Fit for 55, czyli klimatyczna rewolucja dla całej gospodarki

Już widać, że europejski plan obciążenia opłatami klimatycznymi sektora budynków i transportu napotka opór. Co jeszcze wypływa z pierwszych rozmów na temat Fit for 55?

Mijają cztery miesiące, od kiedy Komisja Europejska przedstawiła pakiet propozycji Fit for 55, czyli po polsku Gotowi na 55. Pakiet ma doprowadzić do zredukowania przez Unię Europejską emisji gazów cieplarnianych o co najmniej 55 proc. do 2030 r. w porównaniu z 1990 r. Taka redukcja jest konieczna, by poważnie mówić o osiągnięciu przez UE neutralności klimatycznej w 2050 r., a neutralność jest z kolei filarem Europejskiego Zielonego Ładu, flagowego programu przewodniczącej Ursuli von der Leyen.

Na negocjacje i prace nad ostatecznym kształtem pakietu Komisja dała sobie dwa lata, ale po czterech miesiącach rysują się już pierwsze linie sporu.

Oto, co warto o nich wiedzieć.

Koszt dla najuboższych

Fit for 55 to potężne dzieło: obejmuje 14 dokumentów, liczących łącznie ok. 3,7 tys. stron. Pakiet ma dotknąć niemalże każdego obszaru gospodarki, co odróżnia go od dotychczasowych dokumentów klimatycznych, obciążających głównie energetykę czy przemysł ciężki.

Po czterech miesiącach widać już, że największy opór państw członkowskich napotka pomysł obciążenia dodatkowymi opłatami sektora budynków i transportu. Komisja chce bowiem stworzyć równoległy system handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych (ETS2), na kształt tego, który obowiązuje dziś energetykę i przemysł. Celem jest obłożenie opłatami budynków i pojazdów „brudnych” i zachęcenie do inwestycji w zmniejszanie ich emisyjności.

Problem w tym, że takie opłaty najmocniej uderzą w najbiedniejszych, mieszkających poza miastami.

„O ile zrozumiałe jest stosowanie zasady „zanieczyszczający płaci”, o tyle w tym przypadku istnieje ryzyko, że zbyt szybkie wdrożenie propozycji, bez odpowiednio wcześnie podjętych i głębokich działań osłonowych, spowoduje pogłębienie problemu ubóstwa energetycznego i wykluczenia transportowego, a w skrajnych wypadkach może mieć działanie przeciwne. Konieczna jest zatem rezygnacja z wprowadzenia tych rozwiązań w tym momencie” – taki postulat znalazł się nawet w opinii WWF, organizacji ekologicznej działającej na całym świecie.

Obawy o możliwe uderzenie w najbiedniejszych pojawiają się w większości krajów UE, a wzmacnia jej dodatkowo wzrost cen gazu, przekładający się na obecne rekordowe ceny energii.

Droga do 2050 r. wiedzie przez 2030 r.
Droga do 2050 r. wiedzie przez 2030 r.
Europa, dowodzona przez Ursulę von der Leyen w roli przewodniczącej Komisji Europejskiej, chce być pierwszym kontynentem neutralnym klimatycznie, a do tego potrzeba reformy obejmującej całą gospodarkę. Fit for 55 ma pokazać, co każdy sektor ma zrobić do 2030 r., by w 2050 r. można było odtrąbić sukces.
fot. Bloomberg

Wspierać czy obciążać?

Sama Komisja, proponując nowe obciążenia, wzięła jednak pod uwagę najuboższych, a przewodnicząca Ursula von der Leyen nawiązywała w przemówieniu do protestów żółtych kamizelek we Francji. Dlatego KE zaproponowała utworzenie Klimatycznego Funduszu Społecznego, który miałby być finansowany z wpływów z ETS2 i wspierać najuboższych. I tu zaczyna się dyskusja na temat tego, co ma być pierwsze: wsparcie czy obciążenie.

Polska chciałaby wspierać najuboższych i najlepiej w ogóle ich dodatkowo nie obciążać. WWF jest mniej radykalny i proponuje stworzenie i zasilenie Funduszu pieniędzmi zanim w życie wejdą nowe obciążenia.

Dystans do propozycji KE widać też w opracowaniach Forum Energii, think tanku zajmującego się transformacją energetyczną. Eksperci rekomendują wdrażanie nowych obciążeń w sposób “łagodny, stopniowy i akceptowalny społecznie, tak aby nie skutkowało to pogłębieniem nierówności”.

Trudna reforma handlu CO2

Oprócz wprowadzenia systemu nowych opłat dla budynków i transportu, KE chce zreformować istniejący już system, obejmujący głównie energetykę. Dodatkowe opłaty za uprawnienia do emisji miałyby objąć transport morski i lotniczy (wysokoemisyjny, a dziś zupełnie zwolniony z takich obciążeń). Poza tym KE proponuje ambitniejszy cel redukcji emisji w ramach systemu EU ETS – o 61 proc., zamiast o 43 proc. (do 2030 r. w stosunku do 2005 r.).

Dla Polski, która prąd produkuje w 70 proc. z węgla, czyli paliwa wysokoemisyjnego, reforma ma kolosalne znaczenie, również polityczne. Sprawa dzieli polityków Zjednoczonej Prawicy, a Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry domaga się wręcz wyłączenia Polski z tego systemu.

Problem w tym, jak zauważa Forum Energii, że trudno będzie Polsce negocjować temat, który pozostałych państw nie interesuje. Mimo to Polska próbuje i ma propozycje. Na pożegnalnej konferencji Michał Kurtyka, były minister klimatu, postulował wyłączenie z systemu instytucji finansowych, które handlują uprawnieniami do emisji i powodują spekulacyjny wzrost cen. Proponował też, by KE wrzuciła na rynek uprawnienia, jakie zostały z niego wycofane w ramach MSR (Market Stability Reserve) po to, by zwiększyć cenę uprawnień i zmotywować rynek do inwestycji.

Joanna Maćkowiak-Pandera, szefowa Forum Energii, przypomina jednak, że niedawny szczyt Rady Europejskiej pokazał, że znaczących ruchów zmierzających do obniżenia ceny uprawnień spodziewać się nie można.

Komentarz partnera
Wyprzedzając Zielony Ład
Emilia Dębowska
Sustainability Manager, Panattoni
Wyprzedzając Zielony Ład

Obecna dekada ma być kluczowa, jeśli chodzi o przeciwdziałanie zmianom klimatycznym. Zmodyfikowane cele wyznaczone przez USA i Unię Europejską przewidują ograniczenie emisji gazów cieplarnianych do 2030 r. - odpowiednio o 50-52 proc. (w stosunku do 2005 r.) oraz o co najmniej 55 proc. do 2030 r. (w stosunku do 1990 r.) - by w konsekwencji móc osiągnąć neutralność klimatyczną do 2050 r.

Pakiet Fit for 55 obejmuje zmiany w zakresie systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) i ma na celu włączenie do tego systemu również budownictwa i transportu drogowego. Sektory te odpowiadają za unijną emisję CO2 kolejno ok. 35 proc. i 22 proc., i wygląda na to, że ich dekarbonizacja jest niezbędna do osiągnięcia przez UE celów klimatycznych.

Co prawda na tym etapie jest jeszcze wiele niewiadomych – sam projekt wzbudził wiele kontrowersji na arenie międzynarodowej wśród wielu grup, ale jedno jest pewne - osiągnięcie wyznaczonych celów klimatycznych wymaga nie tylko ogromnych inwestycji rządów i państw w gospodarkę, ale i samych firm – jak Panattoni. Rozumiemy to i od kilku lat kładziemy coraz większy nacisk na stosowanie w swoich obiektach rozwiązań proekologicznych i prospołecznych - już dziś pozwalają one ograniczyć emisję dwutlenku węgla o ponad 230 ton rocznie dla obiektu o powierzchni 10 tys. m kw., a liczby będą rosły wraz z poszerzaniem zasięgu stosowania energii z odnawialnych źródeł.

Panattoni podjęło się ambitnego zadania - osiągnięcia neutralności emisyjnej do końca 2025 r. W zrealizowaniu planu znaczny udział będzie mieć energia z odnawialnych źródeł, która już w tym roku zasili obiekty o łącznej powierzchni 3 mln m kw. Oferta rozwijana w kolejnych latach pozwoli nam spełnić założenia UE w ramach Europejskiego Zielonego Ładu aż 25 lat przed terminem i najprawdopodobniej w momencie, kiedy dopiero będzie ustanowiony nowy odrębny system ETS dla budynków.

Przedstawiony przez KE pakiet legislacyjny Fit for 55 wpłynie również na naszych klientów, chociażby poprzez włączenie firm transportowych do systemu handlu emisjami, a także presję na szybki rozwój floty pojazdów zeroemisyjnych. Panattoni od dwóch lat wyposaża swoje parki w stacje ładowania pojazdów elektrycznych – na razie dla samochodów osobowych, ale też zabezpiecza infrastrukturę energetyczną i odpowiednią jej moc pod spodziewaną - przynajmniej częściową - wymianę flot samochodowych naszych najemców. Jesteśmy otwarci i przygotowani na zmiany i z całą pewnością wesprzemy użytkowników naszych obiektów w osiągnięciu celów klimatycznych, dając im gwarancję, że energia w ich autach będzie zielona.

CBAM skasuje przywileje

Wyzwaniem dla przemysłu będą prace nad CBAM, czyli po polsku Węglowym Granicznym Mechanizmem Dostosowawczym. Chodzi o nowy rodzaj cła, nakładanego na produkty pochodzące spoza Unii i nieobciążone tam opłatami za emisje. Celem takiego cła byłoby wsparcie unijnych producentów, a także zapobieżenie przenoszeniu produkcji przemysłowej poza Unię. Główny problem już się jednak zarysował: europejski przemysł, zwłaszcza stalowy, wita CBAM z entuzjazmem, ale nie chce rezygnować z dotychczasowych instrumentów wsparcia (np. darmowych uprawnień do emisji), które państwa mu przyznają właśnie ze względu na konkurencję spoza UE.

Wprowadzić cło i jednocześnie utrzymać przywileje - to będzie trudne.

„CBAM powinien stanowić alternatywę dla przyznawania darmowych uprawnień w ramach systemu ETS, by uniknąć podwójnego wsparcia dla przemysłu” – podkreśla WWF.

Polski Komitet Energii Elektrycznej, reprezentujący w Brukseli interesy polskiej energetyki, przypomina w stanowisku, że poza Unią prąd produkowany bywa również w zeroemisyjnych elektrowniach jądrowych.

„Może to mieć poważny wpływ na unijne rynki energii elektrycznej, ze względu na brak kosztów wynikających z CBAM” – uważa PKEE.

Podobne obawy mają firmy z polskiego sektora hutniczego, zmagające się z konkurencją stalową ze Wschodu, zasilaną energią jądrową np. z białoruskiej elektrowni w Ostrowcu.

Cło za cło

Na inny problem zwraca uwagę Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, zrzeszający małe i średnie polskie firmy.

„CBAM zostanie z pewnością negatywnie odczytany przez partnerów handlowych UE, którzy w celu „zachowania symetrii” mogą zdecydować się na wprowadzenie odwetowych taryf celnych. Dlatego też naszym zdaniem wprowadzenie tzw. podatku węglowego spowodowałoby m.in. wzrost kosztów rodzimej produkcji, z uwagi na wzrost cen importowanych półproduktów. Z kolei cła, wprowadzone przez inne kraje w ramach rewanżu istotnie osłabiłyby pozycję producentów eksportujących swoje wyroby poza wspólnotę” – czytamy w komentarzu ZPP.

Nie ma co walczyć z OZE

Propozycja Komisji obejmują też źródła odnawialne i wyznacza cel na poziomie całej Unii Europejskiej na poziomie 40 proc. (to udział OZE w końcowym zużyciu energii do 2030 r.). Według fundacji Instrat, Polska nie powinna tu stawiać warunków, ponieważ proponowana kontrybucja dla naszego kraju to tylko 31 proc. Jednocześnie oficjalna polska strategia mówi o 23 proc. w 2030 r.

„Zaproponowany dla Polski cel jest znacznie poniżej średniej unijnej, a biorąc pod uwagę korzyści płynące z uwolnienia potencjału OZE w kraju, jego wysokość nie powinna być kontestowana, a wręcz przeciwnie, traktowana jako niezbędne minimum” – pisze Instrat w komentarzu.

Trudniej będzie, jeśli europejski cel zostanie podniesiony. Domaga się tego m.in. WWF, pisząc, że powinien wynosić przynajmniej 50 proc.

Opór polskich lasów

Plany Komisji przewidują również położenie większego nacisku na gospodarkę leśną i użytkowanie gruntów. Chodzi o ograniczanie emisji w rolnictwie, ochronę lasów pierwotnych i większe monitorowanie lasów w ogóle. W Polsce wybrzmiewa na razie przede wszystkim kwestia lasów, zwłaszcza że Lasy Państwowe europejskim pomysłom się przeciwstawiają.

„Pozostawienie wielkich obszarów leśnych w Europie nietkniętych ludzką ręką to aberracja, a realizacja unijnej strategii leśnej doprowadzi do katastrofy” – alarmował już na łamach „PB” Józef Kubica, p.o. dyrektora generalnego Lasów Państwowych.

WWF natomiast ostrzega przed pomysłami prostego rekompensowania emisji w danym sektorze za pomocą np. sadzenia drzew, które pochłaniają CO2.

„Należy zdecydowanie rozdzielić emisje i pochłanianie. Pochłanianie w tym sektorze jest niestabilne i trudno mierzalne, nie można zatem go porównywać „tona za tonę” z emisjami z paliw kopalnych, czy też używać do offsetowania opóźniając działania klimatyczne w innych sektorach” – alarmuje WWF.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.
Zieloną gospodarkę wspierają

Organizator

Puls Biznesu

Patroni honorowi

Ministerstwo infrastruktury Ministerstwo Klimatu i Środowiska Ministerstwo Rozwoju i Technologii

Polecane