Hiszpański miliarder zadrwił z kryzysu

Choć ojczyzna corridy pogrąża się w coraz większych kłopotach, zaciskanie pasa wcale nie dotyczy wszystkich

Ostatnie kilka dni to fatalna passa Hiszpanii. Kraj poprosił o międzynarodową pomoc dla swoich banków, a jego rating został obcięty zaledwie jeden stopień powyżej oceny śmieciowej. Nic sobie z tego nie robi magnat odzieżowy Amancio Ortega. Hiszpan właśnie został najbogatszym człowiekiem Starego Kontynentu.

Jak oblicza agencja Bloomberg, wartość jego fortuny sięgnęła 39,5 mld USD (135 mld zł). Na światowej liście najbogatszych ustępuje jedynie bajecznie bogatemu Meksykaninowi Carlosowi Slimowi i dwóm Amerykanom: współzałożycielowi Microsoftu Billowi Gatesowi oraz legendarnemu inwestorowi Warrenowi Buffettowi.

Pod prąd

Wszystko dzięki rewelacyjnym wynikom kontrolowanego przez niego Inditeksu, największej odzieżowej spółki świata i największego pod względem kapitalizacji emitenta giełdowego w Hiszpanii. Zysk netto właściciela popularnych również nad Wisłą marek Zara, Pull & Bear oraz Bershka poszybował w górę w zakończonym kwartale o 30 proc. Efekt? Niemal euforyczna reakcja inwestorów prawie w samym środku kryzysowej zawieruchy.

W środowych notowaniach w Madrycie giełdowy kurs wzrósł o 13 proc., najwięcej od ośmiu lat. Spółka ponownie jest najdroższa w historii, a w ciągu ostatniego roku akcje są na 23-procentowym plusie. Jak to możliwe w kraju, gdzie rentowności obligacji 10-letnich właśnie wzrosły do alarmującego pułapu 7 proc., a bezrobocie sięga 20 proc.?

— To korporacja, która już dawno wyszła poza granice Hiszpanii. W ogromnej mierze korzysta chociażby na dobrej kondycji chińskiego konsumenta. Wygląda, że są uodpornieni na każdy kryzys — wyjaśnia Christodoulos Chaviaras, analityk banku Barclays. Właśnie z rynków wschodzących pochodzi już 45 proc. przychodów ze sprzedaży. To kraje rozwijające się odpowiedzialne są za ogromną większość przyrostu zysków. Spośród ponad 5,6 tys. sklepów 900 znajduje się w Azji, kontynencie, oferującym zachodniej modzie największe perspektywy rozwoju. Inditex zarabia na mogących pochwalić się coraz grubszymi portfelami konsumentach z rynków wschodzących, a jednocześnie stara się uniezależnić od kondycji klientów w zadłużonych krajach strefy euro. Targane kryzysem kraje PIGS wciąż jednak odpowiadają za 40 proc. przychodów, a sama Hiszpania za 22 proc.

— Fenomen Inditeksu związany jest z umiędzynarodowieniem gustów — ocenia Lorna Hall, starszy analityk specjalizującej się w rynku odzieżowym firmy doradczej WGSN.

Jak zdaniem, trendy w modzie są coraz bardziej ogólnoświatowe, a odpowiada za to powszechna dostępność internetu. Uważa, że to właśnie hiszpańska spółka ma największe szanse na tym zjawisku zyskać najwięcej. Źródło sukcesu to fakt, że decydujący głos w sprawie tego, co znajdzie się na półkach, mają menedżerowie sklepów, którzy z bliska obserwują zmieniające się preferencje konsumentów.

Skutki widać w wynikach kwartalnych. Przy przychodach wyższych o 15 proc. firma zwiększała zarobek netto w dwa razy szybszym tempie. Na każdym euro utargu uzyskiwała aż 60 centów zysku brutto. Równie imponująca była efektywność wykorzystania kapitału. Z każdego zaangażowanego euro potrafiła w ciągu ostatnich kwartałów wyciągnąć na czysto 30 centów zysku.

Dojna krowa

Dzięki temu — mimo kryzysu — lider światowego rynku odzieżowego nie ma najmniejszych problemów z finansowaniem ekspansji. W pierwszych trzech miesiącach roku otwierał w którymś zakątku globu każdego dnia jeden sklep. Do końca roku zamierza otworzyć nawet 520 kolejnych placówek.

Inditex stał się też prawdziwą dojną krową dla głównego akcjonariusza. Od debiutu giełdowego spółki sprzed 11 lat Amancio Ortega zgarnął dywidendy sięgające 2,3 mld EUR. Większość z tego zainwestował w nieruchomości, wykorzystując niższe ceny po pęknięciu bańki na hiszpańskim rynku.

Sukces Hiszpanów mocno kontrastuje z kondycją ich największych konkurentów. Notowania szwedzkiego H&M znajdują się na poziomach sprzed roku, a Esprit Holdings, właściciel marki Esprit, stracił dwie trzecie kapitalizacji.

— Spółka imponuje elastycznością, a przy tym na jej korzyść działają efekty skali. Jest na najlepszej drodze, by utrzymać przewagę nad konkurentami — ocenia Lorna Hall.

To może być zapowiedź, że najlepsze czasy dla hiszpańskiego miliardera dopiero nadejdą. Od początku roku jego majątek wzrósł o 4,6 mld USD. W tym tempie na przegonienie pierwszego na światowej liście bogaczy Carlosa Slima musiałby pracować jeszcze zaledwie dwa i pół roku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Hiszpański miliarder zadrwił z kryzysu