Interesowny flirt ponad wszystko

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2022-11-06 20:00

Poza międzynarodowymi szczytami, gromadzącymi szefów państw i rządów – takimi jak np. COP27, właśnie rozpoczęty w egipskim Szarm el-Szejk – codziennie odbywa się masa politycznych wizyt dwustronnych.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Piątkowa krótka bytność niemieckiego kanclerza Olafa Scholza w Pekinie zasadnie wywołała wiele komentarzy nie tylko w Niemczech i Chinach. Notabene protokół dyplomatyczny zdumiała już sama konieczność podporządkowania się przez kanclerza chińskim ostrym restrykcjom antycovidowym. Dopiero po potwierdzeniu koronawirusowej czystości Olaf Scholz miał prawo stanąć przed obliczem Xi Jinpinga osobiście.

Kanclerz wcale nie ukrywał, że leci do Pekinu głównie jako przewodniczący silnej wyprawy biznesowej. Airbus 350 w barwach Luftwaffe zgromadził na pokładzie szefów największych niemieckich koncernów z różnych branż, były reprezentowane m.in. Siemens, Volkswagen, Adidas, BioNTech, BASF, Bayer oraz naturalnie Deutsche Bank. To żadna nowość, podobnie wyglądał skład wszystkich niemieckich delegacji od epoki kanclerza Helmuta Kohla, gdy po stronie chińskiej Deng Xiaoping otwierał Państwo Środka na świat po epoce tzw. rewolucji kulturalnej. Chiny pozostają – mimo utraty prymatu ludnościowego na rzecz Indii – realnie największym rynkiem zbytu na świecie. W obliczu nadciągającej recesji Niemcy odstawiają do kąta szczytne idee unijnej i generalnie zachodniej solidarności, podejmując decyzje służące obronie tylko ich interesów narodowych. Do ratunkowego pakietu należy m.in. zamiar wpompowania w gospodarkę 200 mld EUR – czyli pustego pieniądza wygenerowanego poza Europejskim Bankiem Centralnym – oraz właśnie systematyczne zwiększanie obrotów z Chinami, i tak już ogromnych.

Z moich bytności w Chinach zapamiętałem tamtejszą ogromną fascynację niemiecką jakością i technologią. W tej ocenie panuje pełna zgodność między linią totalitarnej władzy a odczuciami tzw. ulicy. Zostało to bardzo silnie zaakcentowane m.in. podczas Wystawy Światowej Expo 2010 w Szanghaju, gdzie poza pawilonem gospodarzy jedynym gromadzącym naprawdę milionowe tłumy był niemiecki. Afera Dieselgate, która skompromitowała koncern Volkswagen na świecie, sprzedaży samochodów tej marki w Chinach nie zmniejszyła nawet o punkt proc. Wielkim symbolem niemieckiej doskonałości stała się magnetyczna kolej Maglev produkcji koncernów Siemens i ThyssenKrupp, łącząca na odcinku 30,5 km Szanghaj z portem lotniczym Pudong, rozpędzająca się – chociaż tylko na chwilę, bo zaraz musi zwalniać – do szybkości aż 431 km/h. Ta technologiczna zabawka jest tak droga, że w Niemczech i w ogóle w Europie o jej komercyjnej eksploatacji nikt nawet nie śmie pomarzyć.

Dla Xi Jinpinga wątek gospodarczy także był ważny, ale wcale nie pierwszoplanowy. Olaf Scholz przyleciał jako pierwszy zagraniczny gość bezpośrednio po XX zjeździe Komunistycznej Partii Chin, na którym Xi ugruntował swoją władzę absolutną – w zamyśle dożywotnią – porównywalną od 1949 r. tylko z pozycją kultowego przewodniczącego Mao Zedonga. Przyjazd kanclerza stał się dla satrapy idealną okazją do propagandowego przekucia wizyty w zaakceptowanie jego kultu nie tylko przez Niemcy, lecz przez… całą grupę zachodnich potęg G7, Unię Europejską oraz NATO! To przygrywka do identycznego rozegrania przez Xi Jinpinga zbliżającego się szczytu G20, który 15 listopada zbiera się na indonezyjskiej wyspie Bali. Reasumując – odnowiony niemiecko-chiński interesowny flirt jest, zwłaszcza w obliczu agresji Rosji na Ukrainę, szkodliwy dla wspólnoty UE i generalnie dla Zachodu. Ale dla obu zainteresowanych stron – nadzwyczaj opłacalny.

Przewodniczący Xi Jinping rozmawiał z kanclerzem Olafem Scholzem – tylko oni nie mieli maseczek – standardowo w Hali Ludowej. Dokładnie w tym samym miejscu 6 lutego siedział prezydent Andrzej Duda. Fot. CCTV