GetBacku powrót do przeszłości

Rozmawiali: Eugeniusz Twaróg, Grzegorz Nawacki
opublikowano: 11-06-2018, 22:00

O tym, jak i po co ratuje spółkę, dlaczego układ to najlepsze rozwiązanie i na co mogą liczyć obligatariusze i akcjonariusze — opowiada Przemysław Dąbrowski, prezes GetBacku

„PB”: Ujemne kapitały, ponad 1,3 mld zł straty, 2,4 mld zł zobowiązań, a aktywa pracujące 1,8 mld zł. Czy istnienie GetBacku ma dalszy sens?

Przemysław Dąbrowski to jeden z najlepszych specjalistów od finansów w kraju. Przez wiele lat był członkiem zarządu i dyrektorem finansowym PZU, odpowiadając m.in. za projekt wprowadzenia spółki na GPW. Wcześniej był menedżerem m.in. w firmach doradczych AT Kearney i Accenture. Po odejściu z PZU zainwestował w start-upy. Z głównym akcjonariuszem GetBacku poznał się, przygotowując projekt inwestycyjny, który ostatecznie nie został zrealizowany.
Zobacz więcej

DOŚWIADCZONY FINANSISTA:

Przemysław Dąbrowski to jeden z najlepszych specjalistów od finansów w kraju. Przez wiele lat był członkiem zarządu i dyrektorem finansowym PZU, odpowiadając m.in. za projekt wprowadzenia spółki na GPW. Wcześniej był menedżerem m.in. w firmach doradczych AT Kearney i Accenture. Po odejściu z PZU zainwestował w start-upy. Z głównym akcjonariuszem GetBacku poznał się, przygotowując projekt inwestycyjny, który ostatecznie nie został zrealizowany. Fot. Marek Wiśniewski

Przemysław Dąbrowski, prezes GetBacku: Ma sens i uważam, że jest to najlepsze rozwiązanie dla naszych wierzycieli. W scenariuszu upadłości firma jest likwidowana i jedyne, co można zrobić, to sprzedać wierzytelności. Teoretycznie to kuszące rozwiązanie: co się da sprzedajmy i spłaćmy obligatariuszy. Z punktu widzenia obligatariuszy to jednak dużo gorszy scenariusz. Firma windykacyjna ściąga wierzytelności, a te są jak żywność — jeśli nie są obsługiwane, zaczynają się psuć. Jeśli do spółki wejdzie syndyk, to biznes stanie, ludzie przestaną pracować, czyli windykować, i wartość aktywów będzie bardzo szybko spadać. Ponadto, jeśli na rynek trafią w jednym czasie portfele wierzytelności o tak dużej wartości, to albo nikt ich nie będzie w stanie kupić, albo zażąda dużego dyskonta.

Biorąc pod uwagę efektywność serwisu i jakość portfeli, czy jesteście w stanie zrealizować założenia układu zaproponowanego obligatariuszom? Czy nie lepiej sprzedać portfele i zaspokoić obligatariuszy indywidualnych, ratując tym samym rynek obligacji korporacyjnych detalicznych przed zupełną katastrofą, a następnie wejść w układ z obligatariuszami instytucjonalnymi?*

Popatrzmy na strukturę zadłużenia: najwięcej zobowiązań mamy wobec obligatariuszy indywidualnych. Mamy 2,4 mld zł zobowiązań do spłaty i 1,8 mld zł aktywów pracujących. Wymuszona sprzedaż aktywów, bez serwisowania, pozwoli uzyskać może 30 proc. wyjściowej wartości. Do obligatariuszy wróci zatem w najlepszym razie około 400 mln zł, czyli niewiele. To jeden scenariusz. Drugi to działanie w modelu „run off”: spółka działa tylko po to, żeby do końca serwisować portfele i spłacać zobowiązania. Teoretyczne do odzyskania jest 1,8 mld zł. W tym scenariuszu obligatariusze zostają jednak z ryzykiem operacyjnym co do wielkości odzysków. My zaproponowaliśmy trzecią ścieżkę wyjścia z problemów: zawieramy układ, stabilizujemy biznes, za rok wychodzimy na rynek z emisją akcji, by pozyskać pieniądze na zakup nowych portfeli. W tym scenariuszu zakładamy powrót GetBacku do sytuacji z 2015 r. Ten scenariusz daje największe korzyści zarówno obligatariuszom, jak też akcjonariuszom. Będzie ciężko, ale skoro to wykonalne i w dodatku najkorzystniejsze z punktu widzenia obligatariuszy, to mamy obowiązek podjąć się realizacji tego scenariusza.

Co z opcją wprowadzenia inwestora, o której wciąż mówi Konrad Kąkolewski, były prezes? Na ile jest ona realna?

Gdyby to, co mówił były prezes, potwierdzało się w rzeczywistości, nie bylibyśmy dziś w miejscu, w którym jesteśmy. Niezależnie od tego bierzemy pod uwagę opcję z inwestorem strategicznym. Spotkaliśmy się z kilkoma inwestorami strategicznymi, ale trzeba zdawać sobie sprawę z realiów, w jakich działamy: spółka nie ma jeszcze zatwierdzonego sprawozdania finansowego za 2017 r., jej notowania są zawieszone, jest niepewność dotycząca układu. Spotykamy się, rozmawiamy, ale dzisiaj nikt nie jest gotowy podpisać z nami nawet listu intencyjnego.

Były prezes przekonuje, że jest kolejka chętnych inwestorów…

Nam, jako nowemu zarządowi, zależy na wiarygodności. Chcemy pokazać odpowiedzialność i nie zamierzamy nikogo wprowadzać w błąd. Prawda jest taka, że nie natrafiliśmy w spółce na jakikolwiek ślad zaawansowanych rozmów z inwestorami, świadczących o ich gotowości do inwestycji.

Jest jeszcze scenariusz zakładający sprzedaż wybranych portfeli.

To jedna z opcji, nad którą się zastanawiamy. Polegałaby na tym, że w trakcie realizacji układu próbujemy za pośrednictwem platformy aukcyjnej sprzedawać niektóre portfele. Ta opcja nie została jeszcze wyceniona, ale rozważamy, jak można zrealizować ją operacyjnie. Jest to interesujący scenariusz, niemniej — jak wynika z naszych rynkowych analiz i konsultacji — czas sprzedaży wszystkich portfeli to rok-półtora roku, głównie ze względu na due diligence. Problem ze sprzedażą wierzytelności polega na tym, że w trakcie windykacji można popełnić takie błędy, które zmniejszają wartość portfeli. Standardowo przy umowach kupna-sprzedaży między dwoma spółkami windykacyjnymi kupujący ma prawo zwrócić taką wierzytelność (tzw. cesja zwrotna), oczywiście jeśli udowodni, że sprzedający ewidentnie popełnił błędy w procesie windykacji. Jest to opcja trudna do przeprowadzenia bez układu, bo nabywca nie ma gwarancji, że spółka, od której kupi portfele, będzie jeszcze istnieć. Stąd w naszym przypadku wycena portfeli przed taką transakcją byłaby dużo trudniejsza i trwałaby dłużej.

Z informacji płynących z rynku wynika, że GetBack kupował przedawnione długi. Sprawą zajmował się Rzecznik Finansowy. Czy dużo jest takich przypadków?

Na pewno GetBack był agresywnym graczem. Dzisiaj nie jesteśmy w stanie opisać skali zjawiska. Chcę jasno i wyraźnie powiedzieć, że czas takiej agresywnej polityki w GetBacku się skończył. Co do skali mogę tylko powtórzyć to, co powiedzieliśmy przy publikacji wstępnego sprawozdania: wartość odpisów nie powinna znacząco odbiegać od odpisów zrobionych na koniec 2017 r.

Czy po I kw. można powiedzieć to samo?

Nie mamy jeszcze wszystkich danych, ale wartość zakupów jest dużo niższa niż w poprzednich kwartałach. Prowadzimy weryfikację planu złożonego do sądu, korygując go o ustalenia audytora czy sytuację na rynku. W ciągu dwóch miesięcy będziemy gotowi.

Jak duże jest ryzyko, że ostatecznie zaproponujecie obligatariuszom konieczność jeszcze większej redukcji wartości obligacji?

Takie ryzyko istnieje zawsze, ale trudno ocenić, jak duże. Dziś trzymamy się oryginalnego planu. Opublikowaliśmy wstępne sprawozdanie finansowe za 2017 r. i sądzimy, że ostateczna wersja nie będzie znacząco od niego odbiegała. Na tej podstawie uznaliśmy, że wśród kilku opcji układ jest rozwiązaniem najsensowniejszym. Mamy duży portfel wierzytelności, ale jeszcze raz powtórzę, jest to produkt podobny do żywności, która po odłączeniu lodówki od prądu zacznie się natychmiast psuć. Może kosztować np. 10 tys. zł, ale za miesiąc będzie niewiele warte. Długi muszą być serwisowane, co do tego jesteśmy przekonani. Jeśli nie będą, to nie ma szans na to, że uda się odzyskać więcej i należy się pogodzić z redukcją wartości obligacji.

Jeśli zawrzemy układ, a notowania zostaną odwieszone, co — mam nadzieję — stanie się po publikacji wyników za I kw. 2018 — i w niezakłócony sposób będziemy działać przez osiem miesięcy, czyli realizować plan odzysku, to biorąc pod uwagę fakt, że jesteśmy sprawną platformą i działamy na atrakcyjnym rynku, będziemy interesującym celem inwestycyjnym.

Wygląda to tak, jakby obligatariusze mieli sfinansować przetrwanie platformy, która pozwoli akcjonariuszom odzyskać przynajmniej część zainwestowanego kapitału.

Wręcz przeciwnie. To jest trochę dyskusja o cenie konwersji. Jeśli będzie ona odpowiednia, wszyscy obligatariusze zyskają na wzroście wartości biznesu. Co do akcjonariuszy, są oni obecnie w bardzo trudnej sytuacji. Nawet w skrajnym scenariuszu obligatariusze coś dostaną, a akcjonariusze — zero. Nam chodzi o to, żeby każda z tych grup straciła najmniej, jak to możliwe.

O ile musiałaby wzrosnąć wartość spółki, żeby niezabezpieczeni obligatariusze odzyskali swoje 34,5 proc. odcięte w ramach układu?

Proszę pamiętać, że redukcja wartości obligacji na poziomie 34 proc. to nasza wstępna propozycja. Natomiast co do wartości GetBacku, postawię pytanie inaczej:czy spółka jest w stanie wrócić do wyceny ponad 1 mld zł? Jeśli w określonym czasie ustabilizuje biznes, będzie serwisowała portfele, a w przyszłym roku pozyska kapitał i w III kw. wróci na rynek kupna wierzytelności, to jest to jak najbardziej możliwe. Naszą ambicją jest, by za trzy lata spółka miała istotną wycenę rynkową, na tyle wysoką, żeby obligatariusze, którzy zgodzą się na konwersję długu na akcje, mogli skorzystać z opcji wyjścia.

Istotna, czyli jaka?

Bardzo prosto licząc, jeśli przy obecnych założeniach propozycji układowych redukcja wartości obligacji wynosi ponad 800 mln zł, to wzrost wartości spółki do 1 mld zł oznacza zaspokojenie obligatariuszy plus premię.

Z czego wynikają zastrzeżenia, że redukcja na poziomie 34 proc. to wstępna propozycja. Portfele są przecież audytowane. Czy chodzi o brak danych za I kw.?

Zastrzeżenie wynika z tego, że jako nowy zarząd chcemy być odpowiedzialni, wiarygodni i transparentni. Kończymy z polityką, w której obiecuje się więcej, niż dostarcza. Samo ryzyko wynika zaś z faktu, że nie wiemy jeszcze wszystkiego. Jeśli chodzi o nasze wstępne skonsolidowane sprawozdanie finansowe za 2017 r., to jesteśmy w miarę przekonani, że te liczby istotnie się nie zmienią, ale jest obszar biznesu, nieduży, gdzie nasza wiedza nie jest pełna. Jednym z elementów niepewności jest I kw. Nie wiemy ponadto, na ile elastyczna jest grupa zabezpieczonych wierzycieli i obligatariuszy.

Czy obecnie działalność operacyjna pokrywa koszty działania?

Źródła płynności są różne: obsługujemy portfele, mieliśmy też ratunkowe wsparcie w formie pożyczek od DNLD Holdingu, głównego akcjonariusza — od kwietnia było to prawie 21 mln EUR. Działalność operacyjna historycznie została tak zbudowana, że GetBack, jako serwisant portfeli wierzytelności znajdujących się w funduszach, obciążał te portfele niepełnymi kosztami serwisu. Dzięki niższym kosztom portfele wykazywały się wyższą rentownością. W efekcie spółka mogła tłumaczyć, że płaci więcej za wierzytelności, bo ma wyższą efektywność. Model polegał więc na tym, że część kosztów operacyjnych była pokrywana z zaciąganego długu.

Obecnie jest tak, że część kosztów pokrywamy z przychodów z serwisowania portfeli, a resztę finansujemy z innych źródeł i pracujemy nad przebudowę umów z funduszami, tak żeby pokrywać pełne koszty.

Generalnie naszym celem jest obniżenie kosztów. Dlatego rozważamy różnorakie działania. Przedmiotem analiz są np. działania w kierunku zamknięcia inwestycji w Rumunii, Bułgarii i Hiszpanii. Znaczenie dwóch ostatnich rynków jest niewielkie — łącznie portfele posiadane tam przez GetBack mają wartość kilkunastu milionów złotych. Rumunia to większy biznes, mamy tam spółkę, która sama się finansuje. Rozpoczynamy poszukiwanie inwestora. Sprzyja nam to, że w Rumunii rynek pierwotny został zamrożony w skutek wprowadzenia regulacji i dzięki temu jest duży popyt na rynku wtórnym. Wycena naszych portfeli w Rumunii i Bułgarii na koniec 2017 r. wynosiła niespełna 105 mln zł.

Próbujemy również odzyskać depozyty wpłacone na poczet niezakupionych portfeli w Polsce i Hiszpanii czy zaliczki na poczet niewykonanych usług. Wypowiadamy również wiele umów generujących stałe koszty, których biznesowego uzasadnienia nie widzimy i które, mówiąc oględnie, budzą nasze wątpliwości, a nierzadko zdziwienie.

Jaka jest wartość aktywów GetBacku? Czy macie pełną wiedzę na temat wartości portfeli?

We wstępnym skonsolidowanym sprawozdaniu finansowym za 2017 r. podaliśmy wartość 1,752 mld zł i jest to wycena przy założeniu niepełnego stresowego scenariusza, zakładającego zmniejszenie efektywności ściągalności długów w związku z przejściowymi trudnościami spółki. Pełny scenariusz stresowy dotyczy upadłości GetBacku.

Czy w niepełnym scenariuszu jesteście w stanie obsługiwać zobowiązania?

Spółka działa operacyjnie, choć były pewne problemy z płynnością i przejściowe problemy z regulowaniem bieżących należności. Pracujemy bardzo mocno nad tym, żeby wrócić do poziomu serwisu sprzed sześciu miesięcy. Obcinamy koszty — chociażby wynajmu lokali, zmieniamy politykę dotyczącą używania samochodów, rozliczania paliwa, użycia kart służbowych. Obniżyliśmy pensję zarządu i zmieniamy system premii. Nie prowadzimy zwolnień grupowych, ale liczba pracowników zmniejszyła się w sposób naturalny. W ostatnim okresie gwałtownego rozwoju spółka zaczęła prowadzić działalnośći quasi-inwestycyjną. Dział produktów finansowych zatrudniał blisko 80 osób. Wygasiliśmy tę część biznesu. Zamykamy biura w Polsce, które zajmowały się dystrybucją produktów finansowych GetBacku, chociaż badamy, czym jeszcze. Dodam, że w ubiegłym roku miesięczne koszty działania spółki wynosiły 36 mln zł. To był biznes budowany ryzykownie, pod ogromny rozwój, na dużo większą skalę niż rynek polski.

Czy na bieżąco płacicie kooperantom serwisującym wasze portfele, bo sygnały z rynku są takie, że różnie z tym bywa?

Sytuacja nie jest idealna, ale staramy się płacić na bieżąco, by serwis przebiegał płynnie i bez przerw.

Czy obecna sytuacja Getbacku to pech, skutek nieudolności czy świadomego działania byłych szefów? **

To przedmiot badania odpowiednich organów. My w pełni z nimi współpracujemy i na bieżąco przekazujemy wszelkie informacje dotyczące działania byłych władz spółki. Niezależnie od stopnia nieprawidłowości biznes był budowany w nie do końca odpowiedzialny sposób. Połączenie przesadzonych ambicji i brakucierpliwości oraz braku opanowania kosztów pchnęło firmę na ścieżkę bardzo ryzykownego rozwoju. Błędem, w moim przekonaniu, było dobudowanie do spółki windykacyjnej działalności przypominającej zarządzanie aktywami, w tym dystrybucji instrumentów finansowych.

Jest wiele zawiadomień skierowanych do prokuratury przez Komisję Nadzoru Finansowego dotyczących podejrzanych transakcji. Zgadzacie się z nimi?

Mogę potwierdzić, że dochodziło do takich zdarzeń, jak opisane przez nadzór w komunikacie, ale nie tylko. Dokładnie analizujemy dotychczasowe działanie spółki. Każdą nieprawidłowość będziemy zgłaszać odpowiednim organom. Nie będzie zamiatania spraw pod dywan.

Czy Kenneth Maynard, były szef rady nadzorczej, który — jak pisał „PB” — bezzasadnie pobierał ze spółki pieniądze, zwrócił je?

Jeszcze nie, ale jesteśmy w kontakcie i liczymy na to, że pieniądze zostaną zwrócone w trybie, który wyraźnie wskazuje podpisany przez niego aneks do umowy.

Widzicie więcej podejrzanych transakcji?

Widzimy wiele transakcji i umów, które budzą nasze wątpliwości. Z jednej strony każdą z nich zamierzamy przeanalizować i sprawdzić. Z drugiej, musimy się skupić na przyszłości, a ona zależy od sprawności serwisu i jakości portfeli. I rzeczywiście, transakcje, o jakich informuje nadzór, się zdarzyły. Odnieśliśmy się do nich w sprawozdaniu i — naszym zdaniem — ich wpływ na biznes, przy obecnym poziomie odpisów, nie jest już duży. Mamy świadomość, że tego typu informacje budują negatywny wizerunek spółki, mają wpływ na morale pracowników, uderzają w jej wiarygodność, jest to jednak przeszłość.

Czy spółka złoży zawiadomienia do prokuratury?

Jesteśmy w trakcie przeglądania umów i analizy pozycji kosztowych. Każdą nieprawidłowość będziemy zgłaszać odpowiednim organom.

 

WSZYSTKO O GETBACKU SPRAWDŹ NA: www.pb.pl/tematy/getback

 

*Na początku maja nowy zarząd GetBacku złożył w sądzie wniosek o postępowanie układowe, proponując redukcję zobowiązań wobec obligatariuszy indywidualnych o 34,5 proc. i konwersję ich na akcje po cenie 8,63 zł z prawem do dywidendy od 2020 r.)

**W dziewięć miesięcy od IPO, podczas którego walory GetBacku kosztowały 18 zł, spółka handlująca wierzytelnościami wystąpiła do sądu o ochronę przed wierzycielami. Przyczyny wzlotu i upadku badają Komisja Nadzoru Finansowego i prokuratura, gdyż wiele wskazuje na to, że nie jest to po prostu biznesowy pech. Z całą pewnością spółka przeinwestowała: na masową skalę kupowała długi, finansując się z obligacji, również emitowanych w hurtowych ilościach. Zadłużenie z tego tytułu wyniosło 2,5 mld zł. Wiosną pojawiły się problemy z rolowaniem długu. GetBack zaczął na gwałt szukać kapitału, ale akcjonariusze nie byli skorzy sięgać po pieniądze. Gwoździem do trumny okazał się komunikat o rzekomych rozmowach o finansowaniu wartości 250 mln zł od PFR i PKO BP. Zainteresowani zdementowali informację. Kurs GetBacku runął i nadzór zawiesił notowania. Do dzisiaj nie zostały odwieszone.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiali: Eugeniusz Twaróg, Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / GPW / GetBacku powrót do przeszłości