Inwestorom w USA grożą niższe zyski

Krzysztof Kolany, pb.pl
opublikowano: 09-04-2019, 22:00

Bez cięć podatkowych, za to z wojną handlową w praktyce, a nie w teorii, spółki z S&P500 radzą sobie gorzej niż w zeszłym roku. Analitycy prognozują słabsze wyniki już w pierwszym kwartale

Przez ostatnie dwa lata wyniki amerykańskich korporacji rosły jak na drożdżach. W 2017 r. zysk spółek przypadający na indeks S&P500 (EPS) wzrósł o 12 proc. W zeszłym roku dynamika EPS przyspieszyła do 21 proc., na co spory wpływ miało obniżenie CIT przez prezydenta Donalda Trumpa.

Jednakże wynikowa bonanza dobiegła końca. Od listopada analitycy na wyprzódki obniżali prognozy względem pierwszego kwartału i całego 2019 r. O ile jeszcze pod koniec października rynkowy konsens zakładał wzrost tegorocznego EPS o ok. 10 proc., o tyle pod koniec marca oczekiwania zmalały do zaledwie 4 proc. Jak zwykle najpierw ucierpiał krótki termin, czyli pierwszy kwartał. Jeszcze w sylwestra analitycy zakładali, że następne trzy miesiące przyniosą wzrost zysków przypadających na S&P500 o 2,8 proc. Prognozy z ostatniego piątku mówiły już o spadku EPS o 4,2 proc. r/r. Jeśli te przewidywania się potwierdzą, będzie to pierwszy od drugiego kwartału 2016 r. spadek zysków amerykańskich spółek. Trzeba jednak wziąć poprawkę na fakt, że z reguły 75 proc. amerykańskich spółek prezentuje zyski „wyższe od oczekiwań rynku”, więc finalny rezultat zapewne okaże się nieco lepszy od bieżących prognoz.

Trzy powody

Dlaczego rok 2019 może być wynikowo słabszy od poprzedniego? Po pierwsze, zeszłoroczne wyniki podbiła głęboka redukcja stawki CIT, która została obniżona z 35 do 21 proc. Dzięki temu zyski netto automatycznie wzrosły. Po drugie, te same cięcia podatkowe w 2018 r. napędzały koniunkturę gospodarczą — zarówno w sektorze przedsiębiorstw, jak i po stronie konsumentów, którym także zmniejszono podatkowe jarzmo. Po trzecie, dopiero w ostatnich miesiącach biznes zaczął odczuwać konsekwencje amerykańsko-chińskiej wojny handlowej. O ile w poprzednich kwartałach groźba nałożenia karnych ceł nierzadko dopingowała firmy do przyspieszenia inwestycji czy zwiększenia zapasów (co na krótką metę dodatkowo pobudzało koniunkturę), o tyle teraz cła dają się we znaki poprzez wyższe koszty, zaś niższa aktywność w transporcie i handlu międzynarodowym zaczyna ciążyć kolejnym branżom.

Kurierski barometr

Choć inwestorzy zdają się wyczekiwać pozytywnych niespodzianek, to w grze pozostaje jeszcze jeden czynnik ryzyka. O ile analitycy dość wyraźnie ścięli prognozy na pierwszy kwartał i obniżyli konsens dla drugiego (do zera r/r), o tyle oczekiwania dotyczące drugiego półrocza na razie zostały oszczędzone. Obecny konsens zakłada wzrost EPS przypadającego na S&P500 o 2 proc. w trzecim kwartale i aż o 8,5 proc. w kwartale czwartym — wynika z danych FactSet.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że są to prognozy nawet nie tyle optymistyczne,ile po prostu jeszcze niedostosowane do rzeczywistości — zwłaszcza że przez ostatnie tygodnie przez Wall Street przetoczyła się fala ostrzeżeń spółek przed pogorszeniem wyników (ang. profit warning). Na 107 firm, które zaprezentowały prognozę wyników na pierwszy kwartał, aż 74 proc. wydało negatywną prognozę EPS, co jest wynikiem o 4 pkt proc. wyższym od historycznej średniej. Najbardziej znamiennym przypadkiem był Federal Express (FedEx), który w połowie marca ponownie obniżył tegoroczną prognozę finansową. Wielka firma kurierska, traktowana jako barometr koniunktury gospodarczej, narzekała na pogarszający się wolumen handlu międzynarodowego i w związku z tym zapowiedziała redukcję załogi. To znak, że sytuacja nie jest dobra i zarząd FedEksu nie oczekuje rychłej poprawy. Podobne ostrzeżenia wydały m.in. komputerowa Nvidia, producent narzędzi Stanley Black & Decker i sieć aptek Walgreens Boots. Nawet prognozy Amazona w pierwszej chwili rozczarowały inwestorów.

Wyceny na wyrost

Nawet lepsze od prognoz wyniki amerykańskich spółek nie zmienią faktu, że na Wall Street jest drogo. S&P500i Nasdaq notowane są tuż poniżej historycznych szczytów ustanowionych we wrześniu 2018 r. Pierwszy wyceniany jest na niemal 17-krotność oczekiwanych zysków spółek za najbliższe 12 miesięcy. To wciąż więcej od długoterminowej średniej, choć mnożniki bazują na założeniu, że zyski amerykańskich korporacji w następnych kwartałach pójdą w górę. Natomiast wskaźnik cena do zysku bazujący na historycznych wynikach za ostatnie cztery kwartały w przypadku indeksu S&P500 sięga 22. Oznacza to, że inwestorzy skłonni są płacić aż 22 USD za każdego dolara zaraportowanego zysku netto. Rentowność takiej inwestycji wynosi zaledwie 4,5 proc. i raczej nie pokrywa premii za ryzyko trzymania akcji. Amerykański rynek pozostaje więc bardzo drogi i nawet nieco lepsze od oczekiwań wyniki spółek raczej tego nie zmienią.

Umowny początek sezonu raportowego na Wall Street przypada 12 kwietnia. Tego dnia sprawozdania finansowe opublikują dwa wielkie banki — JP Morgan Chase oraz Wells Fargo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany, pb.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu