Firmy pożyczkowe czują się rabowane

opublikowano: 26-06-2019, 22:00

Obniżenie limitu kosztów pozaodsetkowych stwarza olbrzymie ryzyko rozwoju prawdziwej lichwy — alarmuje rynek

Ministerstwo Sprawiedliwości (MS), autor projektu noweli ustawy antylichwiarskiej przyjętego przez rząd 18 czerwca, chce jeszcze bardziej obniżyć limit kosztów pozaodsetkowych, czyli dodatkowych opłat, m.in. za udzielnie finansowania, marż, prowizji. We wtorek podczas posiedzenia rządu resort zawnioskował, aby 20-procentowe koszty niezależne od okresu kredytowania, które pożyczkodawca może naliczyć klientowi od razu, plus 25-procentowe, naliczane w skali roku i uzależnione od okresu kredytowania, zastąpiono taką samą stawką dla obu składników – 10-procentową. Rząd pozytywnie rozpatrzył wniosek MS, o czym poinformował w komunikacie, opublikowanym na stronie 25 czerwca.

Kierowany przez Zbigniewa Ziobrę resort sprawiedliwości chętnie
wzoruje się na Słowacji, która jego zdaniem wygrała z lichwą. Branża odpowiada,
że u południowych sąsiadów dopiero po zaostrzeniu przepisów zaczęła się
prawdziwa lichwa — działająca w podziemiu.
Zobacz więcej

RYZYKOWNA REWOLUCJA:

Kierowany przez Zbigniewa Ziobrę resort sprawiedliwości chętnie wzoruje się na Słowacji, która jego zdaniem wygrała z lichwą. Branża odpowiada, że u południowych sąsiadów dopiero po zaostrzeniu przepisów zaczęła się prawdziwa lichwa — działająca w podziemiu. WM

— Sposób, w jaki dokonano zmiany projektu tzw. ustawy antylichwiarskiej, jest co najmniej szokujący. Prace nad projektem trwały ponad trzy lata. W toku przedstawiono szereg opinii, analiz, raportów, w tym dotyczących rentowności instytucji z branży pożyczkowej i wpływu obniżenia limitu kosztów pozaodsetkowych na ich funkcjonowanie. Raport przygotowany przez EY, na potrzeby którego przeanalizowano ponad 1,56 mln aktywnych umów o łącznej wartości brutto ponad 5,12 mld zł, jednoznacznie wskazuje, że w przypadku wejścia w życie ograniczenia limitu kosztów pozaodsetkowych do poziomu 10 proc. plus 10 proc., rentowność instytucji pożyczkowych spadnie znacząco poniżej progu opłacalności — mówi Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynków Finansowych (FRRF).

Obecnie limity kosztów pozaodsetkowych, wynikające z ustawy o kredycie konsumenckim, wynoszą 25 proc. plus 30 proc i obowiązują zarówno firmy pożyczkowe, jaki i banki oraz SKOK. Nie wiadomo jednak, czy najnowsza propozycja resortu sprawiedliwości odnosi się do wszystkich podmiotów, czy wyłącznie do firm pożyczkowych, bowiem zaktualizowana wersja projektu nie została opublikowana. Zapytaliśmy Jana Kanthakiego, rzecznika resortu sprawiedliwości, o pełne brzmienie zmienionego przepisu. Odesłał nas do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (KPRM), tłumacząc, że na obecnym etapie to rząd odpowiada za projekt. Nie otrzymaliśmy jednak odpowiedzi od KPRM mimo próby kontaktu telefonicznego i mejlowego.

Co o obniżce limitu sądzi sektor bankowy?

— Proponowana zmiana nie będzie miała większego wpływu na ofertę kredytową banków w Polsce. Negatywnie wpłynie natomiast na działalność firm pożyczkowych, które udzielają pożyczek na niewielkie kwoty i krótki termin. Skutkiem może być zniknięcie tego typu pożyczkodawców z rynku i wypchnięcie ich klientów do szarej strefy. Dlatego zalecałbym rozwagę przy tworzeniu przepisów, aby nie wylać dziecka z kąpielą — twierdzi Jerzy Bańka, wiceprezes Związku Banków Polskich (ZBP), radca prawny i specjalista z zakresu prawa bankowego.

Innego zdania jest Tomasz Fedyna, członek zarządu Wongi, który powołuje się na stanowisko rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), dotyczące rozliczania wcześniejszej spłaty kredytu.

— Rzecznik stwierdził, że w przypadku przedterminowej spłaty obniżenie kosztów kredytu, do którego konsument jest uprawniony, może dotyczyć kosztów, których kwota nie zależy od okresu obowiązywania umowy. Jeśli wyrok trybunału będzie miał podobny wydźwięk, zwiększy się zakres zwracanej prowizji przy wcześniejszej spłacie kredytu w stosunku do obecnej praktyki rynkowej. Zmiana wpłynie zarówno na rynek pożyczkowy, jak i bankowy. Kredyty konsolidacyjne oraz refinansowanie to ponad 50 proc. sprzedaży kredytów gotówkowych w sektorze bankowym.Zatem obniżenie limitu kosztów pozaodsetkowych w połączeniu ze spodziewanym wyrokiem TSUE będzie miało wpływ znacznie wykraczający poza rynek firm pożyczkowych, dotknie również banki i SKOK — twierdzi przedstawiciel Wongi.

Firmy pożyczkowe są jednak na dużo gorszej pozycji niż banki i SKOK.

— Przy pożyczkach niskokwotowych udzielanych na krótkie okresy odsetki nie pozwalają na pokrycie nawet kosztów weryfikacji informacji o kliencie w bazach danych, nie mówiąc o koszcie ryzyka, systemach IT, compliance, obsłudze działów reklamacyjnych etc. Instytucje pożyczkowe nie mogą przyjmować depozytów, zatem nie mają dostępu do taniego kapitału, a ich koszty finansowania są znacznie wyższe, co musi się przełożyć na cenę pożyczki. Instytucje pożyczkowe nie mogą, tak jak banki i SKOK, zaliczać strat na niespłaconych pożyczkach do kosztów uzyskania przychodów, a więc płacą podatek również od pożyczek, które nie zostają spłacone. To wszystko przekłada się na znacznie większe obciążenia tego sektora. Z raportu FRRF i PZIP wynika jasno, że wieści o nadmiernej zyskowności instytucji pożyczkowych są znacznie przesadzone – na jednej pożyczce firma zarabia rocznie około 70 zł — wyjaśnia Agnieszka Wachnicka.

Ministerstwo Sprawiedliwości bardzo często posługuje się w debacie publicznej przykładem Słowacji, która skutecznie poradziła sobie z problemem lichwy.

— Słowacja jest rynkiem, na którym praktycznie przestał istnieć sektor pożyczek pozabankowych, natomiast czarny rynek pożyczkowy ma się świetnie. Ponad jedna trzecia klientów na rynku finansowym ma trudności z uzyskaniem pożyczki lub nie ma szansy na jej uzyskanie, natomiast aż 40 proc. zna nielegalnych pożyczkodawców w swojej społeczności. Warto zauważyć, że rząd Czech, analizując sytuację na Słowacji, w oficjalnym oświadczeniu stwierdził, że wprowadzenie podobnych rozwiązań groziłoby wypchnięciem konsumentów do szarej strefy, gdzie panuje prawdziwa lichwa — zauważa prezes FRRF.

Czarny scenariusz dla branży pożyczkowej kreśli Polski Związek Instytucji Pożyczkowych (PZIP).

— Matematyki nie oszukamy. Jeżeli pożyczka wynosząca 1000 zł na 30 dni może wygenerować 100 zł przychodu, to tracąc tylko jedną z dziesięciu, firma traci cały dochód. Koszt zakupu leadu sprzedażowego [dane klienta wnioskującego o pożyczkę – red.] to 200 zł, koszty reklamy w mediach idą w miliony złotych. Nawet od pożyczek straconych trzeba zapłacić 19-procentowy podatek dochodowy. Rząd mówi: zarabiajcie na odsetkach 10 proc. rocznie, ale nie wie, że koszt kapitału to 14 proc. Bez niego nie ma skali, bez skali nie ma rentowności. Ustawa w obecnej formie to rabunek rynku – twierdzi Jarosław Ryba, prezes PZIP.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Wysota

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy