GetBack sprzedaje akcje, by zyskać na obligacjach

aktualizacja: 20-06-2017, 10:58

Spółka ma plan detronizacji lidera rynku. Przyziemnym powodem giełdowego debiutu jest jednak zbicie kosztów finansowania

Od 26 czerwca do 3 lipca 2017 r. inwestorzy indywidualni będą mogli się zapisywać na akcje spółki windykacyjnej GetBack. Niegdyś była częścią grupy Leszka Czarneckiego. W połowie czerwca 2016 r. została jednak sprzedana konsorcjum funduszy z Abris Capital Partners na czele, a obecnie jej stosunki z dawnym właścicielem są chłodne.

Na początku czerwca 2017 r. GetBack wypowiedział umowę zarządzania częścią portfela inwestycyjnego Open Finance Wierzytelności Detalicznych Niestandaryzowanego Sekurytyzacyjnego FIZ. Podobnie postąpiła związana z GetBackiem kancelaria prawna. Obie oczekują przy tym od grupy Leszka Czarneckiego wypłaty 102 mln zł z tytułu wynagrodzenia za obsługę funduszu. Getin Noble Bank, będący większościowym uczestnikiem FIZ-u, twierdzi, że roszczenie to nie ma uzasadnienia.

— To dodatkowo potwierdza, że jesteśmy niezależni od byłej grupy kapitałowej — podkreśla Konrad Kąkolewski, prezes GetBacku. Cena, po jakiej na akcje będą się mogli zapisywać inwestorzy indywidualni, to 27 zł. 

Jaka będzie ostatecznie — okaże się dzień po zakończeniu zapisów w transzy detalicznej. Wtedy też znana będzie skala oferty. Nowi akcjonariusze mogą docelowo objąć 40 proc. akcji. Sprzedawane papiery są jednak podzielone na dwie pule. Pierwsza trafi do sprzedaży na pewno. Będą to nowe akcje, dzięki którym kapitał spółki ma zostać podniesiony o 25 proc.

— Z emisji nowych akcji zamierzamy pozyskać 400-500 mln zł — mówi Konrad Kąkolewski. W optymistycznym scenariuszu oferta może więc opiewać nawet na 1 mld zł. W zanadrzu czeka bowiem druga taka sama transza, należąca do obecnego właściciela. Zostanie sprzedana, jeśli dopisze popyt.

— Zakładam, że większość instytucji finansowych będzie się przyglądać tej ofercie ze względu na wielkość spółki. Część inwestorów weźmie w niej udział, dla części może okazać się zbyt ryzykowna. Spółka w ostatnich latach bardzo dynamicznie się rozwija, istotnie poprawia wyniki finansowe. Ale inwestorzy będą brać pod uwagę różne czynniki ryzyka, w tym zadłużenie. Wydaje się, że obecnie spółce sprzyja dobra sytuacja na rynkach finansowych i w polskiej gospodarce. Otwarte pozostaje pytanie, co potem — komentuje Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Wyciskają jak cytrynę

Aktywa, jakie GetBack ma pod zarządzaniem, wynoszą obecnie 22,7 mld zł. Statystyczny dłużnik spłaca swoje zobowiązanie po 383 zł miesięcznie. — Wyróżnia nas to, że nigdy nie oferujemy umorzenia długu — podkreśla Konrad Kąkolewski.

Przed Bożym Ciałem spółka wzięła udział w tysięcznym przetargu na sprzedaż wierzytelności. Około 82 proc. wartości nominalnej wszystkich kupionych wierzytelności stanowią niespłacane kredyty bankowe, natomiast 8 proc. przypada na rachunki telekomunikacyjne. Pod względem zakupów portfeli, odzysków z portfeli własnych i zarządzanych oraz zysku netto za 2016 r., spółka ustępuje jedynie Krukowi.

— Obecnie jesteśmy numerem dwa, będziemy numerem jeden — obiecuje Konrad Kąkolewski.

Chęć zwiększania skali biznesu oznacza, że spółka nie planuje na razie wypłacania dywidendy. Prezes przyznaje też, że spadające choć wciąż wysokie ROE (zwrot z kapitału własnego) jest na dłuższą metę nie do utrzymania. Na spadek ROE wpłynie samo podwyższenie kapitału w wyniku obecnej emisji. Ma ona jednak poprawić sytuację dłużną spółki. Dług netto do EBITDA po pierwszym kwartale 2017 r. wynosił 3,4. W stosunku do kapitałów własnych było to 2,1.

— Jest jedna rzecz, którą każdy może wytknąć nam palcem i będzie miał rację. To dług netto do kapitałów własnych. Dlatego właśnie idziemy na giełdę — przyznaje Konrad Kąkolewski. Według niego planowane podwyższenie kapitału pozwoli obniżyć marże na emitowanych przez windykatora obligacjach o 1,2 pkt. proc. Jeszcze w czerwcu 2017 r. sprzedawał papiery dłużne z marżą 4,2 pkt. proc. ponad WIBOR. Po podwyższeniu kapitału GetBack chce więc oferować odsetki zbliżone do Kruka, któremu planuje odebrać koszulkę rynkowego lidera.

Nieświadomość pomaga

Głównym czynnikiem ryzyka dla spółki jest potencjalna zmiana prawa. Ministerstwo Sprawiedliwości planuje skrócenie podstawowego okresu przedawnienia roszczeń z 10 do 6 lat. Sąd z urzędu będzie też musiał ustalić, czy termin przedawnienia minął. — Cały rynek windykacyjny bazuje na niskiej świadomości prawnej społeczeństwa, z tym że dłużnicy nie powołają się na kwestię przedawnienia. Jeśli sąd będzie sprawdzał, czy sprawa jest przedawniona, to trudno, by przedawnienia nie zauważył — tłumaczy Konrad Kąkolewski. Nie obawia się natomiast zmiany ustawy o komornikach.

— Ona nam nie zagraża, bo dotyczy zupełnie innego segmentu długów niż te, którymi się zajmujemy — twierdzi Konrad Kąkolewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / GetBack sprzedaje akcje, by zyskać na obligacjach