Fiasko planu szybkiej wojny wywołało korektę na giełdach

Piotr Kuczyński
31-03-2003, 00:00

Z Ameryki

Na razie rynek za Atlantykiem zachowuje się dokładnie tak, jak można było tego oczekiwać. Przed wojną nastąpił wzrost indeksów, a teraz wszystko będzie zależało od przebiegu konfliktu w Iraku.

W poprzednim tygodniu ostrzegałem, że każde niepowodzenie na froncie rynki skarcą dużym spadkiem indeksów. Tak też w istocie się stało, kiedy inwestorzy zorientowali się, że wojska koalicji nie są witane przez ludność Iraku kwiatami i zanosi się na długą wojnę z dużą ilością ofiar. Plan Rumsfelda zakładający szybki marsz na Bagdad z poparciem ludności Iraku nie powiódł się i żadne tłumaczenia tego nie zmienią. Zresztą, czy może być lepsze potwierdzenie tego, że wojna nie przebiega tak jak przewidywano niż zatrzymanie ofensywy na 4-6 dni? Rwą się linie zaopatrzenia, występują braki żywności i paliwa. Jednak i bez tego, wzrosty indeksów były za szybkie i za duże — nie ma możliwości, żeby krótkoterminowi inwestorzy wytrzymali napięcie i nie realizowali zysków.

Administracja amerykańska przekonuje, że wojna będzie trwała długo i nie będzie łatwa. W ten sposób uodparnia inwestorów i przygotowuje ich na najgorsze. To bardzo sensowna taktyka, bo jeśli rzeczywiście wojna będzie trwała długo, to wszyscy się z tym powoli pogodzą. Za to każdy sukces będzie przyjmowany z entuzjazmem. Analiza techniczna pokazuje, że na giełdach trwa ostatnia podfala korekty, po której nadejdą wzrosty. W krótkim terminie wszystko jednak zależy od przebiegu wojny. Prawdopodobne wydają się dwa scenariusze. Pierwszy, to długa, wielotygodniowa (wielomiesięczna?) wojna. Wtedy, po pewnym czasie, inwestorzy i cały świat zobojętnieją i tylko niezwykłe informacje będą działać na rynek. Uwaga powoli skieruje się na dane makro, na realną gospodarkę, a kosztowna wojna będzie zwiększała obawy o to, czy istnieje szansa na uniknięcie recesji. Wydaje się więc, że indeksy giełdowe powinny spadać. Nie jest to jednak wcale przesądzone. Jest bowiem prawie pewne, że wojska koalicji będą odnosiły więcej sukcesów niż porażek. A skoro rynki będą reagowały entuzjazmem na sukcesy, to indeksy mogą piąć się do góry w oczekiwaniu na zdobycie Bagdadu. Tak czy inaczej, jest to wariant najmniej korzystny dla rynków.

Drugi scenariusz zakłada z kolei, szybkie zakończenie wojny (w ciągu miesiąca). To wcale nie jest takie nieprawdopodobne, mimo panujących obecnie opinii. Przewaga militarna koalicji, głód i brak realnych szans na sukces mogą załamać opór. Taki rozwój sytuacji byłby wcześniej widoczny — wtedy inwestorzy przyśpieszyliby zakupy akcji i zaczęłaby się gra pod zwycięstwo koalicji. Bo przecież oczywiste jest, że ono nastąpi. Tylko nie wiadomo, czy nie będzie to pyrrusowe zwycięstwo. Mówi się, że Irak mógłby przeprowadzić atak chemiczny lub biologiczny. Taki atak wcale nie musiałby giełd załamać. Inwestorzy doszliby do wniosku, że świat zjednoczy się w walce z Irakiem i po pierwszym przerażeniu nastąpiłby wzrost indeksów. Podejrzewam jednak, że nie będziemy mieli okazji, żeby przetestować ten wariant. Po użyciu broni masowego rażenia, Saddam Hussajn gdyby wojnę przeżył, nie miałby się gdzie schronić. Czasu na spekulacyjny wzrost (bo nie żaden inny) jest niewiele. Nie przypadkiem na Wall Street obowiązuje powiedzenie „w maju sprzedawaj i uciekaj” (sell in May and go away).

Z obowiązku skomentuję kilka danych makro. Z obowiązku, bo nie wierzę w znaczny ich wpływ na rynek – wszystko ginie w wojennym zgiełku. Indeks zaufania konsumentów spadł w marcu do poziomu najniższego od 1993 r., a ilość sprzedanych nowych domów wyraźnie się w lutym zmniejszyła potwierdzając podejrzenia, że sektor czekać będą ciężkie chwile. Również zamówienia na dobra trwałego użytku spadły (najwięcej od listopada), a byłoby jeszcze gorzej, gdyby nie sektor zbrojeniowy. Konsumenci coraz bardziej odczuwają pogarszającą się sytuację gospodarczą. Przeterminowane spłaty zadłużenia z kart płatniczych sięgnęły poziomu najwyższego od momentu, kiedy takie statystyki zaczęły być prowadzone (1990 r.). Nie można wykluczyć, że może być gorzej, bo gorzej będzie z gospodarką.

Zdominowany przez Republikanów Senat podjął decyzję, żeby zmniejszyć proponowany przez prezydenta program cięć podatkowych o ponad 50 proc. Nawet własna partia prezydenta boi się o to, jakie będą koszty wojny. Program cięcia podatków, który miał pozytywnie wpłynąć na gospodarkę i na giełdę został znacznie w ten sposób osłabiony. A i tak budżet będzie miał problemy. Dlatego m.in. znowu osłabiał się dolar po przedwojennym wzroście. To jednak typowa korekta. Potem przyjdzie znaczne wzmocnienie – pod koniec wojny z Irakiem. Następna będzie jednak fala V, która znowu dolara znacznie osłabi. To też sygnalizuje, jak powinny zachowywać się indeksy giełdowe.

Ciekawe jest to, że od dwóch tygodni kapitały wpływają do funduszy akcji. To pierwsze takie dwa tygodnie od początku bieżącego roku. Amerykanie wpłacali pieniądze, bo liczyli na szybką wojnę i powtórkę z hossy w czasie pierwszej Wojny w Zatoce. Jeśli indeksy szybko nie ruszą do góry, to znowu zacznie się odpływ, co pogorszy koniunkturę na giełdzie. Jak widać, sytuacja jest niezwykle skomplikowana i każdego dnia można oczekiwać niespodziewanych wydarzeń. Nie jest to najlepszy okres do spokojnego inwestowania. Zatrzymanie ofensywy w Iraku nie poprawi nastrojów w tym tygodniu, więc korekta powinna być kontynuowana. Zwłaszcza, że będzie trwał sezon ostrzeżeń o kwartalnych wynikach). W idealnym układzie, indeksy powinny spaść jeszcze o około 2 proc., a potem kontynuować wzrost, który będzie korektą całego spadku z 2002 roku.

Z Polski

Można powiedzieć, że jaki wzrost taka i korekta. Sesje w minionym tygodniu były nudne, a obroty znikome. Nasz rynek nie spadał mocno w przedwojennym strachu, nie rósł więc mocno, kiedy inwestorzy na świecie kupowali akcje tuż przed wojną.

W minionym tygodniu doszło do korekty, ale też symbolicznej, bo w Eurolandzie spadki były duże. Indeks giełdy frankfurckiej Xetra DAX spadł o 7,1 proc., a nasz WIG20 tylko o 1,4 proc. Jeszcze lepszy był węgierski BUX, który stracił jedynie 0,1 proc. Względna siła rynków naszego regionu utrzymuje się nadal. Szkoda tylko, że to względna siła, bo gdyby wejście do UE odbywało się w innym okresie, to obóz byków byłby zachwycony.

Podpisanie Traktatu Akcesyjnego (16.04) i głosowanie w Parlamencie Europejskim (9.04) powinny prowokować chęć spekulacyjnego zagrania pod te wydarzenia. Oczywiście są i zagrożenia, chociaż jedno z nich zdaje się powoli marginalizować. Kanclerz Schroder powiedział, że rozszerzenia Unii jest niezagrożone i że nie ma pretensji do sygnatariuszy „listu ośmiu”. To najpoważniejszy od chwili pojawienia się konfliktu politycznego między Polską a Francją i Niemcami sygnał, który znacznie zwiększa prawdopodobieństwo tego, że nasza akcesja nie będzie torpedowana.

Zagrożeniem jest natomiast to, że Parlament Europejski ostrzegł, iż jeśli jego prawo do współdecydowania o wielkości wydatków dla nowych krajów członkowskich nie zostanie uwzględnione, to nie zatwierdzi on 9 kwietnia Traktatu Akcesyjnego. Nie ma sensu tego szerzej omawiać – wydaje się, że problem zostanie rozwiązany tak, żeby deputowani byli zadowoleni, a rozszerzenie niezagrożone. Choćby dlatego, że nie zatwierdzenie Traktatu oznaczałoby konieczność powtórnego przeprowadzenia referendów w krajach, które je już przeprowadziły. A to naraziłoby UE na ośmieszenie, czego Wspólnota w obecnej sytuacji będzie chciała za wszelką cenę uniknąć. To nawet lepiej, że pojawił się taki czynnik ryzyka. Jeśli indeksy mają wzrastać, inwestorzy nie mogą być zbyt pewnie siebie.

W Eurolandzie nie widać sygnałów poprawy. We Francji wydatki konsumentów w lutym spadły w stopniu największym od listopada 2002 r. Podobnie było z indeksem zaufania biznesu w marcu. Również niemiecki indeks instytutu Ifo opisujący klimat gospodarczy w marcu spadł nie potwierdzając podobnego wskaźnika instytutu ZEW. Spekuluje się, że niemiecki rząd może zmniejszyć swoje prognozy odnośnie PKB w tym roku nawet do 0,25 proc. (obecna prognoza zakłada 1-proc. wzrost). Europejczycy zdecydowanie bardziej niż Amerykanie przejmują się sytuacją gospodarczą i zdecydowanie bardziej są sceptyczni, jeśli chodzi o nadejście ożywienia gospodarczego po wojnie z Irakiem. Za to mocniej akcentują niebezpieczeństwo recesji światowej, gdyby wojna miała trwać miesiącami.

Wspominałem wcześniej, że nie oczekuję obniżki stóp, ale Rada Polityki Pieniężnej postanowiła inaczej i chwała jej za to. Stopy zostały obcięte mimo utrzymującej się słabości złotego i problemów politycznych. Od pewnego czasu Rada pokazuje, że zaczęła się niepokoić sytuacja gospodarczą w Polsce. Szkoda, że tak późno.

Po decyzji RPP złoty znowu osłabł. Inwestorzy mają coraz mniej powodów, żeby kupować nasze obligacje. Na wykresie widać, że albo fala piąta wydłuży się, a złoty spadnie do 4,50 w stosunku do euro, albo będziemy mieli podwójny szczyt. Jest i inna możliwość. Złoty mógłby się osłabić aż do poziomu 5,05 względem euro, ale wydaje mi się to wręcz nieprawdopodobne. Ta mało realna hipoteza mogłaby się urzeczywistnić jedynie wtedy, gdyby zaczęły się problemy z wejściem Polski do UE.

Zachowanie rynku, w sytuacji kiedy sesje są beznadziejnie nudne, obroty małe, a zniechęcenie krańcowe, jest typowe dla ostatniej fazy akumulacji. Tyle, że ta faza może trochę potrwać. Z doświadczenia można zakładać, że spokój na GPW trwa długo, a dopiero dwa – trzy dni przed wydarzeniem rynek nagle i niespodziewanie idzie mocno do góry. Pierwsza ważna data to oczywiście 9.04.

Może być i tak, że spokój i małe obroty to swoista forma strojenia okien wystawowych („windows dressing”) przed końcem kwartału. Fundusze mogą wstrzymywać się z transakcjami chcąc zachować status quo. Gdyby tak było, a na giełdach światowych trwała nadal korekta to całkowicie prawdopodobne jest, że formacje odwróconych RGR załamią się. To nie znaczy, że rezygnuję z koncepcji gry pod posiedzenie Parlamentu Europejskiego. Można sobie wyobrazić zupełnie inny układ formacji odwróconej RGR, kiedy to indeks WIG20 osunąłby się poniżej 1100 pkt, a potem zaatakowałby 1130 pkt, po czym nastąpiłby wzrost do 1180 pkt. Obawiam się jednak, że początek tygodnia sukcesu bykom nie przyniesie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Fiasko planu szybkiej wojny wywołało korektę na giełdach