Elektrim nie wybiera się na giełdowy parkiet

opublikowano: 24-06-2015, 00:00

Po 17 latach kontrolowana przez Zygmunta Solorza-Żaka spółka podzieliła się z akcjonariuszami zyskiem.

Po ponad siedmiu — ani słowem nie wspomina o powrocie na GPW

Zobacz więcej

Wojciech Piskorz, prezes Elektrimu

EAST NEWS

— Panie prezesie, mam 76 lat, zaczyna mi się spieszyć. Kiedy spółka wróci na parkiet — tak jeden z drobnych akcjonariuszy Elektrimu zwrócił się wczoraj do Wojciecha Piskorza, prezesa Elektrimu.

Pytania inwestorów

Podczas dorocznego spotkania akcjonariuszy spółki padło ich wiele. Inwestorzy, którzy 10 stycznia 2008 r. nie sprzedali akcji Elektrimu podczas ostatniego dnia notowań na giełdzie, zostali z zamrożonym majątkiem. Teoretycznie mogą sprzedać akcje na podstawie umów cywilnoprawnych. — Niech pan prezes powie, komu i za ile — tak kwitowano rady zarządu.

Elektrim zniknął z giełdy z obietnicą powrotu, bo chciał w spokoju uporządkować majątek, strukturę, dokończyć wieloletni spór z udziałowcami Polskiej Telefonii Cyfrowej oraz dogadać się z wierzycielami. Udało się. Później zarząd wytłumaczył, że spółka nie wróci do tabeli notowań, dopóki nie zakończy się spór z urzędem skarbowym dotyczący rozliczeń z 2006 r. — Wygraliśmy w pierwszej instancji, ale urząd skarbowy złożył kasację do Naczelnego Sądu Administracyjnego — wyjaśnił Wojciech Piskorz.

— Dlaczego nie złożył pan wniosku o przyspieszenie sprawy. NSA zazwyczaj rozpatruje taki wniosek w terminie 6-7 miesięcy. Bez niego zajmie to dwa, trzy lata — dopytywali inwestorzy.

— Wygraliśmy w pierwszej instancji i nie zamierzam składać jakichkolwiek wniosków o przyspieszenie — odpowiedział prezes, wyraźnie wpędzając pytających w zakłopotanie. Spółka pomyśli o powrocie na parkiet po wyjaśnieniu spraw podatkowych. — Czyli nigdy — podsumował jeden z inwestorów. Mówiąc o sporach z urzędem kontroli skarbowej, prezes miał na myśli wszystkie spory, łącznie z rozpoczętymi.

— Od stycznia mamy kolejną kontrolę. Tym razem chodzi o podatek za rok 2011. Kontrola jest co trzy miesiące przedłużana i nie wiem, kiedy się skończy — przyznał Wojciech Piskorz.

Nos prezesa

Porzuciwszy myśl o rychłym upłynnieniu akcji na giełdowym parkiecie, mniejszościowi akcjonariusze Elektrimu zajęli się roz- liczaniem prezesa z podjętych decyzji. Na pierwszy plan wysunęła się analiza zaangażowania Elektrimu w akcje Mostostalu Export, który kusił inwestorów wizją nieograniczonych zysków z surowców mineralnych w Mongolii (niedawno okazało się, że to oszustwo). Inwestycja niewielka, ale od samego początku kontrowersyjna. — Dlaczego zainwestował pan pieniądze Elektrimu w Mostostal Export — pytał jeden z akcjonariuszy.

— Dla zysku — wyjaśnił prezes. — Mam nadzieję, że dostrzegł pan, jak bardzo urósł teraz pański nos — zakończył wymianę zdań jeden z inwestorów. Zdaniem prezesa Elektrimu, była to inwestycja kapitałowa, na którą Elektrim wydał zaledwie 10 tys. zł.

Na transakcję prawdopodobnie zgodę udzieliła rada nadzorcza (jej wiceprzewodniczący nie mógł przypomnieć sobie tego faktu), ale z racji małych rozmiarów nie została poprzedzona analizami. W kuluarach dało się usłyszeć, że decyzja Elektrimu o inwestycji w akcje Mostostalu Export znacząco poprawiła wycenę snującej surowcowe plany spółki. Wiele akcji zmieniło wówczas właściciela.

Kilkakrotnie inwestorzy próbowali złożyć wniosek o przegłosowanie uchwały o odwołaniu prezesa. Ponieważ zrobili to niezgodnie z Kodeksem handlowym, wniosek padł. Każda nie zostałaby przegłosowana — z przebiegu głosowań można założyć, że z ponad 70 mln akcji 65 mln należało do Zygmunta Solorza-Żaka, 4 mln do Elżbiety Sjoblom, a pozostałe do grupy drobnych inwestorów. — Wniosek o uchwałę w sprawie powrotu spółki na GPW motywuję względami moralnymi — tłumaczył jeden z inwestorów.

— A ja jego oddalenie względami prawnymi — podsumował Jerzy Modrzejewski, prowadzący walne zgromadzenie prawnik Elektrimu. Zygmunt Solorz-Żak, głosując przez pełnomocnika, poparł natomiast wniosek Elżbiety Sjoblom i Roberta Bibrowskiego o wypłatę dywidendy w wysokości 10 groszy na akcję (z 480 mln zł zysku w ubiegłym roku).

— Chodzi o gest dobrej woli ze strony spółki — tłumaczył Maciej Niebrzydowski, reprezentujący Elżbietę Sjoblom. Ostatni raz Elektrim wypłacił dywidendę w 1998 r. — 22 groszy na akcję.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Goralewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu