Emeryci powiedzą yes, yes, yes

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 23-07-2007, 00:00

Rząd wysłuchał głosu społeczeństwa i wprowadził emeryturę małżeńską. Łatwo nie było, bo grono przeciwników okazało się bardzo silne.

OFE „Puls” pomógł pomieszać szyki lobby ubezpieczeniowemu

Rząd wysłuchał głosu społeczeństwa i wprowadził emeryturę małżeńską. Łatwo nie było, bo grono przeciwników okazało się bardzo silne.

Po miesiącach niepewności wszystko jasne. Odkładający w OFE będą mogli wybrać, czy dostaną emeryturę indywidualną, indywidualną z 10-letnim gwarantowanym okresem płatności, czy małżeńską. Rząd nie uległ presji lobby ubezpieczeniowego, które zabiegało o wykreślenie tej ostatniej.

— To wyraz idei Polski solidarnej. Jest niezbędna w polityce prorodzinnej — mówi wicepremier Przemysław Gosiewski.

Walka trwała do ostatniej chwili. Wicepremier Gosiewski przyznał, że ostateczna decyzja zapadła na godzinę przed piątkowym spotkaniem z dziennikarzami. Teraz, gdy emocje opadły, czas odsłonić kulisy decyzji i podsumować, kto był za, a kto przeciw.

Rząd się wahał

Ostateczny projekt rządu niewiele różni się od tego, który „PB” jako pierwszy opisał na początku kwietnia. Skąd więc nerwy i niepewność? Zafundował je sam rząd: 6 lipca opisaliśmy, że na finiszu prac Paweł Wypych, prezes ZUS i główny obrońca emerytury małżeńskiej, skłaniał się do wykreślenia jej z ustawy. Kilka dni później oliwy do ognia dolał Romuald Poliński, wiceminister pracy i polityki społecznej, mówiąc na łamach „Gazety Wyborczej”, że „zrobi wszystko by małżeńskiej nie było”. Wspierał go wyliczeniami Stanisław Kluza, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego.

W odpowiedzi na alarm i protesty czytelników na uderzenie zdecydowali się obrońcy emerytury małżeńskiej.

„Małżeńska emerytura jest wyjątkowo wartościową formą przyszłego świadczenia. Nie podzielamy opinii o możliwych trudnościach w ustaleniu wysokości świadczenia, ponieważ doświadczenia w prowadzeniu ubezpieczeń na życie nie dają podstaw do takich twierdzeń, a wręcz odwrotnie” — czytamy w opinii Urzędu Rzecznika Ubezpieczonych, przesłanej w zeszłym tygodniu do rządu. Podobnie brzmiał apel BCC. Publicznie o emeryturę małżeńską upominała się również minister Joanna Kluzik-Rostkowska.

Wicepremier Gosiewski przekonywał w piątek o konsekwencji rządowego zespołu i starał się zmniejszyć znaczenie tego, o czym pisała prasa. Jednak publiczny ferment nie spodobał się także jemu. Przy podziękowaniach za pracę zespołu pominął ministra Polińskiego. Nie wiadomo, dlaczego minister z Samoobrony tak bardzo chciał wykreślić rozwiązanie wspierające słabiej zarabiające kobiety. To niejedyna niekonsekwencja wśród osób pracujących nad ustawą.

Od nas się zaczęło

Wszystko zaczęło się w lutym. Branża ubezpieczeniowa, przy wsparciu PKPP Lewiatan, zaprezentowała koncepcję wypłat emerytur z OFE. Opowiadała się tylko za emeryturą indywidualną, małżeńską odrzucając.

Opisaliśmy konsekwencje: brak swobody w dysponowaniu kapitałem z OFE i jego utrata po śmierci emeryta. Tymczasem reforma w 1999 r. w społecznym przekonaniu miała być odejściem od zasady „wspólnego wora” na rzecz odkładania na własną emeryturę. Autorzy koncepcji: prof. Marek Góra, Zygmunt Kostkiewicz, wiceprezes Commercial Union Życie i Ewa Lewicka, prezes izby zrzeszającej towarzystwa emerytalne, przekonywali, że emerytura małżeńska to samo zło. Tej ostatniej nie przeszkadzało nawet, że gdy w 1998 r. była pełnomocnikiem rządu odpowiedzialnym za wdrożenie reformy, przygotowała ustawę, w której małżeńska była. Zmianę poglądów tłumaczyła „nowymi doświadczeniami”.

Głośny sprzeciw

Nasze publikacje opisujące konsekwencje i pokazujące, że w innych krajach takie rozwiązania są możliwe, przysparzały ubezpieczycielom coraz więcej wrogów. Głośno protestowali politycy opozycji. W efekcie rząd wpisał małżeńską do pierwszej wersji ustawy.

— To sprawiedliwe rozwiązanie — mówił Paweł Wypych.

Przeciwnicy małżeńskiej nie skapitulowali. Suchej nitki nie zostawiali na niej m.in. Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan, profesorowie Marian Wiśniewski, Wojciech Otto z Uniwersytetu Warszawskiego i Marek Góra ze Szkoły Głównej Handlowej. Rząd wziął sobie te opinie do serca i zaczął się wahać. W kluczowym momencie do krucjaty w obronie małżeńskiej dołączył Wojciech Nagel, ekspert BCC i rzecznik ubezpieczonych.

Przeciwnicy małżeńskiej są niepocieszeni.

— To złe rozwiązanie. Trudno jednak polemizować z tak silnym przekonaniem społecznym o jego słuszności — mówi Jeremi Mordasiewicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy