Godzina dla rodziny burzy biznes

PSL proponuje 7-godzinny czas pracy dla rodzica, biznes tłumaczy, że rozłoży to pracę w fabrykach. To rozwiązanie dla biur, a nie przemysłu — dodają producenci

Przed weekendem ludowcy szumnie odkurzyli projekt ustawy zwany „godziną dla rodziny”. Oznacza to zmianę w kodeksie pracy, zgodnie z którą czas pracy pracownika będącego rodzicem lub opiekunem dziecka, które nie ukończyło 15 lat, nie może przekraczać 7 godzin. Jednocześnie ta nieprzepracowana godzina ma być normalnie opłacona. Jeżeli zatrudnieni są oboje rodzice lub opiekunowie, z uprawnień może korzystać jedno z nich.

Godzina mniej dziennie dla pracownika biurowego to zawsze jakiś
kłopot w organizacji pracy, ale do pokonania. Dla pracownika fabryki to rzecz
niewykonalna w praktyce, skoro część załogi będzie pracować przez 8 godzin —
przekonuje biznes i ostro oprotestowuje projekt ustawy, który zaprezentował
PSL. Ludowcy chcieli go już raz przeprowadzić — przepadł w maju 2017 r. w
Sejmie.
Zobacz więcej

PROJEKT I PRAKTYKA:

Godzina mniej dziennie dla pracownika biurowego to zawsze jakiś kłopot w organizacji pracy, ale do pokonania. Dla pracownika fabryki to rzecz niewykonalna w praktyce, skoro część załogi będzie pracować przez 8 godzin — przekonuje biznes i ostro oprotestowuje projekt ustawy, który zaprezentował PSL. Ludowcy chcieli go już raz przeprowadzić — przepadł w maju 2017 r. w Sejmie. Fot. Bloomberg

Głosowanie nad projektem odbędzie się na kolejnym posiedzeniu Sejmu, czyli w pierwszym tygodniu grudnia. I choć jest to projekt opozycji, którego szanse powodzenia nie są zbyt duże, to przedsiębiorców sprawa oburzyła.

— W obecnym projekcie czytamy, że jego wprowadzenie nie pociągnęłoby za sobą skutków finansowych dla skarbu państwa oraz dla budżetów jednostek samorządu terytorialnego. Wpłynie jednak z pewnością na budżety i funkcjonowanie firm. Takie przepisy wymagałyby przede wszystkim dużych zmian w organizacji pracy, zwłaszcza tam, gdzie obowiązuje system zmianowy. Do tworzenia dobrego prawa zawsze potrzebny jest czas, dużo pracy i zaangażowanie wszystkich zainteresowanych stron. Bez tego narażamy się na ryzyko zmniejszenia konkurencyjności Polski na mapie gospodarczej Europy — mówi Zygmunt Łopalewski, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej w Whirlpool Company Polska.

Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu, deklaruje wprost, że taka zmiana w kodeksie rozłoży produkcję.

— System, w którym część specjalistów przy produkcji pracuje 7, a część 8 godzin, tę produkcję rozkłada. Przecież jeśli od linii produkcyjnej odejdzie dwóch z siedmiu specjalistów, to linia musi być zatrzymana. Takie rozwiązanie być może sprawdzi się w sklepie czy w biurze, ale nie w fabryce — komentuje Piotr Kulikowski.

Piotr Lisiecki, prezes grupy Boryszew, też zwraca uwagę na różnicę między pracownikami biurowymi — w ich przypadku coraz częściej jest mowa o większej elastyczności czasu i miejsca pracy, a pracownikami fabryk.

— Wprowadzenie w życie tego rozwiązania będzie miało niekorzystny wpływ na przemysł. W przypadku większych firm może to oznaczać konieczność zatrudnienia dziesiątek, a może i setek nowych pracowników, co zwiększy koszty zatrudnienia. Byłby to kolejny czynnik, oprócz m.in. wzrostu cen energii elektrycznej, który zwiększy koszty produkcji. W przypadku eksporterów, takich jak spółki z GK Boryszew, zmniejszy to ich konkurencyjność w stosunku do zagranicznych firm — tłumaczy Piotr Lisiecki.

Skąd brać ludzi

Joanna Szwajkowska, prezes Wuzetem, także mówi o konieczności zatrudnienia nowych osób, a w obecnej sytuacji na rynku pracy nie ma skąd ich brać. Zwraca też uwagę na jeszcze inny aspekt.

— Dochodzą też kwestie motywacyjne, obok siebie pracować będą osoby, które mają identyczne wynagrodzenie, część jednak pracuje mniej, a część więcej. Siedem godzin pracy zamiast ośmiu to tak, jakby dostać 30 dni dodatkowego urlopu (240 godzin), za który ktoś musi zapłacić — twierdzi Joanna Szwajkowska.

— Wydaje się to niewykonalne w praktyce. Jeżeli mamy trzy zmiany i dajmy na to operatorzy pracują po 7 godzin, to po trzech takich zmianach mamy przepracowane 21 godzin i brakuje nam trzech do doby, na które musimy kogoś zatrudnić. To rodzi potężne komplikacje w produkcji. Nie będziemy w stanie obstawić całych linii produkcyjnych osobami pracującymi tę samą liczbę godzin. Do tego dochodzą dojazdy — my oferujemy autobusy, które zwożą pracowników. Co z tymi, którzy chcą jechać godzinę później albo kończą godzinę wcześniej? — dodaje Przemysław Mikołajczyk, szef Polmleku.

Nawet bez autobusów podstawianych przez firmę 7- i 8-godzinny tryb wywracają plany, i to nie produkcyjne, lecz… rodzinne.

— W przypadku naszej firmy, gdzie pracują całe rodziny, wiemy, że małżeństwa dojeżdżają do pracy razem, często z odległości nawet 30-40 km, taka propozycja komplikuje im życie — uważa Ryszard Florek, prezes i właściciel firmy Fakro.

Krótkowzroczność firm czy polityków

Mieczysław Kasprzak, poseł podpisany pod projektem, przekonuje, że to w interesie zarządzających firmami jest większa wydajność pracowników, a tę są w stanie podnieść właśnie odciążając ich w ten sposób i pozwalając odebrać dziecko ze szkoły czy spędzić więcej czasu z rodziną.

— Skoro funkcjonuje skrócony czas pracy dla matek dzieci do trzeciego roku życia i zakłady dają sobie z tym radę, to nie ma powodu, by nie dały sobie rady z taką sytuacją rodziców starszych dzieci. Chodzi o przemyślenie, jak pracę przeorganizować i znaleźć rozwiązania. To inwestycja w przyszłość, również tych firm, przecież jeśli nie będziemy wspierać rodzin, nie będą rodziły się dzieci i w efekcie przedsiębiorcy nie będą mieli pracowników. Siądźmy i dyskutujmy — mówi Mieczysław Kasprzak.

Henryk Orfinger, prezes firmy Dr Irena Eris, odpowiada, że to nie przełoży się na dzietność.

— Oczywiście jeśli jako przedsiębiorcy zostaniemy zmuszeni do wdrożenia takiego rozwiązania, to je wdrożymy, ale to nie w tej godzinie tkwi problem, lecz w zorganizowaniu życia rodzinnego i pracy na zasadzie inwestycji w infrastrukturę typu przedszkola, świetlice w szkołach itd. — uważa Henryk Orfinger.

— Są inne sposoby na wsparcie młodych rodziców, ten jest na krótkiej liście najmniej udanych. Mógłby się skończyć efektem odwrotnym od zamierzonego — ludzie z dziećmi do 15 roku nie będą zatrudniani lub dostaną gorsze warunki, skoro i tak mają „w promocji 1/8 płatnego czasu gratis”. To, co miało pomóc, może im utrudnić znalezienie czy utrzymanie pracy. Będą też pierwsi planowani do zwolnienia, bo mając do wyboru normalnego lub uprzywilejowanego pracownika pracodawca zwolni tego z przywilejami, droższego — dodaje Piotr Rachwalski, prezes Kolei Dolnośląskich. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska, Bartłomiej Mayer, Współpraca: MAG, KAP

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Godzina dla rodziny burzy biznes