Inwestowanie w badania naukowe to przyszłość naszej branży

Reklama
opublikowano: 19-04-2011, 00:00

Wobec niewielkich środków budżetowych przeznaczanych na naukę, brakuje także pieniędzy na podstawowe badania naukowe z dziedziny farmacji i medycyny. Od 10 lat próbuje temu zaradzić Naukowa Fundacja Polpharmy. W jaki sposób? — opowiada prezes Wojciech Kuźmierkiewicz.

Rozmowa z dr Wojciechem Kuźmierkiewiczem, prezesem Naukowej Fundacji Polpharmy

Wobec niewielkich środków budżetowych przeznaczanych na naukę, brakuje także pieniędzy na podstawowe badania naukowe z dziedziny farmacji i medycyny. Od 10 lat próbuje temu zaradzić Naukowa Fundacja Polpharmy. W jaki sposób? — opowiada prezes Wojciech Kuźmierkiewicz.

Jakie były okoliczności powstania Naukowej Fundacji Polpharmy?

W 2000 r. Polpharma została sprywatyzowana, a jej właścicielem został Jerzy Starak. Wkrótce, bo już w 2001 roku, została założona fundacja sponsorowana wyłącznie przez Polpharmę, celem wspierania badań naukowych z dziedziny farmacji i medycyny. Mamy w kraju wielu zdolnych ludzi, ale ze względu na brak pieniędzy nie wykorzystujemy ich potencjału, a oni są zmuszeni do poszukiwania możliwości realizacji swoich projektów za granicą. Poprzez działalność fundacji chcemy pokazać, że możemy ich zatrzymać u nas. Dotychczas sfinansowaliśmy 55 prac badawczych za około 15 mln zł. Trzonem fundacji jest Rada Naukowa, bez działających w niej wybitnych naukowców fundacja by nie istniała.

Czym zajmuje się Rada Naukowa?

W skład rady wchodzi dziesięciu wybitnych specjalistów medycyny i farmacji, którzy wspólnie z zarządem co roku wybierają tematykę konkursu, a następnie dokonują wstępnej oceny nadesłanych prac. Każdy projekt, który przejdzie do następnego etapu konkursu jest wysyłany do co najmniej dwóch recenzentów. Chcemy być jak najbardziej obiektywni i zdarza się, że w sytuacji, kiedy w Polsce nie znajdujemy odpowiedniego ośrodka zajmującego się daną tematyką, bądź recenzentem mógłby być naukowiec z tego samego ośrodka co wnioskujący o grant, prace trafiają do zagranicznych recenzentów. Następnie układany jest ranking najlepszych prac, na których finansowanie co roku przeznaczamy średnio 2 mln zł.

Jakie prace są najbardziej pożądane?

Mieliśmy różne pomysły na dobór tematyki, począwszy od chorób układu krążenia, poprzez biotechnologię dla zdrowia, neurologię, psychiatrię, przestrzeganie zaleceń lekarskich przez pacjentów (wówczas, wobec niewielkiej liczby zgłoszonych do konkursu prac, nagrodziliśmy tylko dwie prace). Od kilku lat proponujemy konkursy otwarte na najlepsze prace z dziedziny medycyny i farmacji. Każdy badacz, czy raczej zwykle grupa badaczy, ma trzy lata na realizację projektu, który jest podzielony na etapy. Przebieg prac i wydatków jest stale monitorowany, a raporty etapowe oceniane przez recenzentów.

Jakie działania, oprócz konkursu na finansowanie projektów badawczych, podejmuje fundacja?

W 2006 r. uruchomiliśmy program stypendialny adresowany do studentów studiów doktoranckich uczelni medycznych i CMKP. Stypendyści są wyłaniani w drodze konkursu fundacji organizowanego raz na dwa lata. Każda uczelnia medyczna może zgłosić trzech doktorantów. Następnie Rada Naukowa fundacji wybiera 10 najlepszych. Doktoranci otrzymują po 10 tys. zł — połowę w czasie prowadzenia badań, a resztę w momencie zakończenia pracy doktorskiej.

Nagradzamy również najlepsze prace magisterskie w ogólnopolskim konkursie prac magisterskich wydziałów farmaceutycznych. Autorowi, który przygotował najlepszą pracę, przyznajemy 5 tys. zł.

W tym roku rozpoczęliśmy również publikację zeszytów naukowych, w których zamieszczane będą wyniki prac prowadzonych przez beneficjentów naszych konkursów.

Czy fundacja stawia tylko na młodych?

W naszych konkursach pojawiło się kryterium wieku, ale nie jest ono bezwzględne. Staramy się promować i dawać szansę na rozwój zwłaszcza młodym, zdolnym naukowcom.

Czy w ciągu ostatnich 10 lat zaszły zmiany w finansowaniu badań naukowych w Polsce?

Zmiany, jakie zaszły w finansowaniu polskiej nauki, zwłaszcza w odniesieniu do wielkości nakładów w tym czasie, są niewielkie. Zasadniczą różnicą, pozwalającą na zwiększenie liczby wykonywanych prac badawczych jest finansowanie niektórych badań naukowych z pieniędzy Unii Europejskiej. O te granty, zgodnie z wytycznymi poszczególnych konkursów, mogą aplikować konsorcja naukowo-przemysłowe. Niestety, nie wydajemy tych pieniędzy najlepiej, bo w porę nie zostały opracowane kierunki finansowania. Jeśli mamy wygrać rywalizacje w jakimkolwiek zakresie, to powinniśmy wybierać te dziedziny, w których już teraz jesteśmy bardzo dobrzy, a nie te, w których być może będziemy dobrzy za 10 lat.

Czy są jakieś dziedziny farmacji przemysłowej, w których możemy się wybić?

Moim zdaniem, najwięcej do zrobienia jest w badaniach chemicznych. Powinniśmy finansować prace, które pozwalają na szybsze wprowadzenie leków do produkcji oraz prace dotyczące postaci leków. W Europie zaniedbano kwestie przygotowania przez firmy farmaceutyczne form pediatrycznych leków. Firmy, które rejestrowały nowe leki, nie prowadziły badań klinicznych pozwalających na stosowanie leków u dzieci w odpowiednich formach. Taki obowiązek wprowadziła Komisja Europejska dopiero w 2005 r. Komisja Europejska przeznacza sporo pieniędzy na opracowanie form pediatrycznych wcześniej zarejestrowanych leków — jest to też możliwość, z której powinniśmy skorzystać. Możliwe jest także opracowanie lepszych form znanych leków, ułatwiających pacjentom przestrzeganie zaleceń lekarskich.

Badania podstawowe w Polsce są niedofinansowane. Z czego to wynika i jakie są możliwości zmiany tej sytuacji?

Wszelkie innowacje w przemyśle farmaceutycznym i medycynie biorą się z postępów w podstawowych badaniach naukowych, dopiero z nich powstają tzw. aplikacje, czyli np. leki. A żeby tak było, konieczne jest finansowanie badań podstawowych. Niestety od lat nie przeznaczamy wystarczających środków na finansowanie nauki. Polskie wydatki na naukę są kilkakrotnie mniejsze niż średnia europejska, więc nie możemy myśleć o dogonieniu tych najlepszych krajów. Wzorcowym przykładem jeśli chodzi o finansowanie badań naukowych są Stany Zjednoczone — nie tylko pod względem wielkości przeznaczanych środków rządowych czy stanowych, ale również ze względu na duże wsparcie ze strony instytucji prywatnych — fundacji, przedsiębiorstw, które upatrują zysków w finansowaniu tego typu działań. W Polsce wciąż brakuje takich instytucji.

Unia Europejska dostrzegła przepaść między Europą a Stanami Zjednoczonymi w zakresie innowacji i stara się zbudować taki model, w którym finansowane są projekty badawcze powstałe w wyniku współpracy między przemysłem a nauką, których wyniki mają największe szanse na wdrożenie.

Czy migracja polskich naukowców ma dużą skalę?

W Gdańsku są aż dwa kierunki kształcące biotechnologów, ale nie ma dla nich pracy, bo brakuje firm, które zajmowałyby się tą dziedziną. W tej sytuacji wielu absolwentów i pracowników nauki wyjechało za granicę, wielu z nich do Skandynawii, gdzie istniej wiele firm biotechnologicznych. Także w Polpharmie pracuje wielu absolwentów kierunków biotechnologicznych, szansą dla nich jest planowane rozpoczęcie w firmie prac nad opracowaniem i wdrożeniem do produkcji leków wytwarzanych metodami biotechnologii.

Fundacja wspiera badania podstawowe, gdyby w ich wyniku była możliwość wprowadzenia nowego leku, to czy polski przemysł jest na to przygotowany?

Polskie firmy farmaceutyczne są gotowe do uczestniczenia w takich projektach, ale obawiam się, że ze względu na koszty nie są w stanie doprowadzić tego typu przedsięwzięć do końca. Statystyki mówią, że koszt wprowadzenia nowego leku przekracza 1 mld USD — i właśnie to jest największa bariera jaka stoi przed polskimi firmami. Jednak zagraniczne przykłady pokazują, że połączenie grantu fundacji z finansowaniem przez firmę krajową stwarza możliwość doprowadzenia do pierwszego etapu badań klinicznych. Później można utworzyć konsorcjum z innymi firmami. Tę drogę wybiera wiele firm na świecie. Myślę, że w Polsce też jest to możliwe..

Co, pana zdaniem, jest największym sukcesem w dziesięcioletniej historii fundacji?

Sukcesem jest z pewnością to, że naukowcy dostali dodatkowe pieniądze na badania. Dla mnie osobiście, sukcesem jest bardzo pozytywne postrzeganie fundacji w świecie nauki, to, że nasze działania są przejrzyste i nikt nie zarzuci nam, że finansujemy coś ze względu na układy, wzajemne sympatie czy inne zależności. Staramy się nie popełniać błędów przy ocenie prac, co zaważyłoby na naszym dobrym imieniu. Oczywiście, byłoby dobrze, gdyby do naszego pomysłu przyłączyli się inni, którzy również chcą i mogą finansować podstawowe badania z zakresu farmacji i medycyny. Wierzę, że jest to możliwe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Reklama

Polecane