Fenomen irlandzki nie nadaje się do powielenia w Polsce

Stanisław Albinowski
07-07-2000, 00:00

Fenomen irlandzki nie nadaje się do powielenia w Polsce

Przed laty zachęcano nas do przebudowy Polski na drugą Japonię, a teraz stawia się nam za wzór Irlandię, która w ostatniej dekadzie przeistoczyła się z „chorego człowieka” w „celtyckiego tygrysa”. Jednak zapewnienia, że podobny sukces osiągniemy, gdy tylko szerzej otworzymy się na zagraniczny kapitał — nie mają nic wspólnego z realiami.

ZESTAWIANIE Polski z Irlandią jest chybione choćby ze względu na skalę wielkości obu gospodarek. Ilustracją różnic są dane w tabeli. Ale sedno problemu tkwi znacznie głębiej.

IRLANDZKI boom zaczął się 15 lat po akcesie do „wspólnego rynku”. Produkt krajowy brutto na głowę ludności wahał się w Irlandii wokół 60-65 proc. średniego poziomu UE zarówno w roku 1960, jak 1973 i 1988. Dopiero ostatnia dekada przyniosła gwałtowne przyspieszenie, w wyniku którego już w 1998 r. Irlandia poziom ten przekroczyła. Główne źródło sukcesu ukazuje wykres: po długim okresie regresu nakłady inwestycyjne w latach 1989-1990 i po 1993 rosły skokowo.

ODWRÓCENIE trendu spowodował kapitał zagraniczny, głównie z USA. Dla korporacji amerykańskich uruchomienie i rozwój produkcji high-tech w Irlandii było sposobem na obejście barier ochronnych UE, a dla Irlandii — szansą na osłabienie dominacji ze strony gospodarki brytyjskiej. Brak bariery językowej, powściągliwość płacowa oraz wprowadzone udogodnienia finansowe (ulgi podatkowe, repatriacja zysków) — tworzyły sprzyjające warunki dla inwestycji zagranicznych. W efekcie nastąpiła proeksportowa restrukturyzacja gospodarki irlandzkiej. I tu tkwi zasadnicza odmienność naszej sytuacji.

KAPITAŁ zagraniczny inwestuje w Polsce głównie w celu sprzedaży swych produktów na naszym rynku. Dlatego inwestycje zagraniczne w Polsce nie tworzą odpowiednio wielkiego potencjału eksportowego, a ich wpływ na dynamikę PKB jest ograniczony rozmiarami efektywnego popytu w kraju. W Irlandii natomiast proeksportowe inwestycje zagraniczne są przy dobrej koniunkturze ciągłym bodźcem gospodarczym, gdyż popyt ze strony 300-milionowego rynku UE — w relacji do potencjału krajowego — jest praktycznie nieograniczony. Przemilczanie tych okoliczności przy powoływaniu się na irlandzki fenomen musi rodzić zwodnicze iluzje.

POZA TYM — koszty tego fenomenu są niemałe. Gospodarka Irlandii już w 3/4 zależy od eksportu, prawie połowa miejsc pracy w przemyśle przetwórczym należy do zagranicznych firm, a transfer zysków pochłania ponad 10 proc. PKB.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Stanisław Albinowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Fenomen irlandzki nie nadaje się do powielenia w Polsce