ETF na Polskę w odstawce

Jagoda Fryc
opublikowano: 2012-06-29 00:00

Fundusze typu ETF inwestujące na warszawskim parkiecie nie zdobyły serc zagranicznych inwestorów. Ci wolą rynek turecki, brazylijski i rosyjski

Niedawno Polska i Turcja zostały okrzyknięte przez zagraniczną prasę nowymi tygrysami Europy. Naszą przewagą jest młode społeczeństwo, rosnąca w siłę klasa średnia i napędzająca wzrost konsumpcja. I choć globalni inwestorzy doceniają ten potencjał, to na razie nie są aż tak chętni do lokowania kapitału nad Wisłą. Widać to po niewielkim zainteresowaniu funduszami typu ETF (Exchange Traded Funds), inwestujących w spółki notowane na warszawskim parkiecie. Zagraniczni gracze mają do wyboru dwa pasywnie zarządzane fundusze, skoncentrowane wyłącznie na polskiej giełdzie: IShares MSCI Poland (EPOL) ze stajni Black Rock oraz Market Vectors Poland (PLND), oferowany przez Van Eck. I choć zarówno BlackRock, jak i Van Eck w świecie firm zarządzających aktywami znaczą bardzo dużo, to „polskich” produktów do sukcesów na pewno nie zaliczą. Aktywa EPOL to nieco ponad 120 mln USD (408 mln zł), a PLND przez 2 lata działalności pozyskał do portfela 36 mln USD (122 mln zł). Dla porównania, ETF na Turcję ze stajni Black Rocka od marca 2008 r. pozyskał aż 406 mln USD, czyli 1,4 mld zł, brazylijski ma aktywa o wartości — bagatela — 10,5 mld USD, a chiński 6,6 mld USD.

None
None

Zdaniem ekspertów, warszawski parkiet cierpi z powodu postrzegania tego rynku jako silnie uzależnionego od Unii Europejskiej. Nawet wysoki wzrost gospodarczy w naszym kraju nie jest dla inwestorów tak ważny jak to, że Polska jest częścią Unii, która przeżywa ogromne problemy. Szkodzi nam też struktura warszawskich indeksów giełdowych, w których dominującą rolę pełnią spółki z sektora finansowego. Sektora, który w dobie kryzysu finansowego raczej nie przyciąga kapitału. W portfelach „polskich” ETF banki i ubezpieczyciele mają aż 40-procentowy udział. Okazuje się jednak, że „turecki” ETF również preferuje ten sektor, i to nawet w jeszcze większym stopniu (prawie 50 proc. portfela stanowią banki), a mimo to przyciąga zagraniczny kapitał. Dlaczego Polska pozostaje w tyle? — Ponad 50 proc. udziałów polskich banków mają zachodnioeuropejskie grupy finansowe, z włoskimi na czele — zwraca uwagę Matt Lasov, szef działu analiz w Frontier Strategy Group.

Tymczasem w Turcji — jak wskazuje Katarzyna Dąbrowska, zarządzająca funduszem Arka Akcji Tureckich — sektor bankowy w przeważającej mierze należy do lokalnych inwestorów, a inwestorzy z Europy występują jedynie jako partnerzy. Tamtejszych banków nie dotyczy też problem kredytów walutowych. Zdaniem Marka Buczka z Quercus TFI, lepsze postrzeganie tureckich banków to także konsekwencja tego, że ich kondycja zależy od finansowania banków europejskich, są bardziej efektywne i posiadają lepszy jakościowo portfel kredytów.