Gdzie kryje się twoja emerytura

Krzysztof Kolany, pb.pl
opublikowano: 28-04-2019, 22:00

Konto i subkonto ZUS, OFE, PPE, PPK, IKE, IKZE, prywatne plany emerytalne — wszędzie tam może ukrywać się twoja przyszła emerytura. W gąszczu zmieniających się przepisów łatwo się zgubić i zatracić świadomość tego, czego można się spodziewać na starość

Kiedyś wszystko było prostsze. Do roku 1999 jedynym źródłem emerytur w Polsce był państwowy ZUS. W tzw. starym systemie wysokość emerytury zależała tylko od stażu pracy i wysokości ostatniego wynagrodzenia.

W ZUS przyszli i obecni emeryci mają nie tylko konto podstawowe, ale także subkonto. Ci, którzy nie będą chcieli przenieść resztki pieniędzy z OFE na nowe IKE, też trafią do państwowego molocha
Zobacz więcej

EMERYTALNE CENTRUM:

W ZUS przyszli i obecni emeryci mają nie tylko konto podstawowe, ale także subkonto. Ci, którzy nie będą chcieli przenieść resztki pieniędzy z OFE na nowe IKE, też trafią do państwowego molocha Fot. Marek Wiśniewski

Był to system patologiczny i niewydolny, ponieważ obiecywał wysokie emerytury, których ciężar był nie do udźwignięcia przez starzejące się społeczeństwo. Reforma z 1999 r. zastąpiła niemożliwy do utrzymania model zdefiniowanego świadczenia systemem zdefiniowanej składki. Znaczy to tyle, że nie wiesz, jaką otrzymasz wypłatę z systemu, ale wiesz, ile masz do niego wpłacać. To była esencja reformy emerytalnej sprzed 20 lat. OFE było tyko dodatkiem, który w założeniach miał zrekompensować dramatyczny spadek stopy zastąpienia przewidziany w nowym modelu. O ile bowiem ludzie objęci starym systemem zusowskim mogli liczyć na emeryturę przekraczającą 60 proc. ostatniego wynagrodzenia, to już kolejne roczniki będą musiały się zadowolić stopą zastąpienia rzędu 30 proc. lub nawet jeszcze niższą.

Emerytury obiecane przez ZUS

Obecnie składka na „ubezpieczenia społeczne” wynosi 34,09 proc. wynagrodzenia brutto, w czym składka emerytalna to 19,52 proc. pensji. „Składki na ZUS” są od razu wypłacane obecnym emerytom. W Funduszu Ubezpieczeń Społecznych nie ma żadnych „odłożonych” przez ciebie pieniędzy. ZUS będący operatorem FUS-u zapisuje jedynie informację o tym, ile pieniędzy ci odebrano i ile w przyszłości obiecuje ci wypłacić.

Gdy po osiągnięciu wieku emerytalnego zgłosisz się po emeryturę, ZUS podzieli zapisaną w systemie informację o zgromadzonym „kapitale emerytalnym” (czyli pieniądzach odebranych ci w trakcie kilkudziesięciu lat pracy) przez liczbę miesięcy, jaką według tablic GUS-u statystycznie „powinieneś” jeszcze przeżyć. Jeśli otrzymana wartość będzie wyższa od emerytury minimalnej, to będzie wyznaczała twoje miesięczne świadczenie. ZUS gromadzi informację o tym, ile pieniędzy z przymusowo odprowadzonych składek zasiliło twoje konto emerytalne.

To jest właśnie ta kwota, o której co roku jesteś informowany zielonymi listami wysyłanymi przez zakład. Co roku wpłacone składki są waloryzowane wskaźnikiem równym inflacji CPI powiększonym o „realny wzrost sumy przypisu składek na ubezpieczenie emerytalne” w roku poprzednim. Zatem zusowska waloryzacja zależy od oficjalnych danych o wzroście cen koszyka dóbr konsumpcyjnych (CPI) oraz od realnego wzrostu wartości składek płynących do ZUS. Waloryzacja za 2018 r. była dość hojna (to pochodna znakomitej koniunktury na rynku pracy) i wyniosła 8,68 proc. Średnia za lata 2001-18 to 6,11 proc., a więc wyraźnie powyżej przeciętnej inflacji CPI w tym okresie (2,1 proc.). „Kapitał” emerytalny zewidencjowany na koncie ZUS nie podlega dziedziczeniu.

Osobną kwestią jest subkonto ZUS, na którym zostały zaksięgowane środki pochodzące ze „skoku na OFE”. Subkonta pojawiły się jednak wcześniej — już w 2011 r. przekierowano na nie część składki, która wcześniej trafiała do OFE (początkowo 4,38 proc., a później już 7,3 proc. pensji brutto, jeśli nie wybrałeś pozostania w OFE). W marcu 2014 r. to właśnie na specjalnym subkoncie emerytalnym w ZUS pojawiła się informacja o aktywach, które „zniknęły” z rejestrów OFE. W ten sposób rząd zamienił jawny dług publiczny w postaci obligacji skarbowych w dług ukryty, jakim jest zobowiązanie ZUS do wypłacenia emerytury w bliżej nieokreślonej przyszłości. Ponadto na subkoncie zapisywane są pieniądze trafiające do ZUS w ramach tzw. suwaka, przy pomocy którego na 10 lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego przechodzą aktywa z OFE.

Różnice między kontem a subkontem w ZUS są dwie. Po pierwsze, zapisy z subkonta podlegają dziedziczeniu na zasadach podobnych do tych, jakie obowiązują w OFE. Po drugie, odmienny jest wskaźnik waloryzacji zewidencjonowanych składek. W przypadku subkonta stanowi on równowartość średniorocznego wzrostu nominalnego PKB za ostatnie 5 lat. Za rok 2017 waloryzacja wyniosła 3,99 proc., a średnia z lat 2013-17 to 4,67 proc. Konto i subkonto w ZUS łączy jeden zasadniczy fakt: są to tylko i wyłącznie obietnice państwa polskiego złożone przyszłym emerytom. Nie ma tam żadnych pieniędzy, obligacji czy innych aktywów finansowych — istnieje jedynie zapis księgowy będący informacją o zaksięgowanych składkach. Rok temu GUS oszacował wielkość zobowiązań drzemiących w systemie emerytalnym na astronomiczną kwotę 4,96 bln zł! Ponad 80 proc. tych zobowiązań to zapisy na kontach ZUS. Pozostałe 20 proc. to długi państwa wobec grup emerytalnie uprzywilejowanych. I tak KRUS to 325 mld zł „pozabilansowych” zobowiązań z tytułu nabytych uprawnień emerytalno-rentowych. Emerytury mundurowe to kolejne 392 mld zł, zaś świadczenia obiecane sędziom i prokuratorom to przyszły koszt rzędu 34,3 mld zł.

Filar kapitałowy, czyli OFE i PPK

20 lat temu odpowiedzią na oczekiwane niskie emerytury z ZUS miał być przymusowy filar kapitałowy. Do otwartych funduszy emerytalnych przymusowo zostali zapisani wszyscy pracujący (i prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą) urodzeni po roku 1968. Funduszom pozwolono pobierać wysokie prowizje stanowiące wynagrodzenie za kupowanie obligacji Skarbu Państwa i akcji spółek notowanych na GPW w zamian za pieniądze płynące z ZUS, będące częścią odprowadzanej tam składki emerytalnej (a dokładnie: 7,3 proc. wynagrodzenia brutto). Kombinacja przymusowego uczestnictwa, odgórnego benchmarku i złego zarządzania finansami państwa okazała się druzgocącadla OFE. W latach 2011-14 rząd Donalda Tuska dokonał dwóch zaborów OFE i pięć lat temu praktycznie zaorał II filar emerytalny. W zgodnej opinii Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego aktywa OFE były (i wciąż są) częścią finansów publicznych.

W kwietniu 2019 r. rząd Mateusza Morawieckiego postanowił dokończyć dzieła poprzedników i ostatecznie zlikwidować pozostałości po przymusowym filarze kapitałowym. W myśl proponowanej ustawy aktywa OFE trafią na indywidualne konta emerytalne (IKE) 15,84 mln uczestników systemu. W ten sposób rozdysponowane zostanie około 162 mld złotych, które w niemal 80 proc. ulokowane są w akcjach notowanych na GPW. W ramach likwidacji OFE rząd pobierze 15 proc. „opłaty przekształceniowej”, na czym państwo zarobi około 20 mld zł. Zniknie za to „suwak”, a cała składka emerytalna trafi do ZUS.

Reszta aktywów znajdzie się na prywatnych IKE, ale nie będzie można ich spieniężyć przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Według deklaracji obecnie rządzących wypłata z IKE ma być zwolniona z podatku PIT. Po uwzględnieniu opłaty przekształceniowej na IKE uczestnika OFE trafi średnio niemal dziewięć tysięcy złotych pod postacią jednostek funduszy inwestycyjnych. Dalsze wpłaty na IKE tak samo jak dzisiaj będą dobrowolne.

Drugą nogą nowego filara kapitałowego mają stać się pracownicze plany kapitałowe (PPK) wspólnie z już istniejącymi pracowniczymi programami emerytalnymi (PPE). Ustawa o PPK zakłada, że od 1 lipca pracownicy zatrudnieni w największych firmach (tj. zatrudniających ponad 250 osób) zostaną z automatu zapisani do PPK. Od 1 stycznia 2021 r. PPK ma objąć wszystkich etatowców, którzy nie ukończyli 55 lat. Zapis do PPK będzie automatyczny, ale ustawa zapewnia możliwość wypisania się. Oszczędności zgromadzone w ramach PPK mają być naszą prywatną własnością i będą dziedziczone.

Rząd wzbrania się przed porównywaniem PPK z OFE. Lecz w praktyce nowy system w pewnej mierze powiela rozwiązania sprzed 20 lat. Pieniądze wpływające do PPK mają być w 70 proc. inwestowane w polskie aktywa — głównie w akcje największych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie. Różnica między PPK a OFE to przede wszystkim dobrowolność uczestnictwa oraz prywatny charakter zgromadzonych oszczędności. W PPK będą to pieniądze już opodatkowane, natomiast do OFE trafiała część składki emerytalnej, co czyniło zeń pieniądze publiczne. Podobieństwem jest masowość uczestnictwa oraz brak dywersyfikacji geograficznej inwestowanego kapitału.

Po zapisaniu do PPK pracownikowi potrąci się 2 proc. wynagrodzenia brutto, które zasili jego konto emerytalne. Pracodawca dorzuci minimum 1,5 proc., co w praktyce oznacza dodatkowe opodatkowanie i tak już bardzo wysoko opodatkowanej pracy (obecnie tzw. klin podatkowy w Polsce wynosi blisko 40 proc.). Z emerytalną pomocą przybędą też podatnicy, którzy dorzucą 240 zł rocznie oraz 250 zł jednorazowej „dopłaty powitalnej”. Kapitał pracujący w ramach PPK zostanie zwolniony z podatku od zysków kapitaowych, ale tylko w sytuacji, gdy wypłata zostanie rozłożona na przynajmniej 120 miesięcznych rat.

Co więcej, „bezkarnej” wypłaty z PPK — czyli bez utraty dopłat i bez podatku — będziemy mogli dokonać dopiero po ukończeniu 60 roku życia. Strona rządowa oraz analitycy zakładają, że zdecydowana większość zapisanych pozostanie w PPK. Ministerstwo Finansów założyło 75-procentową partycypację, co według optymistycznych obliczeń może się przełożyć na 6-12 mld złotych rocznego napływu gotówki na polski rynek kapitałowy. Analitycy państwowego DM PKO BP są bardziej sceptyczni i szacują skalę wpływu PPK na 2,2 mld zł w 2019 r. i 7,7 mld zł rok później. Co przy średnim udziale inwestycji w akcje na poziomie 40 proc. oznaczałoby coroczny napływ rzędu 3-6 mld zł w następnych dwóch latach. Przy założeniu, że od roku 2021 do PPK będzie trafiać 15 mld zł, to w ciągu dekady aktywa tam zgromadzone zrównają się z tym, co obecnie mamy w OFE.

Firmy uciekną przed PPK?

Jednakże część dużych przedsiębiorstw zamierza skorzystać z furtki, jaką daje ustawa o PPK. W tym celu pracodawcy zaczęli nagle zakładać nieco już zapomniane pracownicze programy emerytalne. Między wrześniem a połową lutego złożono aż 108 wniosków o wpis do rejestru PPE, podczas gdy w całym 2017 r. przybyło tylko 48 takich programów.

Przed PPK ucieczką salwuje się nawet państwowa Jastrzębska Spółka Węglowa, która przy wsparciu zakładowej Solidarności namawia pracowników do przystąpienia do PPE. Pracownicze programy emerytalne to brat OFE, także powołany do życia reformą emerytalną sprzed ponad 20 lat. W zasadzie PPE niewiele się różnią od wprowadzanych obecnie PPK. Zasadniczą różnicą jest tylko brak powszechności.

PPE są zakładane dobrowolnie przez pracodawcę, który z własnej kieszeni może wpłacać na rachunek emerytalny pracownika do 7 proc. jego wynagrodzenia brutto. Pieniędzmi zarządzają licencjonowane firmy finansowe (TFI, zakłady ubezpieczeń itp.) inwestując na rynku kapitałowym. Podobnie jak w PPK przysługuje zwolnienie z podatku Belki oraz brak opodatkowania wypłacanej emerytury. PPE miały być zrębem tzw. III filara — czyli prywatnych i dobrowolnych oszczędności stanowiących uzupełnienie przymusowego filara pierwszego i drugiego. Ale jakoś się nie przyjęły. Według ostatnich dostępnych danych Komisji Nadzoru Finansowego na koniec 2017 r. funkcjonowały 1053 pracownicze programy emerytalne, którymi objętych było 395,8 tys. osób, co stanowiło zaledwie 2,4 proc. ogółu pracujących. Niewielkie były też zgromadzone przez nich aktywa — tylko 12,6 mld zł. Trudno więc mówić o powszechności tego rozwiązania, aczkolwiek perspektywa obligatoryjnego zaoferowania PPK dopinguje pracodawców do utworzenia PPE, które generują niższe koszty.

Kulejący trzeci filar

Kolejne ekipy rządzące miały świadomość, że dobrowolne oszczędności emerytalne Polaków są niewystarczające. Dlatego w 2004 r. ustawodawca powołał do życia indywidualne konta emerytalne. Tak, te same IKE, na które teraz premier Mateusz Morawiecki chce nam przelać środki z OFE. Czym są IKE? Zasadniczo jest to ustanowiony ustawą wehikuł inwestycyjny, w ramach którego zaoferowano nam zwolnienie od podatku Belki dla oszczędności emerytalnych — podatek zapłacimy tylko wtedy, gdy wypłacimy pieniądze przed 60 urodzinami.

Rachunek IKE możemy otworzyć w banku, funduszu inwestycyjnym, zakładzie ubezpieczeń albo w domu maklerskim lub dobrowolnym funduszu emerytalnym. Przy czym każdy może mieć tylko jedno konto IKE. Rachunki IKE są całkowicie i bezdyskusyjnie prywatne, dziedziczne, wpłaty nań są dobrowolne, a pieniądze można wypłacić w każdym momencie (choć przy przedterminowej wypłacie zapłacimy podatek Belki). Zasadniczym ograniczeniem jest roczny limit wpłat, który od 2009 roku wynosi równowartość trzykrotności przeciętnego prognozowanego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej. W 2019 r. limit wpłat na IKE to 14 295 zł. Przynajmniej do niedawna IKE cieszyły się umiarkowaną popularnością. Na koniec 2018 r. funkcjonowało niespełna milion kont IKE, na których zgromadzono prawie 8,7 mld zł. Dominowały IKE prowadzone przez zakłady ubezpieczeń (56,5 proc. ogółu rachunków) oraz fundusze inwestycyjne (31,5 proc.).

Władza liczy, że po przetransferowaniu środków z OFE przybędzie kilkanaście milionów rachunków IKE, co upowszechni ten model oszczędzania i zachęci Polaków do dokonywania dobrowolnych wpłat. Najmłodszym dzieckiem trzeciego filara są indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego, które zostały nam zaoferowane w ramach swoistej rekompensaty po pierwszym rozbiorze OFE w 2011 r. IKZE jako jedyne oferuje bezwarunkowe zwolnienie z podatku Belki, a także istotną ulgę w podatku dochodowym (PIT), pozwalając odliczyć wpłaconą kwotę od podstawy opodatkowania. Roczny limit wpłat na IKZE ustalono na 1,2-krotność przeciętnego prognozowanego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej. W 2019 r. limit ten wynosi 5718 zł, co przy 18-procentowej stawce PIT pozwoli odliczyć od podatku ponad tysiąc złotych.

IKZE możemy założyć w banku (ale wtedy ograniczamy się tylko do lokat), w zakładzie ubezpieczeń, towarzystwie funduszy inwestycyjnych (ale wtedy mamy do wybory tylko fundusze jednego TFI), powszechnym towarzystwie emerytalnym (PTE) lub w biurze maklerskim. I właśnie ten ostatni model jako jedyny jest wart polecenia. Wystarczy założyć rachunek maklerski IKZE i mamy nieopodatkowany dostęp do wszystkich instrumentów kasowych notowanych na GPW, NC i Catalyst. Czyli akcji, obligacji, certyfikatów strukturyzowanych i ETF-ów. Wpłaty na IKZE są dobrowolne, a ich wysokość zależy tylko od nas. Rzecz jasna kapitał zgromadzony w IKZE podlega dziedziczeniu.

O ile IKE są niezbyt modne, to IKZE są produktem niszowym. Na koniec 2018 r. istniało ponad 730 tysięcy IKZE, ale na niespełna 230 tys. w zeszłym roku wpłacono jakiekolwiek pieniądze. Łącznie na IKZE zgromadzono 2,3 mld zł, z czego 82 proc. na rachunkach prowadzonych przez TFI i zakłady ubezpieczeń. IKZE w formie rachunku maklerskiego posiadało zaledwie 11 tys. osób.

Cała nadzieja w IV filarze

Wszystkie opisane przypadki w mniejszym bądź większym stopniu zależą od państwa polskiego i jego przyszłej wypłacalności. A także od malejącej w czasie — szybciej bądź wolniej — siły nabywczej złotego. Zarówno filar pierwszy (ZUS), jak i trzeci (PPK, IKE, IKZE itp.) zapisane są w ustawach, które każda większość sejmowa może łatwo i szybko zmienić. Rzecz jasna niekoniecznie z korzyścią dla przyszłych emerytów.

Dlatego tak ważne jest wszystko to, co trzymamy w tzw. czwartym filarze. Są to wszystkie nasze oszczędności gromadzone z daleka od państwa. Owszem, gra w ramach IKE czy IKZE, a może nawet PPK jest warta świeczki ze względu na zaoferowane przez władzę przywileje podatkowe. Ale oprócz tego warto mieć w zanadrzu coś jeszcze. Czy to jakiś prywatny plan emerytalny, samodzielne inwestycje na rynku kapitałowym, nieruchomości czy złoto bulionowe. To tu upatrywałbym szans na finansową niezależność. A tym, którzy jej nie zdołają osiągnąć, pozostaje liczyć na najstarszy system zabezpieczenia emerytalnego — własne dzieci.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany, pb.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu