie na pańskie pytanie, nie jestem po to, żeby pana satysfakcjonować, ale mówić prawdę.

Czy rada zwracała się do zarządu o przedstawienie protokołu kontroli KPWiG?

- Tak, już o tym mówiłem. Przypominam sobie, że były dwie akcje kontrolne, z niewielką przerwą. Kontrola daje protokoły po zakończeniu kontroli, nie w trakcie. Był fakt, że mieliśmy rekomendacje pokontrolne, żadnych protokołów nie widziałem. Mówiąc o tym, że rada nadzorcza zwracała się do zarządu o protokołu pokontrolne, to się przejęzyczyłem. Pamiętam rekomendacje pokontrolne, czy pokontrolne, z naciskiem zaleciliśmy zarządowi stosowanie się do tych rekomendacji.

Czy zarząd informował was o ewentualnych niezgodnościach w raportach do klientów?

- Nie.

Kto określał porządek obrad rady?

- Przewodniczący. Członkowie rady zgłaszali na poprzednich posiedzeniach swoje życzenia, które były uwzględniane. Przewodniczący rady przygotowywał szkielet protokołu, a następnie w trakcie czy tuż po zapełniał go treścią, a my podpisywaliśmy. Niejednokrotnie dyskutowaliśmy o zapisach.

Pełnomocnik:

Co rada nadzorcza zrobiła, by ochronić klientów przed inwestowaniem wszystkiego w obligacje w WGI Consulting?

- Nie rozumiem pytania.

Oskarżycielka posiłkowa.

Powiedział pan o 3 mln zł zysku w bilansie spółki. Czy rada widziała kiedyś stronę WGI i interesowała się wynikami publikowanymi na tej stronie?

- Tak, widzieliśmy. Strona internetowa nie jest źródłem dla rady jeśli chodzi o wynik firmy.

Czy interesowaliście się panowie, jakie wyniki dla klientów wypracowywało WGI?

- Do początku kwietnia 2006 r. odnosiłem wrażenie, ze klienci WGI byli zadowoleni z wyników z jednym wyjątkiem pana G., który zgłosił ten fakt i w ten sposób otrzymał odszkodowanie. Jednak rada prosiła, by więcej w takich sprawach się do nas nie zwracać z takimi sprawami. To wyłącznie leżało w gestii zarządu. Pamiętam, że jego żale były takie, że zarobił mniej, niż zarobiłby na giełdzie.

Jeśli znał pan wynik firmy, spółka dysponowała środkami powyżej 100 mln zł. To wystarczające pieniądze?

- To był zysk po wypłatach dla klientów, prawdopodobnie przed opodatkowaniem.

Czy interesował się pan efektywnością spółki?

- Nie potrafię po ośmiu latach powiedzieć, jakie były pozycje w bilansie poszczególne. Spółka była na rynku, gdyby klienci byli niezadowoleni, to by odchodzili, a oni przychodzili.

W jaki sposób zajmował się pan efektywnością?

- Wysoki Sądzie, zeznaję od półtorej godziny, mam problemy z kręgosłupem, chętnie bym się czegoś napił.

Sędzia: Zarządzam przerwę 10 minut.

Po przerwie pytania zadaje oskarżycielka posiłkowa Ewa S.

Skąd tak duże straty klientów, skoro wyście tak dobrze nadzorowali?

- Nie potrafię powiedzieć, to pytanie jest pełne błędów logicznych. Rada działa na postawie regulaminów, nie wtrąca się do technik, codziennych decyzji. Punktem zainteresowania są wyniki z raportów i to rada skrupulatnie przegląda. My nie mieliśmy takiej możliwości , bo nie zdążyliśmy obejrzeć raportu finansowego.

Czy rada nie interesowała się tym, że firma oszukuje swoich klientów?

Sędzia uchyla to pytanie na wniosek adwokata.

Pełnomocnik formułuje je inaczej.

- Jestem przekonany, że cała działalność firmy była nastawiona na efektywność. 

Jakie dokumenty dotyczące inwestowania środków przedstawiano wam?

- To nie należało do obowiązków rady.

To pytanie otwarte, nie pytam o szczegóły, tylko o jakie dokumenty?

- Rachunek zysków i strat w wersji wstępnej, widzieliśmy 22 lutego 2006 r. Ten raport skierowaliśmy do audytu. Były też pytania zadawane księgowej, która te dokumenty przygotowywała, wiedziała co za sobą kryją i my przez całe posiedzenie ją przesłuchiwaliśmy, ale szczegółów nie pamiętam.

Czy księgowa informowała o rozbieżnościach między danymi do klientów i KPWiG?

- Nie.

Oskarżycielka Bogumiła W-K:

Kiedy już pan się o tym dowiedział, to czy jako ekonomista potrafi pan wyjaśnić, skąd mogły się pojawić te rozbieżności?

- Nie potrafię, ale mam zastrzeżenia do precyzji pani pytania.

Świadek nie chce odpowiedzieć na moje pytanie, nie mam więcej pytań.

 

 

 

 

Zaczynamy pod nieobecność jednego z oskarżonych Łukasza K. Sędzia pyta, czy stawił się świadek Bogdan Wyżnikiewicz.

- Częściowo Wysoki Sądzie. Moje imię to Bohdan.

To właśnie wiceszef IBnGR zaczyna. Richard Mbewe się dziś nie stawił.

Bohdan Wyżnikiewicz, lat 66, ekonomista.

Byłem członkiem rady nadzorczej WGI DM od zimy 2004 r. do zakończenia działalności, w kwietniu, maju 2006 r. Odbyło się łącznie dziewięć posiedzeń rady nadzorczej, w ostatnim roku trzy. Wykonywałem obowiązki członka rady zgodnie ze statutem. Brałem udział we wszystkich posiedzeniach, jako członkowie rady składaliśmy życzenia, wskazówki czy wręcz wymagaliśmy pewnych rzeczy, choćby żeby rada odbywała się w oparciu o materiały na piśmie. Posiedzenia wyglądały tak, że przewodniczący robił szkielet protokołu, tuż po posiedzeniu rozszerzał go o postanowienia a następnie podpisywaliśmy ten protokół. Niestety jakieś władze wymiaru sprawiedliwości zabrały te protokoły. One nie były długie - strona, półtorej. Przedmiotem posiedzeń były sprawy spółki, sprawy związane ze statutowymi obowiązkami, kontrola finansów na podstawie dokumentów dostarczanych przez zarząd. Widzieliśmy audyt dla spółki z roku 2004 i rachunek zysków i strat przed audytem dla roku 2005. Wyznaczyliśmy też audytora dla roku 2005, bo zastany audyt za 2004 r był dokonany przez audytora spoza wielkiej czwórki. Wyznaczyliśmy firmę Ernst & Young na audytora bilansu za 2005 r. Dalsze działania to sprawa systemu informatycznego, napieraliśmy z prof. Szapirą na poprawienie go, a najlepiej zakup nowego, bo wykonawca systemu sobie nie radzi. Tym bardziej, ze kary umowne przekraczały zarobek tej firmy. Następnie prof. Szapiro, który ma szeroki pogląd na działanie firm i kulturę korporacyjną, zwracał uwagę na fakt, by właściciele spółki nie byli zarządzającymi, bo to nie mieści się w standardach korporacyjnych. Nalegałem na opracowanie strategii działania spółki. Dostarczyłem wzór strategii dużej spółki, nad którym sam pracowałem i dostaliśmy jakąś wstępną wersję strategii, która wymagała dalszej solidnej pracy. Ważną okolicznością naszej działalności była permanentna kontrola regulatora - KPWiG. Spółka musiała uzyskać licencję na obrót papierami wartościowymi i działalność na rynku finansowym i kapitałowym. Tam była rewolucja organizacyjna. Trzeba było z dużą liczbą klientów zawrzeć nowe umowy. Spółka, która odnosiła spektakularne sukcesy byłą przez regulatora skrupulatnie badana. To nie dziwi, ale dziwi że kontrola trwała tak długo. Było oddelegowanych do spółki kilku kontrolerów, oni w żaden sposób się z nami nie komunikowali, co nas dziwiło.

 Pytanie prokurator:

Jakie to były problemy z systemem?

- Nie wiem, problemu techniczne.

A czy wersja poprawiona strategii trafiła do rady?

- Strategii nie tworzy się od tak, praca nad nią powinna trwać dłużej. My widzieliśmy tylko wstępną wersję, to jest zawsze punkt wyjścia do dalszej pracy, takie informacje przekazałem zarządowi. Spółka czekała na licencję TFI, atmosfera była taka, że przyznanie tej licencji nastąpi lada moment.

Oskarżycielka posiłkowa:

Czy rada nadzorcza badała bilans zamknięcia spółki WGI SA przed jej przekształceniem w DM?

- Przypominam sobie, że otrzymaliśmy bilans z roku 2004, czyli z okresu o który się lekko otarliśmy. Nie mieliśmy żadnego wpływu na ten bilans. Nie wiem, czy był to bilans zamknięcia, ale nie przypominam sobie takiego sformułowania. To był chyba doroczny audyt spółki.

Czy rada jest pewna, że ten audyt był rzetelny i zgodny z rzeczywistością?

- Był przeprowadzony przez audytora licencjonowanego, nie było powodów do jego kwestionowania. Nie przypominam sobie, by rada zatwierdzała bilans otwarcia WGI DM.

 

To prof. Tomasz Szapiro, rektor Szkoły Głównej Handlowej, dr Bohdan Wyżnikiewicz, były prezes Głównego Urzędu Statystycznego i wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową oraz dr Richard Mbewe, który był głównym ekonomistą WGI, a potem Domu Kredytowego Notus.

Rozprawy od początku kwietnia zaczynają się o 9.00, na razie jednak tłumu przed drzwiami sali nie ma. Jest dr Wyżnikiewicz, podobno nie ma jednak potwierdzenia o odbiorze wezwań przez dr Mbewe i prof. Szapiro.

Prof. Szapiro był wzywany już wcześniej, ale prawdopodobnie nie odebrał wezwania. Osobiście je odebrał jednak dr Mbewe, jednak się nie stawił, dlatego sędzia Anna Bator-Ciesielska nałożyła na niego karę porządkową 2 tys. zł.

W nadzorze spółek powiązanych z WGI, których jednak akt oskarżenia nie dotyczy, zasiadali także m.in. prof. Witold Orłowski, który już złożył zeznania, dr Henryka Bochniarz której nieobecność na jednym z poprzednich posiedzeń została usprawiedliwiona oraz prof. Dariusz Rosati, który jest obecnie europosłem, dlatego procedura wzywania go do składania zeznań trwa dużo dłużej.

Proces członków zarządu WGI ruszył po siedmiu latach śledztwa we wrześniu zeszłego roku. Od tej pory odbyło się już ponad 20 posiedzeń. Prokuratorzy oskarżają Macieja S., Łukasza K. i Andrzeja S. o nadużycie uprawnień i wyrządzenie szkody w wielkich rozmiarach. Akt oskarżenia określa, że łącznie blisko 1,2 tys. poszkodowanych straciło 248 mln zł. Oni sami szacują liczbę poszkodowanych na 1,5 tys. osób, a szkodę - na 320 mln zł. To suma kwot zgłoszonych wierzytelności w postępowaniu upadłościowym WGI DM na podstawie ostatniej z comiesięcznie nadsyłanych "Informacji o wartości rachunku" z 31 marca 2006 r., którą WGI DM nadesłał klientom.

W poniedziałek, 14 kwietnia rusza jeszcze jeden proces przeciwko zarządowi spółki zależnej WGI Consulting - Maciejowi S. i Łukaszowi K. – którzy są oskarżeni w procesie głównym – oraz Arkadiuszowi R. Według wyjaśnień oskarżonych, spółka WGI DM nabywała na rzecz i w imieniu swoich klientów obligacje WGI Consulting. Oskarżyciele podnoszą, że działo się to bez informowania klientów WGI DM i uważają, że był to sposób na wyprowadzanie pieniędzy klientów WGI DM poza kontrole KPWiG (Komisji Papierów Wartościowych i Giełd). Oskarżeni zaś twierdzą, że obligacje WGI Consulting były „pomostem”, pozwalającym im inwestować z amerykańskim domem maklerskim Wachovia Securities w dług spółek deweloperskich w Stanach Zjednoczonych. Twierdzą również, że mechanizm był przedstawiony i zaakceptowany przez KPWiG.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Prawo / Ekonomiczne gwiazdy zeznawały o WGI