Firmy mogą stracić przez błąd tłumacza

opublikowano: 07-11-2017, 22:00

Kilka lat temu do polskiej wersji rozporządzenia UE wkradła się pomyłka, której konsekwencje mogą ponieść setki przedsiębiorców

Nawet w europejskich przepisach nie brakuje takich kwiatków jak legendarne już „lub czasopisma”. Zwolennicy teorii spiskowych w myśl zasady „cui bono” („na czyją korzyść”) twierdzą, że dany błąd nie jest przypadkowy. Natomiast przeciwnicy wspomnianych koncepcji zrzucają wszystko na niedopatrzenie i zbyt dużą liczbę dokumentów, które każdego roku opuszczają brukselskie mury. Jedno jest pewne: błędy w legislacji powodują często poważne konsekwencje dla jej użytkowników. Kilka lat temu w unijnym rozporządzeniu dotyczącym pomocy publicznej — GBER (nr 651/2014) — pojawiła się pomyłka w tłumaczeniu definicji tzw. przedsiębiorstw partnerskich.

BEZ OŚWIADCZENIA ANI RUSZ: Krzysztof Brysiewicz, radca prawny, partner zarządzający w kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy, podkreśla, że oświadczenie o statusie przedsiębiorstwa składa się praktycznie we wszystkich konkursach z unijnymi grantami. — Ma ono też znaczenie przy uzyskiwaniu wsparcia m.in. ze specjalnych stref ekonomicznych czy zwolnień z podatku od nieruchomości — zaznacza Krzysztof Brysiewicz.
Zobacz więcej

BEZ OŚWIADCZENIA ANI RUSZ: Krzysztof Brysiewicz, radca prawny, partner zarządzający w kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy, podkreśla, że oświadczenie o statusie przedsiębiorstwa składa się praktycznie we wszystkich konkursach z unijnymi grantami. — Ma ono też znaczenie przy uzyskiwaniu wsparcia m.in. ze specjalnych stref ekonomicznych czy zwolnień z podatku od nieruchomości — zaznacza Krzysztof Brysiewicz. Marek Wiśniewski

— Może mieć ona istotne konsekwencje dla wielu firm, które albo są w trakcie, albo już zrealizowały projekty z unijnym wsparciem — uważa Krzysztof Brysiewicz, radca prawny, partner zarządzający w kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy. Czego dotyczył błąd? Zgodnie z polskim brzmieniem GBER, przedsiębiorstwa partnerskie to takie, w których jedno lub drugie ma od 25 do 50 proc. kapitału lub głosów. Ponadto obie firmy powinny działać na rynkach pokrewnych. Okazuje się, że według wymagań Komisji Europejskiej (KE) ten ostatni element nie musi być spełniony, aby uznać przedsiębiorstwa za partnerskie. Teksty wspomnianego rozporządzenia nie zawierają takiego warunku. Na szczęście KE dostrzegła błąd w polskim tłumaczeniu i przygotowała sprostowanie. Jakie mogą być konsekwencje takiego niedopatrzenia? Według Krzysztofa Brysiewicza — bardzo poważne.

— Oświadczenie o statusie przedsiębiorstwa składa się praktycznie we wszystkich konkursach z unijnymi grantami. Co więcej, wspomniany status ma znaczenie także przy uzyskiwaniu wsparcia m.in. ze specjalnych stref ekonomicznych, zwolnień z podatku od nieruchomości czy dofinansowania z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych — podkreśla radca prawny.

Nieprawidłowy status

Jak dodaje, skoro polski przekład unijnego rozporządzenia okazał się nieprawidłowy, to bardzo możliwe, że wielu rodzimych przedsiębiorcówźle określiło swój status i nie byli uprawnieni do dofinansowania.

— Sprostowanie treści tłumaczenia nie jest równoznaczne ze zmianą przepisów. To oznacza, że oświadczenia i status powinni zbadać również ci przedsiębiorcy, którzy już kilka lat temu złożyli wnioski o dotacje i ich projekty są jeszcze w trakcie realizacji lub w okresie trwałości — radzi Krzysztof Brysiewicz.

Warto podkreślić, że przepisy unijne są tłumaczone na wszystkie języki państw członkowskich. Przy czym każdy przekład jest traktowany jako tekst obowiązujący w danym kraju. Zdarza się jednak, że między tłumaczeniami oficjalnych aktów prawnych, czyli opublikowanych na stronach KE, występują istotne różnice. Krzysztof Brysiewicz zwraca uwagę, że do polskiego sądu administracyjnego trafiła już sprawa, która dotyczyła innych przepisów definicji MSP — również źle przetłumaczonych.

— Sąd stwierdził, że przedsiębiorca powinien zapoznać się z wersją niemiecką i francuską tych regulacji, zanim określił swój status. Tym samym obarczono go konsekwencjami wadliwego przekładu — zwraca uwagę radca prawny. Jego zdaniem, w czarnym scenariuszu instytucje mogą żądać zwrotu dofinansowania od przedsiębiorców, którzy niewłaściwie wskazali, czy są partnerskimi. Dominika Orzołek, menedżer w zespole innowacji i B+R Deloitte’a, zwraca uwagę, że firmy MSP, które chcą być beneficjentami dostępnych na rynku zachęt, muszą spełniać wymagane kryteria.

— Mali gracze napotykają na bariery związane m.in. z wprowadzaniem innowacji, dostępem do kapitału zewnętrznego, wysoko wykwalifikowanych pracowników, infrastruktury technologicznej i know-how. Dlatego są traktowani preferencyjnie i mogą korzystać z większej liczby instrumentów oraz wyższego dofinansowania — podkreśla Dominika Orzołek.

Wątpliwe powiązania

Zauważa ponadto, że w określaniu statusu firmy istotną rolę odgrywają rzeczywiste związki pomiędzy przedsiębiorstwami, których interpretacja jest często uznaniowa i budzi wiele wątpliwości, zarówno po stronie potencjalnych beneficjentów, jak i instytucji zaangażowanych w rozdzielanie funduszy unijnych. Bartosz Igielski, menedżer w zespole ulg i dotacji KPMG, podkreśla, że wydane niedawno przez KE sprostowanie poprawia definicję MSP.

— Zmiana jest niewątpliwie korzystna dla przedsiębiorców, ponieważ wprowadza jednolite brzmienie przepisów w całej Unii Europejskiej. Dla przedstawicieli biznesu, którzy otrzymali unijne wsparcie na podstawie dotychczasowego tłumaczenia, zmiana ta nie powinna mieć znaczenia, ponieważ dla polskiego systemu prawnego obowiązująca jest polska wersja językowa — uważa Bartosz Imielski.

Natomiast Grzegorz Kokoszkiewicz, menedżer w zespole ulg i dotacji EY, przypomina, że w ostatnich latach KE przygotowała kilka wersji poradnika na temat stosowania definicji MSP w praktyce, także w języku polskim. Posługuje się w nich poprawnym określeniem przedsiębiorstwa partnerskiego.

— Poradnik jest często stosowany przez polskie instytucje publiczne i firmy w interpretacji przepisów dotyczących MSP. To opracowanie mogło zmniejszyć liczbę błędów w określaniu statusu przez przedsiębiorstwa — zauważa Grzegorz Kokoszkiewicz. Ekspert EY znajduje też argumenty na korzyść przedstawicieli biznesu, którzy zastosowali się do źle przetłumaczonej polskiej wersji rozporządzenia.

— W swoich działaniach opierali się na zaufaniu do prawidłowej treści przepisu w polskiej wersji językowej i nie powinni ponosić odpowiedzialności za błędne tłumaczenie. Taki wniosek wynika również z wyroków sądów administracyjnych w podobnych sprawach dotyczących przekładów aktów prawnych — konkluduje Grzegorz Kokoszkiewicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Zawiślińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Firmy mogą stracić przez błąd tłumacza