Niezależnie od rzeczywistej fundamentalnej zależności, utrzymuje się niemal idealnie negatywna korelacja między ceną ropy a notowaniami akcji.
Pesymistyczna interpretacja wczorajszego raportu o zapasach ropy i paliw w USA, połączona ze słabością dolara po publikacji danych z rynku pracy, stworzyła mieszankę, która w ostatnich kwadransach sesji pogrążyła rynek amerykański. Nowy cenowy rekord ropy zbiegł się z powrotem indeksu S&P500 niemal do poziomu marcowego wsparcia.
Kończąca dzień wyprzedaż zdradzała już pewne symptomy paniki. Niedźwiedzie nie oszczędziły żadnego segmentu rynku. Wszystkie z 10 sektorów indeksu S&P500 zostały przecenione. O dziwo, najbardziej ucierpiały nie spółki finansowe, lecz energetyczne i produkujące materiały dla przemysłu. Przecena w tych segmentach rynku była związana z obawami przed spowolnieniem gospodarczym i zmniejszonym zapotrzebowaniem na stal czy aluminium. Mocny spadek ceny węgla doprowadził także do przeceny firm wydobywających ten surowiec. Boleśnie ucierpiały indeksy spółek technologicznych...
Relatywnie nieźle radził sobie sektor finansowy. Merrill Lynch obniżył rekomendację dla General Motors i postraszył możliwością bankructwa spółki. Akcje GM straciły ponad 15 proc. Paradoksalnie, także Merril Lynch okazał się ofiarą negatywnej rekomendacji, gdyż został krytycznie oceniony przez Whitney Meredith z Oppenheimera, która obawia się, że bank głosi blisko 6-mld odpis tuż przed podaniem wyniku za II kwartał.
Dzisiejsza sesja za oceanem będzie skrócona, ale może okazać się bardzo ważna biorąc pod uwagę ciężar gatunkowy publikowanych danych i wydarzeń okołorynkowych. Napłyną aż dwa raporty dotyczące rynku pracy i podana zostanie wartość wskaźnika ISM dla sfery usługowej.
Bardzo ważne dla wyniku sesji - poprzez oddziaływanie na dolara i pośrednio cenę ropy - będzie posiedzenie EBC. Rynek spodziewa się podniesienia stóp o 25 pkt. baz, a komentarz prezesa Tricheta zostanie uważnie wysłuchany.
Po wczorajszym spadku indeks S&P500 znowu znalazł się o włos od wsparcia i dzisiaj nie może już pozwolić sobie na wpadkę. Jeśli dane z rynku pracy okażą się lepsze od oczekiwań, nadzieje na skuteczną obronę tego poziomu zostaną przedłużone - nawet, jeśli ropa nie potanieje. Oczywiście, wyskok ceny surowca na poziom bliski 150 USD za baryłkę pogrąży rynek.
Korzystnym dla byków sygnałem jest gwałtowny wzrost strachu sygnalizowany dużym wzrostem wskaźnika put/call. Osiągnął on wczoraj wartość bliską historycznym ekstremom, co zwiększa szansę skutecznego testu wsparcia.
Na razie amerykańskie kontrakty pozostają neutralne. Całkowita rozbieżność nastrojów na rynku akcji i ropy oraz ich ekstremalne natężenie może zapowiadać przełom, ale nie wiadomo, czy przed świąteczną przerwą inwestorzy okażą dość zdecydowania. Większość indeksów azjatyckich spadła, ale straty w Tokio były niewielkie, a jedną z bardziej poszkodowanych była - o dziwo - giełda w Sydney, gdzie dominują spółki surowcowe. Czyżby miało to zapowiadać nadchodzącą zmianę nastawienia także do samych surowców? Na razie ropa i miedź zgodnie rosną.
Jeśli sytuacja w Europie nie pogorszy się dramatycznie przed publikacją danych z USA, na GPW nie powinno dojść do jakiegoś dramatycznego spadku, biorąc pod uwagę skalę wyprzedania. Dax zacznie dzień tracąc blisko 1 proc. Otwarcie indeksów GPW także wypadnie niżej, ale ponieważ o wszystkim i tak zadecydują dane z USA, poziom zamknięcia pozostanie kwestią otwartą. O godz. 10 napłyną dane o poziomie wskaźnika PMI w strefie euro, ale pierwsza poważniejszy bodziec dla indeksów pojawi się chyba dopiero po ogłoszeniu decyzji EBC, która zapewne wyraźnie wpłynie na kurs dolara, mocno wczoraj przecenionego.