Ekonomiści tropią inflacyjne korniki

Justyna Dąbrowska
opublikowano: 18-04-2018, 22:00

Dlaczego firmy podnoszą płace, ale nie ceny? Przyczyn anomalii jest wiele, a jedna z nich taka, że… zmienia się ekonomia

CPI to obecnie jeden z najbardziej niesubordynowanych wskaźników makroekonomicznych. Marcowy wzrost miernika cen towarów i usług konsumpcyjnych o zaledwie 1,3 proc. r/r — o 0,4 pkt. proc. słabszy od prognoz i 0,1 pkt. proc. od dynamiki z lutego — to tylko kropka nad „i”. Inflacja praktycznie w całym obecnym cyklu nie zachowuje się tak, jak powinna. Zarzuca się jej przede wszystkim to, że jak na obecne warunki gospodarcze rośnie mało dynamicznie. Poszukiwanie przyczyn nie doprowadzi do jednego, konkretnego źródła.

Przed kompleksowym badaniem CPI najlepiej prześwietlić strukturę i oddzielić to, co najciekawsze, czyli inflację bazową, od reszty, czyli cen żywności i energii, gdzie za relatywnie słabą dynamikę odpowiadają m.in. ogólnoświatowe tendencje.

Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP, wskazuje, że dwa podstawowe elementy, które wpływają na inflację bazową, to ceny importowe i jednostkowe koszty pracy. W ostatnim czasie oba nie pozwoliły inflacji rozwinąć skrzydeł.

— Niska inflacja w Polsce wynika z niskiej inflacji w otoczeniu naszej gospodarki, przede wszystkim w strefie euro, i opóźnionych efektów znacznej aprecjacji złotego w ciągu 2017 r. W ubiegłym roku euro umocniło się wobec dolara o ok. 20 proc. Moim zdaniem, to główna przyczyna spadku inflacji w strefie euro mimo mocnego popytu i domykającej się luki popytowej [różnica między rzeczywistym a potencjalnym PKB, w relacji do poziomu potencjalnego — red.]. Tak silna aprecjacja euro musiała zadziałać dezinflacyjnie. Polska przez aprecjację złotego „importowała” natomiast inflację na jeszcze niższym poziomie — tłumaczy Piotr Bujak.

Zdaniem eksperta, jednostkowe koszty pracy w ryzach trzyma mocny wzrost produktywności i relatywnie niska dynamika płac.

— Wydajność pracy mierzy się trudno, ale to, co dzieje się z inflacją bazową, podpowiada, że mamy do czynienia z silnym cyklicznym wzrostem produktywności w polskiej gospodarce. W takich warunkach, a więc gdy produktywność rośnie w tempie 5-7 proc. rocznie, dynamika płac na poziomie 7 proc. [jak obecnie — red.] nie musi przekładać się na wzrost inflacji. Innymi słowy, gdy produktywność rośnie w takim tempie jak wynagrodzenia, inflacja może być całkowicie obojętna na wzrost wynagrodzeń — mówi Piotr Bujak.

Cena globalizacji

Bardzo ważną grupę czynników, które poskramiają krajowe ceny konsumpcyjne, stanowią te związane z postępującym procesem globalizacji. Bacznie przygląda się im w szczególności Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska.

— Coraz większa otwartość polskiej gospodarki, widoczna w rosnącym udziale eksportu i importu w PKB, w praktyce oznacza, że nasze firmy muszą mierzyć się z coraz większą konkurencją zagraniczną — albo na obcych rynkach, albo na krajowym, konkurując z importem. W związku z tym swobodne przenoszenie wyższych kosztów na ceny spotykane jest coraz rzadziej — mówi Jakub Borowski.

Wysoki poziom konkurencji to także kluczowy czynnik dezinflacyjny, wskazany przez Marcina Mrowca, głównego ekonomistę Banku Pekao.

— Otwartość polskiej gospodarki ogranicza możliwość podnoszenia cen produktów przez naszych przedsiębiorców w odpowiedzi na rosnące płace. W innych krajach ceny wyrobów finalnych mogą być bowiem „trzymane krótko”, chociażby przez niższą niż u nas dynamikę wynagrodzeń czy wyższy stopień automatyzacji produkcji — mówi Marcin Mrowiec.

Z trudności z podnoszeniem cen przez firmy z Polski można także wyczytać preferencje konsumentów. Na tle wysokorozwiniętych gospodarek Europy Zachodniej prawdopodobnie w dalszym ciągu wyróżnia nas stosunkowo wysoka wrażliwość na ceny i niska na czynniki pozacenowe, np. jakość. Globalizacja dorzuciła do tego trzy grosze w postaci większej przejrzystości rynku i świadomości, jak kształtują się ceny za granicą. — To wszystko sprawia, że naszym producentom ciężko się wychylić, czyli podnosić ceny i ryzykować, że konsumenci przeniosą popyt gdzie indziej. Z tego punktu widzenia konsument dziś jest trudniejszy niż jego odpowiednik sprzed 10-20 lat — mówi Jakub Borowski.

Kres cierpliwości

Marcin Mrowiec uważa, że mimo wszystko przynajmniej część naszych firm już niebawem zaryzykuje i zacznie podnosić ceny.

— Rosnące obroty przez lata pomagały im absorbować wzrost płac, ale tego nie da się robić w nieskończoność. Badania PMI dla polskiego przemysłu, a konkretnie komponent cen wyrobów gotowych, sugerują, że presja na wzrost systematycznie przybiera na sile. Przedsiębiorcy od dłuższego czasu pracują na pełnych obrotach, o czym świadczy bardzo wysoki stopień wykorzystania mocy produkcyjnych. Prędzej czy później podniosą ceny, nawet jeżeli stracą przez to część klientów. Moim zdaniem, będziemy to obserwować już w najbliższych miesiącach — mówi Marcin Mrowiec.

Opinię tę można podeprzeć wynikami badania Granta Thorntona na temat skłonności przedsiębiorstw do zmian cen swoich towarów i usług. Odsetek (średnich i dużych) firm, które zadeklarowały, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy planują taki ruch, w pierwszym kwartale 2018 r. sięgnął 44 proc. To najwyższy poziom w siedmioletniej historii badania.

Podobny jest tok myślenia ekspertów z Biura Inwestycji i Cykli Koniunkturalnych (BIEC). W komentarzu do kwietniowego odczytu tzw. wskaźnika przyszłej inflacji napisali, że „skumulowany wzrost płac z roku ubiegłego i bieżącego przełożą się zapewne na stopniowy wzrost popytu konsumpcyjnego, a w konsekwencji, z pewnym opóźnieniem, na wyższe ceny towarów”. Sam wskaźnik, który prognozuje z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem kierunek zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych, w kwietniu podpowiedział niewiele — pozostał na poziomie z marca. Od grudnia 2017 r. rósł zaś coraz wolniej.

Rozproszony rynek pracy

Czynniki, które trzymają inflację za nogi, niejednokrotnie się zazębiają. Na własne pięć minut zasługują jednak te związane bezpośrednio z rynkiem pracy. Jakub Borowski wymienia w tym miejscu niższe oczekiwania inflacyjne i szeroko rozumiane zmiany strukturalne.

— Zbiliśmy inflację trwale, a do tego mamy za sobą epizod deflacji. To przekłada się na niższe oczekiwania inflacyjne, które co do zasady osłabiają presję płacową. Ponadto zmienia się rynek pracy — coraz więcej czynności zleca się firmom zewnętrznym, maleje uzwiązkowienie. W konsekwencji pracodawca coraz rzadziej mierzy się w negocjacjach płacowych ze zorganizowaną grupą ludzi. Zamiast tego ma „pracownika rozproszonego” — mówi Jakub Borowski.

Odświeżanie ekonomii

Stosunkowo słaba, jak na obecny poziom bezrobocia, dynamika płac może sugerować, że przez 60 lat krzywa Philipsa, ilustrująca statystyczną zależność między bezrobociem a wzrostem wynagrodzeń, nieco się wypłaszczyła. W rezultacie spadek stopy bezrobocia słabiej niż kiedyś pcha w górę płace, a takiemu samemu poziomowi bezrobocia towarzyszy wolniejsze tempo wzrostu płac. Czy można jednak dziwić się temu, że „kiedyś”, zdefiniowane dla danych z gospodarki Wielkiej Brytanii z lat 1861-1957, różni się od „tu i teraz”?

Świat ekonomii musi iść z duchem czasu — wiedzą to nawet konserwatywni statystycy. W połowie marca GUS poinformował o weryfikacji badania cen konsumpcyjnych w grupie odzież i obuwie.

— Dotychczasowa metodologia powodowała stały „błąd” systemu, który obniżał CPI nawet o 0,3 pkt. proc. rocznie. Kategoria „odzież i obuwie” notowała znaczny spadek, niezależnie od pory roku, co oczywiście nie było odczuwalne podczas chodzenia na zakupy. GUS zapewne chce doprowadzić do tego, aby ceny bardziej odzwierciedlały zmianę realną. To mogło osłabić dynamikę w marcu, ale w dłuższym okresie efekt będzie prawdopodobnie odwrotny — mówi Jakub Rybacki, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Ze słowem „prawdopodobnie” musimy się pogodzić, bo — jak czytamy w informacji GUS — „ewentualny wpływ (o ile wystąpi) zmian na wielkość obliczanych wskaźników cen konsumpcyjnych nie będzie możliwy do oszacowania z uwagi na brak możliwości równoległego prowadzenia badania cen w dwojaki sposób”. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Podatki / Ekonomiści tropią inflacyjne korniki