Infarma krytykuje rządowy projekt

Kamil Kosiński
opublikowano: 09-10-2008, 00:00

Na podstawie wyroku

Tylko niektórzy producenci chcą jasnych zasad refundacji

Na podstawie wyroku

Trybunału Konstytucyjnego,

część producentów leków neguje najnowsze

propozycje rządu.

Z programu prac legislacyjnych, przyjętego przez Radę Ministrów 8 lipca 2008 r., wynika, że kwestie refundacji leków mają zostać uregulowane w odrębnej, kompleksowej ustawie. Mimo to Ministerstwo Zdrowia pracuje nad ustawą o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw. Projekt ten ma uregulować mechanizm tworzenia katalogu świadczeń gwarantowanych i niegwarantowanych. Poprzez definicję świadczenia finansowanego ze środków publicznych odnosi się zaś do świadczeń zdrowotnych rzeczowych, jakimi mogą być leki i m.in. przez to porusza kwestię refundacji leków.

Według firm zrzeszonych w Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma, przedstawiony projekt jest niezgodny z konstytucją. Już w styczniu 2004 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że ustawa powinna określać bądź koszyk świadczeń gwarantowanych, bądź świadczenia ponadstandardowe, finansowane z funduszy własnych pacjenta. W ostateczności zaś "powinna wprowadzać co najmniej dostatecznie jasne i jednoznaczne kryteria formalne, według których następować będzie in casu ustalenie zakresu należnych pacjentowi świadczeń w ramach odpowiedniej, ustalonej w ustawie procedury".

Tymczasem projekt ustawy zakłada, że minister zdrowia będzie w drodze rozporządzenia określał tzw. priorytety zdrowotne. A zdaniem Pawła Sztwiertni, dyrektora generalnego Infarmy, z treści projektu wynika, że to one będą kluczowymi drogowskazami w kwalifikowaniu świadczeń.

— Skoro priorytety zdrowotne mają stanowić podstawę do podejmowania kluczowych decyzji przez organy władzy publicznej i inne instytucje w zakresie finansowania świadczeń zdrowotnych, realizacji programów zdrowotnych itp., nie mogą być określane w akcie prawnym rangi rozporządzenia. Decyzje takie wymagają regulacji ustawowej — uważa Paweł Sztwiertnia.

Niech nam powiedzą

Producentów leków innowacyjnych najbardziej boli pozostawienie niejasnych zasad uwzględniania ich produktów we współfinansowaniu z pieniędzy publicznych. Umownie można sprowadzić ten problem do składu listy refundacyjnej, ale należy pamiętać, że poza ministerialną listą w formie rozporządzenia istnieje praktyka zaliczania przez Narodowy Fundusz Zdrowia określonych procedur medycznych do grupy finansowanych ze środków publicznych. Działania te doprowadziły do powstania alternatywnej, rozproszonej w różnych decyzjach, listy refundacyjnej o wyraźnie mniejszej, ale niepomijalnej z biznesowego punktu widzenia, wartości.

Zarobek firm farmaceutycznych wynikający z wprowadzenia danego preparatu na listę refundacyjną jest trudny do oszacowania. Zależy od ceny leku, jego dawkowania i typu choroby. Są choroby rzadkie, np. genetyczne, występujące w Polsce tylko w kilku przypadkach, ale są też choroby społeczne, np. układu naczyniowo-wieńcowego. Łączy je to, że wielu metod leczenia nie będzie można w nich stosować, jeśli nie zostaną objęte refundacją. Pacjentów nie będzie bowiem stać na samodzielne finansowanie leków, a tym samym firmy farmaceutyczne nic na nich nie zarobią.

— Nie twierdzimy, że taki czy inny lek powinien się znaleźć na liście refundacyjnej. Twierdzimy tylko, że producent preparatu powinien być informowany o tym, dlaczego spotkał się z odmową, i mógł się od tej decyzji odwołać — podkreśla Paweł Sztwiertnia.

Firmy innowacyjne przedstawiły własny projekt takiej ustawy. Jego kluczowe elementy to nałożenie na mi- nistra zdrowia obowiązku dostarczania koncernom uzasadnienia decyzji i wprowadzenie możliwości odwołania od niej.

Wytwórcy farmaceutyków podzieleni są jednak na dwa obozy. Poza tzw. firmami innowacyjnymi są też producenci leków generycznych, skupieni w Polskim Związ- ku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego. Jego prezes, Cezary Śledziewski, odmówił komentarza na temat propozycji Infarmy. Podkreślił, że z jego punktu widzenia bez znaczenia jest formalny aspekt kwalifikowania leków na listę refundacyjną, a żaden sąd i tak nie oceni skutecz- ności leku.

Wydaje się, że nawet możliwość zaskarżania decyzji pod względem formalnym byłaby dla branży wielką zmianą. Obecnie koncern farmaceutyczny składający wniosek o refundację i ustalenie ceny ma szczęście, jeśli w ustawowym terminie (do 180 dni) w ogóle zapadanie jakaś decyzja. O jej treści dowiaduje się zaś ze składu listy refundacyjnej.

Zasady wyceny

— To trochę tak, jakby przy kupnie mieszkania składało się ofertę deweloperowi i dopiero po kilku miesiącach ze zbiorczego wykazu dowiadywało się, czy mieszkanie udało się kupić, czy nie — uważa Paweł Sztwiertnia.

Zaznacza, że już teraz, zanim lek zostanie dopuszczony do refundacji, jest dopuszczany do obrotu i w tej procedurze weryfikuje się jego skuteczność. Poza tym propozycje Infarmy zakładają, że proces wprowadzania leków na listę refundacyjną przebiegałby dwiema ścieżkami — oceny merytorycznej i ustalania ceny. W przypadku gdy cena leku zostałaby już ustalona w co najmniej pięciu krajach Unii Europejskiej, urzędowa cena zbytu ustalana byłaby automatycznie — na podstawie średniej ceny z pięciu najniższych cen w krajach, gdzie została ona ustalona. Gdyby ta metoda nie mogła znaleźć zastosowania, powoływany byłby zespół do negocjacji cenowych, wydający stanowisko z rekomendowaną ceną zbytu w Polsce. Ostateczne rozstrzygnięcie podejmowałby zaś minister i w formie pisemnej dostarczał producentowi leku.

— Na podstawie takiego formalnego dokumentu firma mogłaby podjąć dalsze decyzje. Jeśli sprawa rozbijałaby się tylko o cenę, producent mógłby się zastanowić nad jej obniżeniem. W każdym razie wiadomo by było, dlaczego minister podjął taką, a nie inną decyzję — podkreśla Paweł Sztwiertnia.

Kamil Kosiński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu