Fantastyczne interesy prawicy

Wojciech Surmacz
13-01-2006, 00:00

Słaby rząd, silny złoty, rozdęty budżet i kadryl polityczny w urzędzie Warszawy. Co to oznacza? Rychłe wybory parlamentarne i zarząd komisaryczny w stolicy?

„Puls Biznesu”: Umacniamy złotego czy osłabiamy?

Hanna Gronkiewicz-Waltz: Złoty niech się lepiej umacnia w sposób naturalny — nie należy mu pomagać…

A teraz jest mocny nienaturalnie?

Niestety, złotemu pomógł resort finansów. Szczególnie minister Mirosław Gronicki, który za swojej kadencji wyemitował obligacje zagraniczne nominowane w euro warte ponad 3 miliardy! W ten sposób wykreował nadmierny popyt, stopy procentowe w euro spadły. Stąd wzięło się złudne poczucie, że złoty jest silny i jest taniej…

Złudne?

Sztuczne pchanie złotego do góry może spowodować, że eksport przestanie się opłacać. Tu nie ma cudów...

Premier Kazimierz Marcinkiewicz mówi, że RPP powinna obniżyć stopy…

Niższe stopy nie muszą same w sobie osłabić złotego. Jeżeli jest popyt na złotego, bo rząd go kreuje, to złoty i tak będzie mocny. Nie jest to dobre. Kilka miesięcy temu rozmawiałam z misją funduszu walutowego — nie byli szczęśliwi, że złoty tak szybko się umacnia. Fundusz, o którym zawsze się mówi, że niespecjalnie zwraca na to uwagę, tym razem wyraźnie zaznaczył, że złoty powinien się umacniać, ale nie w takim tempie…

Komu najbardziej zależy na silnym złotym?

Resortowi finansów. Tanie euro to doskonała ucieczka od rzeczywistości. Jak się przeliczy zadłużenie budżetowe po dzisiejszym kursie euro, to się okaże, że wychodzi ileś tam procent mniej… To bardzo niebezpieczne. Kryzys argentyński raczej nam nie grozi, ale jeśli eksporterzy nie wytrzymają i zaczną bankrutować, zamykać fabryki albo bardzo ostro redukować zatrudnienie, to bezrobocie jeszcze wzrośnie i zaczną się kłopoty. Wzrost gospodarczy będzie niezrównoważony, czyli…

...teraz ruch Zyty Gilowskiej — tak?

W tym tempie nie można się dalej zadłużać w euro — i tyle. A to leży w gestii ministra finansów…

Jak pani odbiera powołanie Zyty Gilowskiej do rządu — klaps dla PO, może gest pojednania?

Nie analizowałam tego ruchu z punktu widzenia: komu PiS chce dołożyć? Zastanawiałam się raczej: jaki interes miał rząd w powołaniu Zyty Gilowskiej?

I?

To wzmocnienie — tu się zgadzam z rządem. Jednocześnie jasno widać, jak słaba była dotychczasowa minister. To podobny zabieg do powołania Andrzeja Olechowskiego przez Jana Olszewskiego w lutym 1992 roku. Wtedy przez dwa miesiące ministrem był prof. Karol Lutkowski — dobry fachowiec, który niestety nie potrafił się komunikować z rynkami. Andrzej Olechowski był wyrazistą postacią, miał opinię liberała — tak jak dziś Zyta Gilowska.

Chodzi o poprawę wizerunku rządu Marcinkiewicza?

Też. Ale myślę, że korzystne dla PiS sondaże powodują pewną determinację… To może być przygotowanie do wyborów przy jednoczesnym robieniu wrażenia: My? Skądże!

Wybory w Warszawie — w marcu czy jesienią?

Po wizycie Romana Giertycha u prezydenta Lecha Kaczyńskiego zaczynam mieć wątpliwości, że wybory będą w marcu…

Czyli zarząd komisaryczny?

Taki, który pozwoli PiS wykreować kandydata na prezydenta stolicy w wyborach jesiennych. PiS potrzebuje czasu na wyłonienie mocnego kandydata. Na razie takiego nie mają.

Pani będzie kandydowała?

Tak. Zgodnie z decyzją rady krajowej Platformy Obywatelskiej. Jestem otwarta i znam się na tym…

Warszawa już raz przeżyła polityczny zarząd komisaryczny — słynne nocne eskapady Andrzeja Hermana w maju 2000 r. Wtedy runęła koalicja AWS-UW. Może dziś taki ruch spowoduje ostateczne pogrzebanie ewentualnej koalicji PiS z PO? Chyba że rząd powoła na komisarza panią...

Jestem osobą, dla której liczy się przede wszystkim uczciwość i kompetencja, nie zaś przynależność do partii… Przez prawie 9 lat byłam prezesem NBP, kooperowałam z różnymi rządami. Mogę usiąść do stołu z każdym, kto uważa, że Warszawa potrzebuje dobrego prezydenta. Ja się na rządzeniu miastem znam! Zanim zostałam prezesem NBP, angażowałam się w wybory samorządowe — szkoliłam radnych, pomagałam Michałowi Kuleszy w pisaniu ustawy samorządowej. Nie jestem przypadkowym, politycznym kandydatem na prezydenta stolicy. Poza tym w EBOiR też pracowaliśmy nad różnymi projektami komunalnymi we wszystkich państwach — w Polsce bardzo dużo; odwiedziłam wtedy mnóstwo miast, m.in. Gdańsk, Bydgoszcz, Wrocław... Wiem, jak rozwijać infrastrukturę komunalną, zdobywać pieniądze z Unii Europejskiej.

Jeśli pani wygra, potraktuje pani ten urząd jak etap przejściowy?

To nie będzie trampolina.

Jakoś mi się nie chce wierzyć…

Bo kandydowałam na urząd prezydenta RP 10 lat temu? Ale rozczaruję pana — tylko Warszawa! Do tego stopnia, że gdyby mi dobrze poszło, to pewnie bym powalczyła o następną kadencję.

Taka pani warszawska?

Zdecydowanie. 10 lat temu były inne realia. Nie wierzyłam w zwycięstwo Lecha Wałęsy. To się sprawdziło, mieliśmy lewicowego prezydenta, który — jak się po czasie okazało — nie był taki zły… W polityce zagranicznej osiągał dobre rezultaty.

Jak pani ocenia prezydenturę Lecha Kaczyńskiego w Warszawie?

Źle! Udały się w zasadzie tylko dwie rzeczy… Jest wreszcie Muzeum Powstania Warszawskiego. Doceniam to szczególnie mocno jako córka powstańca. Poza tym — jest bezpieczniej, ale jeszcze nie tak, jak bym chciała. Przy okazji tego fałszywego zamachu okazało się, że w Warszawie nie ma żadnych kamer. Jedyna, która zarejestrowała przestępcę, była w centrum handlowym… To bezpieczeństwo jest trochę przereklamowane.

Inwestycje?

Fatalnie. W zasadzie tylko dokańczanie tego, co rozpoczęli poprzednicy. Nieumiejętność zdobywania pieniędzy z UE, nieudolnie organizowane przetargi... Wrocław staje się centrum finansowym, banki przenoszą tam swoje siedziby. Nie zazdroszczę, bo to też Polska — do tego bardzo ważna, bo ziemie odzyskane. Natomiast dobrze by było, gdyby do Warszawy też chętnie wszyscy przyjeżdżali i swoje siedziby otwierali… Inwestycje leżą, środki unijne leżą, administracja jest droga i wbrew temu, co deklarował Lech Kaczyński, pomoc społeczna też leży. Do tego wszyscy stoimy w korkach!

Korupcja?

Prezydent Kaczyński oddał ponoć 200 spraw do prokuratury, ale nic się z tym nie dzieje. Składać zawiadomienia do prokuratury może każdy… W praktyce może się okazać, że część wniosków to pomówienia i że nie jest aż tak dobrze, jak by się mogło wydawać.

Warszawiacy dość jednoznacznie ocenili kadencję Lecha Kaczyńskiego —podczas ostatnich wyborów prezydenckich wyraźnie przegrał w stolicy z Donaldem Tuskiem. Ale wybory samorządowe w 2002 roku to była sromotna porażka PO. Warszawskich polityków Platformy kojarzono z korupcją — afera mostowa itd. Jak pani przekona ludzi, że to już przeszłość?

Nigdy nie miałam łatwo. W 1992 też mi było ciężko wejść do NBP. Nie mam mentalności prokuratora, ale wykrywanie afer nie jest najważniejszym zadaniem prezydenta miasta! Na pewno wszystkie sygnały będę badać. Natomiast uczciwe zarządzanie i inwestycje wzajemnie się nie wykluczają. Niestety, odnoszę wrażenie, że takie postrzeganie ostatnio utarło się w stolicy…

To co jest bardziej prawdopodobne — koalicja rządowa PiS i PO czy powstanie dużej partii centroprawicowej?

Ta druga wersja zrodziła się w głowie Jarosława Kaczyńskiego jeszcze za czasów tworzenia Porozumienia Centrum. To takie marzenie o powołaniu ugrupowania chadeckiego na wzór niemieckiego CDU. Platforma Obywatelska to jednak ugrupowanie konserwatywno-liberalne, PiS zaś to partia lewicowa. Ma bardziej lewicowy program niż laburzyści Tony’ego Blaira. Poza nominacją Zyty Gilowskiej nie ma na razie ani jednego dowodu na programowe zbliżenie do Platformy. Okazuje się, że budżet to były tylko czcze obietnice — dochody są przeszacowane, upychane kolejne wydatki… Tanie państwo? Jakoś nie widać. Ich program jest socjalistyczny. Nic się nie mówi o prywatyzacji… Wręcz przeciwnie, głośno ostatnio o ewentualnej nacjonalizacji Banku Ochrony Środowiska. Inne dziwne ruchy — co to znaczy, że Eureko dostanie BPH? To centralizm gospodarczy w czystej postaci. W Polsce nie ma dobrego klimatu inwestycyjnego...

Odnoszę wrażenie, że tak jak o fuzji PiS z PO, równie dobrze można by dywagować na temat połączenia Opus Dei z Ruchem Odnowy w Duchu Świętym… Jest pani chyba jedynym z liderów PO, którzy działają w Odnowie w Duchu…

Przecież to bardzo różne ruchy!

No, właśnie. A jednak wywodzą się z tego samego pnia…

Nie.

Tak.

Przyszły z zupełnie innych stron. Opus Dei to ruch, który się narodził w Hiszpanii — to bardzo specyficzny kraj katolicki…

Ale oba ruchy narodziły się w Kościele katolickim.

W tym sensie — to tak.

Czyli jednak bardziej koalicja niż partyjna fuzja?

Tak — jeżeli w ogóle coś!

Budżet Rokity?

Myślę, że tak.

Podatek liniowy?

Taki, jak proponowaliśmy w czasie negocjacji z PiS. Odeszliśmy od 15 proc. Byliśmy skłonni zgodzić się na 16 proc. No i tańsze państwo!

Premier?

Myślę, że Jarosław Kaczyński, który faktycznie jest superpremierem. Przecież to on de facto wymienia ministrów.

Długo poczekamy na koalicję PiS PO?

Od wczoraj już wyraźnie widać, że Jarosławowi Kaczyńskiemu bliżej do koalicji z Samoobroną niż z nami...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Surmacz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Fantastyczne interesy prawicy