Handel zagraniczny skazany jest na deficyt

Marek Matusiak
12-04-2000, 00:00

Handel zagraniczny skazany jest na deficyt

ROZWIERANIE NOŻYC: Przy bardzo wyraźnym załamaniu się eksportu rośnie deficyt polskiego handlu zagranicznego.

Ekonomiczne preferencje rozwijających się gospodarek ulegają ciągłym zmianom — choć, rzecz jasna, nie następują one z miesiąca na miesiąc. Od dłuższego już czasu eksperci, także analitycy w niezależnych instytutach badawczych, za najważniejszy element mający doprowadzić do dalszego harmonijnego rozwoju gospodarczego kraju uznają gruntowną aktywizację eksportu. Nie można się nie zgodzić ze słusznością takiego punktu widzenia. Słabnący popyt wewnętrzny przestał być czynnikiem nakręcającym koniunkturę. W tej sytuacji jedynie dzięki zwiększeniu dostaw eksportowych można myśleć o rozwoju produkcji, a tym samym zwiększaniu PKB.

Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ jednak zwiększenie — i to w dodatku dynamiczne — sprzedaży naszym zagranicznym kontrahentom nie będzie zadaniem prostym. Dowodzą tego wyniki naszego handlu zagranicznego w ubiegłym roku, ostatecznie właśnie podsumowane przez GUS. Chociaż są one nieco lepsze od podawanych dotychczas, to jednak w żadnym stopniu nie zmienia to opinii, iż polski handel zagraniczny — ze względu na wysoki deficyt oraz niski wskaźnik eksportu przeliczonego na statystycznego mieszkańca — wlecze się w europejskim ogonie.

W SUMIE obroty towarowe, rejestrowane na dokumentach SAD (czyli takich towarów, które przekroczyły naszą granicę), przedstawiają się następująco: wpływy z eksportu wyniosły 108,8 mld zł, zaś wydatki importowe 182,4 mld zł. Tym samym rok zakończył się ujemnym saldem wysokości 73,6 mld zł. W stosunku do poprzedniego roku oznaczało to zwiększenie eksportu o 10,2 proc., zaś importu o 11,9 proc.

ZESTAWIENIE to nie do końca jest jednak wiarygodne. Wewnętrzne statystyki są mało miarodajne w sytuacji, gdy zwyczajowo stosuje się rozliczenia w walutach światowych. Tymczasem wyliczenia w walucie porównywalnej — w dolarach amerykańskich — są nieporównywalnie gorsze.

I TAK EKSPORT wyniósł 27,4 mld USD, import — 45,9 mld USD, jak więc łatwo policzyć deficyt w handlu zagranicznym wyniósł 18,5 mld USD. W tym ujęciu okazuje się, że eksport obniżył się w stosunku do poprzedniego roku o 3,1 proc., zaś import — o 2,5 proc., i to w sytuacji, gdy ostatnie miesiące 1999 roku przyniosły wyraźną poprawę obrotów. W stosunku do założeń rezultaty te są bardzo słabe — w ubiegłorocznej ustawie budżetowej zapisano bowiem wzrost eksportu o 8,9 proc., zaś importu — o 11,5 proc. Jedynym pocieszeniem jest fakt— jeśli w ogóle poważnie można to rozpatrywać w takich kategoriach — iż wyrażany w dolarach deficyt handlowy obniżył się w stosunku do poprzedniego roku o 0,9 mld USD.

NAJWIĘKSZE ujemne saldo — 13,1 mld USD — odnotowaliśmy z krajami rozwiniętymi gospodarczo. I właśnie ten fakt dowodzi, że polska gospodarka nadal jest mało konkurencyjna w stosunku do innych państw, toteż w niewielkim tylko stopniu jesteśmy w stanie zaoferować kontrahentom towary należące do najbardziej przetworzonych.

NIE MA SIĘ CO ŁUDZIĆ — w tej sytuacji szybka poprawa wyników handlu zagranicznego nie jest możliwa. Nie pozbędziemy się deficytu, ale rozszerzenie obserwowanej w ostatnich miesiącach aktywizacji eksportu — zwłaszcza na rynki wschodnich sąsiadów — pozwoli na ograniczenie ujemnego salda do rozsądnych rozmiarów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Matusiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Handel zagraniczny skazany jest na deficyt