Emisja za 110 mln zł

Katarzyna Jaźwińska
06-01-2006, 00:00

Akcjonariusze Stoczni Gdynia chcą zmienić radę nadzorczą i wyemitować nowe akcje. Czy Ray Car Carriers przejmie kontrolę nad spółką?

Ray Car Carriers, armator zamawiający statki w Stoczni Gdynia i posiadający 16 proc. jej akcji, zadeklarował przedstawicielom poprzedniego i obecnego rządu chęć dokapitalizowania spółki. Stocznia potrzebuje środków na inwestycje i podwyżki dla pracowników, którzy przechodzą do lepiej płacących — polskich i zagranicznych — firm sektora. Wiele wskazuje na to, że izraelski armator będzie miał szansę zrealizować swoje deklaracje. Czy z nich skorzysta?

— Na 6 lutego planujemy zwołanie walnego zgromadzenia. Na wniosek skarbu państwa mają być przeprowadzone zmiany w radzie nadzorczej. Planujemy też głosowanie uchwały dotyczącej dokapitalizowania spółki — mówi Krzysztof Grabowski, rzecznik Stoczni Gdynia.

Firma liczy nawet na 110 mln zł, choć dolny pułap widełek dokapitalizowania wynosi zaledwie 200 tys. zł. Obecnie kapitał sięga 401 mln zł. Część podwyższenia kapitału ma nastąpić przez konwersję wierzytelności na uprzywilejowane akcje, a część przez emisję nowych, nieuprzywilejowanych papierów.

Kto da więcej

Krzysztof Grabowski podkreśla, że stocznia planuje otwartą emisję, nie kieruje jej wyłącznie do jednego inwestora.

— Komisja Europejska wymaga, by każdy, kto zechce zostać inwestorem stoczni, miał taką szansę. Dlatego zdecydowano się na otwartą emisję. Inwestorem stoczni zostanie ten, kto więcej zapłaci za akcje — mówią doradcy stoczni.

Kilka miesięcy temu, razem z Ray Car Carriers, w stocznię inwestować chciał Mediterranean Shipping Co. (MSC), druga na świecie firma żeglugowa. Ówczesny rząd forsował jednak koncepcję administracyjnej konsolidacji sektora, której nie aprobowali inwestorzy. Obecnie powrót MSC wydaje się mało prawdopodobny.

Szyte na miarę

Emisja papierów za 110 mln zł idealnie pasuje do planów Ray Car Carriers. W ubiegłym roku armator kupił ponad 50 mln zł wierzytelności stoczni, które może teraz skonwertować na akcje. Przedstawił też plan zainwestowania w nią 15 mln EUR (około 57 mln zł). Łącznie daje to niemal 110 mln zł. Gdyby w całości objął nową emisję, dysponowałby około 40 proc. głosów na walnym stoczni, ale licząc głosy mniejszościowych akcjonariuszy prywatnych, mógłby zyskać kontrolę.

Nieoficjalnie mówi się jednak, że przedstawiciele resortu skarbu niezbyt przychylnie patrzą na Ray Car Carriers. Kilka tygodni temu z resortu płynęły informacje — dementowane przez osoby z otoczenia premiera i prezydenta — o powrocie do budowy stoczniowego holdingu. Nieoficjalnie mówi się nawet, że resort skarbu rozważa budowę megagrupy, do której oprócz stoczni mogłaby trafić Polska Żegluga Morska (PŻM). Krzysztof Gogol, rzecznik PŻM, podkreśla jednak, że firma woli zachować samodzielność i status przedsiębiorstwa państwowego.

Czemu natomiast Ray Car Carriers budzi negatywne emocje wśród części polityków i stoczniowców? Armatorowi zarzuca się, że wpisanie prowizji brokerskiej w realizowane dla niego kontrakty przynosi szkodę stoczni. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku już w ubiegłym roku badała tę sprawę i nie znalazła żadnych dowodów na potwierdzenie tej tezy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Jaźwińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Emisja za 110 mln zł