Fintechy zabierają klientów bankom

opublikowano: 17-12-2018, 22:00

Po pieniądze na działalność firmy coraz częściej udają się do technologicznych start-upów. Te poszerzają ofertę m.in. faktoringu i leasingu

Jak po pieniądze, to tylko do banku? Niekoniecznie. Instytucje kojarzące się z pożyczaniem gotówki nie są dzisiaj dla przedsiębiorców jedynym źródłem finansowania. Firmy mogą dostać pieniądze również od młodych spółek technologicznych, których pojawia się na rynku coraz więcej.

MIEJSCE DLA WSZYSTKICH:  — Oferty banków i fintechów wzajemnie się uzupełniają. Obecnie fintechy obsługują niewielki fragment rynku, ale w pewnych niszach są bardzo mocne — mówi Aleksander Widera, prezes platformy Kredytmarket.com
Zobacz więcej

MIEJSCE DLA WSZYSTKICH: — Oferty banków i fintechów wzajemnie się uzupełniają. Obecnie fintechy obsługują niewielki fragment rynku, ale w pewnych niszach są bardzo mocne — mówi Aleksander Widera, prezes platformy Kredytmarket.com Fot. ARC

Do wyboru, do koloru

Wiele fintechów działa w obszarze faktoringu. InviPay, Finiata, Faktoria, Smeo i Finea to tylko niektóre z nich. Oferują one pieniądze przez internet, w automatycznym procesie, w ciągu ledwie kilku minut. Standardem jest 50 tys. zł, ale niektóre z takich firm umożliwiają limity faktoringowe rzędu 250 tys. zł, a nawet… 1 mln zł. Minusem jest to, że póki co koszt takiego finansowania jest wysoki. Średnio wynosi 3-4 proc. wartości faktury lub więcej. Ostateczna cena może okazać się jeszcze wyższa, jeżeli pieniądze nie pojawią się w umówionym terminie. Dlatego wydaje się, że obecnie jest to najlepsze rozwiązanie dla firm, które potrzebują pieniędzy „na już”, niezależnie od stawki. Fintechy działają także w leasingu.

Prekursorem jest tutaj LeaseLink, firma, która jako pierwsza zaproponowała leasing jako jedną z form rozliczania płatności za zakupy dokonane w sieci, dostępną w panelu płatności obok pay-by-linków, kart, rat itp. Od roku firma oferuje również pożyczkę w opcji online, z umową zawieraną zdalnie, w kwocie od 500 do 20 tys. zł. Na rynku finansowania dla mikrofirm działa również coraz więcej spółek stricte pożyczkowych. Mamy Iwocę, oferującą limity kredytowe od 5 tys. do 150 tys. zł, czy też Brutto.pl, udzielające pożyczek pod fakturę. Małym przedsiębiorcom pożyczy pieniądze również BizOn Capital, fundusz pożyczkowy założony przez byłych bankowców. Oferuje on finansowanie online głównie dla podmiotów z branży MLM. Natomiast Kredytmarket.com to platforma internetowa stworzona przez przedsiębiorców dla przedsiębiorców, która udziela przez internet krótkoterminowych kredytów na działalność gospodarczą.

W fintechach przyszłość

Zdaniem Łukasza Kozłowskiego, profesora katedry bankowości, ubezpieczeń i ryzyka w Akademii Leona Koźmińskiego, mimo że pozabankowych podmiotów finansujących małych przedsiębiorców pojawia się coraz więcej, wciąż jeszcze trudno powiedzieć, jak duża jest skala ich działania.

— Sama liczba tych podmiotów i pojawiające się co pewien czas nowe podmioty wskazują co prawda na kierunek rozwoju sektora finansowego, niemniej jednak brak jest wiarygodnych danych zagregowanych, pozwalających obiektywnie spojrzeć na kwotę pożyczek udzielonych przedsiębiorcom przez te podmioty. Jeżeli spojrzymy natomiast na dane Komisji Nadzoru Finansowego dotyczące sektora bankowego, nie widać jakiegoś załamania czy chociażby spadku poziomu kredytów udzielanych przedsiębiorcom. Przykładowo, kwota należności z tytułu kredytów operacyjnych udzielonych małym i średnim przedsiębiorcom przez banki rośnie od kilku lat w mniej więcej stałym tempie ok. 4 proc. rocznie — tłumaczy Łukasz Kozłowski. Odpływu klientów-mikrofirm nie zauważają też banki.

— Nasze udziały rynkowe w finansowaniu bieżącej działalności przedsiębiorców rosną i stanowią już ponad 12 pkt. proc. — mówi Piotr Teodorczyk, dyrektor departamentu klienta firmowego w mBanku. Również fintechy odnotowują większe zainteresowanie swoją ofertą.

— Pierwsze dwa lata działalności Kredytmarket.pl pokazały, że mikroprzedsiębiorcom, którzy poszukują kredytu zależy na czasie i wygodzie — i dlatego pożyczyli już od nas w sumie 15 mln zł. W tym roku podwoiliśmy kwotę udzielonych kredytów, a wnioski złożyło u nas blisko tysiąc przedsiębiorców — mówi Aleksander Widera, założyciel platformy Kredytmarket.com

Współistnienie

Wydaje się zatem, że młode, technologiczne firmy wypełniają lukę na rynku finansowania małych i średnich przedsiębiorców, uzupełniając ofertę banków.

— Jeśli chodzi o sektor mikroprzedsiębiorstw czy jednoosobowych działalności gospodarczych, sami bankowcy przyznają, że mają z nim problem — trudno o zrozumienie potrzeb czy brak modeli oceny ryzyka. Z pewnością nie jest to dla banków segment priorytetowy i dlatego może okazać się, że fintechy zdobędą w nim istotną przewagę — uważa Aleksander Widera.

— Rynek finansowania przedsiębiorców staje się coraz bardziej zdywersyfikowany. Powstanie fintechów jest naturalną koleją rzeczy i de facto odpowiedzią na potrzeby klientów — przyznaje Piotr Teodorczyk. Zarówno banki, jak i fintechy mają swoje zalety. Zdaniem Łukasza Kozłowskiego, bankom znacznie łatwiej pozyskiwać miękkie informacje o firmach w ramach bezpośrednich kontaktów z klientem.

— Zautomatyzowane procesy i algorytmy obliczeniowe stosowane przez fintechy niekoniecznie się tu sprawdzą, przynajmniej na obecnym poziomie rozwoju tych podmiotów — mówi Łukasz Kozłowski.

Nie od dziś wiadomo jednak, że banki nie są dostosowane do obsługi MŚP. — Małe firmy niechętnie korzystają z kredytów, ponieważ żaden bank nie ma odpowiednio skrojonej dla nich oferty — przekonywał Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, przy okazji publikacji raportu nt. finansowania MŚP w Polsce. Natomiast fintechy koncentrują się na jednym lub dwóch produktach i wąskiej grupie klientów. — Dzięki temu są w stanie lepiej poznać specyfikę firm, do których kierowany jest dany produkt. Ponadto są bardziej elastyczne, jeśli chodzi o ofertę produktową i zmiany w systemie oceny ryzyka — tłumaczy Aleksander Widera.

Plusy i minusy

Przewagą banków jest natomiast fakt, że to instytucje, które wciąż cieszą się większym zaufaniem klientów. Ponadto mogą zaoferować szerszą paletę produktów.

— Fintechy skupiają się na sprawnym wprowadzeniu jednego rozwiązania dla przedsiębiorców, a wszelkie zasoby kierowane są wyłącznie na realizację tej konkretnej funkcji. My koncentrujemy się na rozwoju kompletnego ekosystemu, który dostarcza firmie szerokiego wachlarza narzędzi przydatnych w prowadzeniu codziennego biznesu — tłumaczy Piotr Teodorczyk. Ponadto, jego zdaniem, wiele banków w Polsce działa coraz sprawniej pod względem technologicznym.

— Banki, obserwując dynamikę rynku fintech, skracają czas wprowadzania na rynek nowych produktów. Generalnie, w porównaniu z Europą Zachodnią, polski rynek bankowy jest fintechem — twierdzi Piotr Teodorczyk. Jego zdaniem warto wspomnieć również o kosztach finansowania, które w świecie B2B są istotnym aspektem.

— Banki dzięki swoim metodom oceny i doświadczeniu mają niższe wskaźniki niespłacalności pożyczek i tym samym są w stanie zaoferować niższą cenę — twierdzi Piotr Teodorczyk. Choć w skali całego rynku przedsiębiorcy wciąż chętniej wybierają banki, to jednocześnie rośnie udział finansowania przez fintechy.

— Polscy przedsiębiorcy szybko adaptują technologie, również na rynku usług finansowych. Do tego liczba banków w naszym kraju kurczy się na skutek koncentracji. W efekcie spora część sektora zaczyna podlegać pod Skarb Państwa bądź pod duże międzynarodowe grupy bankowe. Koncentracja sektora może doprowadzić w przyszłości do zmniejszenia konkurencyjności na tym rynku — mówi Aleksander Widera. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy