Jak pomagać, by się nie wypalić

opublikowano: 20-05-2022, 13:32
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Krzysztof Klajs, dyrektor Polskiego Instytutu Ericksonowskiego, radzi, jak mądrze wspierać potrzebujących, by szybko nie wyczerpać swoich pokładów empatii. Według psychoterapeuty główną pułapką, w jaką można wpaść, rzucając się w wir pomagania, jest zapominanie o własnych potrzebach. To może zaowocować złością wobec tych, których wspieramy.

Zryw serca Polaków po wybuchu wojny w Ukrainie był czymś niespotykanym. Wojna trwa jednak kolejne tygodnie, które zmieniają się w miesiące. Do psychoterapeutów zgłasza się coraz więcej osób czujących, że długoterminowe pomaganie przerosło ich siły.

Moment namysłu

Dbajmy o siebie:
Dbajmy o siebie:
Możemy dać sobie prawo do zwykłego życia i codziennych przyjemności. Martwiąc się i smucąc, nikomu nie pomożemy, a sobie zaszkodzimy. Jeżeli zadbamy o siebie, znajdziemy w sobie potencjał, by pomagać dalej – uważa Krzysztof Klajs, współzałożyciel i dyrektor Polskiego Instytutu Ericksonowskiego.
K.Jarczewski

– Za nami spontaniczne reakcje, teraz przyszedł czas na zastanowienie się, jak długo jeszcze, czy wciąż możemy coś dać. Jeśli już dałem wszystko, co miałem, to jak ten etap zakończyć – wyjaśnia Krzysztof Klajs, dyrektor Polskiego Instytutu Ericksonowskiego, psychoterapeuta z wieloletnim stażem. – Życie w kraju poukładanym tym różni się od życia w miejscu, w którym trwa wojna, że nie wiemy, co przyniesie przyszłość. Wciąż próbujemy planować życie, mieć biznesplany w firmach, realizować w nich długofalowe projekty, przewidywać popyt, podaż. Musimy jednak zdać sobie sprawę, że żyjemy na styku dwóch światów – nieprzewidywalnego i uporządkowanego, a różnice między tym, czego oczekujemy, a tym, co się dzieje, wprowadza nas w poczucie braku bezpieczeństwa i niezgody.

Trudno dziś przewidzieć, ilu Ukraińców wróci do domu, a ilu zostanie w Polsce jako licząca się mniejszość. Od pewnego czasu więcej osób wraca na Ukrainę, niż z niej wyjeżdża. Podejmują decyzje dotyczące tego, czy rodzina ma się rozstać na nie wiadomo jak długo.

– Gdy dzieci pochodzą tu dłużej do szkół, będą miały nowych kolegów i ulubione miejsca, trudniej będzie podjąć decyzję o powrocie – uważa psychoterapeuta. – Oni też są w momencie zastanawiania się co dalej. Odpowiedź „nie wiem” na pytanie o przyszłość jest niewygodna, ale musimy się do niej przyzwyczaić. Lubimy mieć plan A, plan B, plan C, a wojna jest nieprzewidywalna. Przecież nawet wysokiej klasy specjaliści – analitycy, którzy zajmują się tym przez całe swoje zawodowe życie – pomylili się co do tego, czy wojna wybuchnie i jaki będzie jej przebieg. Może dajmy sobie spokój z przewidywaniami.

Zdaniem specjalisty największą pułapką jest sytuacja, w której udziela się pomocy, zapominając o swoich potrzebach, przemęczając się. To może zaowocować złością wobec wspieranych.

– Nie odpowiadamy za wydarzenia zewnętrzne, ale za swoje reakcje już tak, więc wyłączmy telewizor wcześniej, jeśli wiemy, że oglądanie relacji wojennych źle wpływa na nasz sen – radzi fachowiec. – Tym, co możemy dla siebie zrobić, jest dostrzeżenie, że możemy dać sobie prawo do zwykłego życia i codziennych przyjemności. Rodziny ukraińskie na polskiej ulicy z dużym prawdopodobieństwem rozpoznam z daleka – oni kurczowo trzymają się za ręce. My, jeśli możemy się cieszyć życiem, róbmy to. Martwiąc się i smucąc, nikomu nie pomożemy, a sobie zaszkodzimy. Jeżeli zadbamy o siebie, znajdziemy w sobie potencjał, by pomagać dalej – radzi Krzysztof Klajs.

Dawanie to nie handel

Duma:
Duma:
Krzysztof Klajs podkreśla, że w Polsce wydarzyło się coś niezwykłego – przyjęliśmy trzy miliony ludzi, samoorganizując się.
K.Jarczewski

Przez internet przetaczają się dyskusje nad oceną polskiego piosenkarza przez ukraińskie jury podczas konkursu Eurowizji. Wielu internautów było oburzonych, że Krystian Ochman nie otrzymał punktów od jurorów, choć doceniła go ukraińska publiczność. W sieci pojawiły się już przeprosiny od Ukraińców.

– To jest dobra ilustracja tego, co się dzieje w głowach i sercach – uważa psycholog. – Sens dawania polega na tym, że jeśli coś daję, to daję i już. Jeśli jednak chcę czegoś w zamian – wdzięczności, deklaracji na przyszłość – to nie jest dawanie, tylko handel. Dawajmy to, czego mamy w nadmiarze – czas, pieniądze, jedzenie. Nie dzielmy się biedą, bo oddanie ostatniej koszuli spowoduje, że w pewnej chwili zrobi się nam zimno i będziemy o to obwiniali obdarowanego, choć to była nasza decyzja. Rozdawanie biedy nie może się dobrze skończyć.

Milton H. Erickson był amerykańskim psychologiem i psychiatrą, który stworzył własne podejście do psychoterapii zakładające, że każdy człowiek jest indywidualną i niepowtarzalną osobą, dlatego psycholog pracujący zgodnie z tym nurtem ściśle dopasowuje terapię do pacjenta, jego problemów i celów. Polski Instytut Ericksonowski powstał w 1993 r. w Łodzi na podstawie akredytacji The Milton H. Erickson Foundation, Inc. z Phoenix w Arizonie. Jego grupy szkoleniowe i superwizyjne pracują w Łodzi, Poznaniu, Katowicach, Gdańsku, Warszawie, Białymstoku, Bydgoszczy. Teraz prowadzi pro publico bono akcję Dłoń na ramieniu, podczas której oferuje m.in. nieodpłatne wsparcie psychologiczne dla uchodźców. Wśród udzielających pomocy jest terapeutka z Ukrainy.

– To jednak nie są długotrwałe procesy terapeutyczne, tylko działania interwencyjne. Wśród pacjentów Polaków daje się zauważyć przede wszystkim przemęczenie – mówi dyrektor Instytutu. – Pandemia skończyła się tylko oficjalnie, jej skutki będą długotrwałe, owoce izolacji społecznej widać u dzieci i młodzieży, dostrzegalne są zmiany w funkcjonowaniu rodzin. Widać też napływ na terapię osób, które na co dzień pomagają: od służby zdrowia przez nauczycieli po wolontariuszy. Ci ostatni są w o tyle lepszej sytuacji, że mogą ze swoich działań zrezygnować, gdy brakuje sił. Wiele osób jednak czuje wyrzuty sumienia i nie chce tego robić.

Rodzinne historie

Więzi:
Więzi:
Rodziny ukraińskie na polskiej ulicy z dużym prawdopodobieństwem rozpoznam z daleka – oni kurczowo trzymają się za ręce – mówi Krzysztof Klajs.
K.Jarczewski

Emocjonalne skutki doświadczeń wojennych, rany duchowe, potrafią trwać w pokoleniach.

– W Polsce wojny nie ma, ale przyjęliśmy osoby, które przyjechały tu poranione – zarówno w sposób dosłowny, jak i emocjonalny, a te rany nie goją się z dnia na dzień po przekroczeniu granicy – tłumaczy Krzysztof Klajs. – Przez ich emocje wojna wlała się do Polski, przywołując także rodzinne historie i wspomnienia. II wojna światowa była doświadczeniem naszych dziadków, rodziców. Ich wspomnienia, opowieści i przekazywane lęki budzą trudne emocje, z którymi też musimy sobie poradzić. Słyszeliśmy, że babcia w 1939 wybrała pieniądze z banku, kupiła sól, cukier, mąkę – powtarzamy te zachowania, ponieważ nie wiemy, co robić dziś, kopiujemy te opowieści. Mamy potrzebę robienia czegoś, bo bierność powoduje, że zaczynamy odczuwać lęk czy przerażenie, które staramy się zagłuszyć. Ale nie można działać bez przerwy.

Tym, co potęguje strach, są doniesienia o okrucieństwach popełnianych przez Rosjan – kiedy ci młodzi ludzie zdążyli się tak zdegenerować… Krzysztof Klajs przywołuje eksperyment Filipa Zimbardo, który losowo podzielił ochotników na strażników i więźniów.

– Eksperyment miał trwać kilka dni, został jednak przerwany przed czasem, bo „strażnicy” zaczęli się pastwić nad „więźniami”. Eksperyment odpowiedział jednak na pytanie, czy los może z każdego uczynić osobę okrutną. Może, jeśli będą spełnione określone warunki – anonimowość ofiary, to, że jest przedstawicielem zła, tak jak Ukrainiec w rosyjskiej propagandzie. Nie ma znaczenia, że obaj mogą mówić tym samym językiem, bo nie rozmawiają ze sobą. Organizatorzy eksperymentu byli wstrząśnięci, nie spodziewali się takiego przebiegu. Wojna nie jest tylko sytuacją losową – pamiętajmy, że ktoś wybiera wojsko, bo ma określone cechy osobowości – wskazuje psycholog.

Zdaniem specjalisty narracja historyczna w Polsce jest prowadzona zgodnie z tekstem pieśni: „Mamy rozkaz cię utrzymać/ albo na dnie z honorem lec”, a my narodowo celebrujemy przegrane powstania, nie pamiętając o zwycięskich.

– Tymczasem wydarzyło się coś niezwykłego – przyjęliśmy trzy miliony ludzi, samoorganizując się. Przecież to jest coś, z czego możemy być dumni – przypomina Krzysztof Klajs.

Uważa, że jesteśmy w momencie historycznym, który może mieć bardzo duży wpływ na przyszłość zarówno pojedynczych rodzin, jak i współistnienia dwóch narodów.

– Ukraińcy to tacy trochę my znani z „Ogniem i mieczem”, „Potopu”, więc to ciut tak, jakbyśmy pomagali sobie – uważa dyrektor Instytutu Ericksonowskiego. – Złe historie sprzed lat mogą zyskać nowe zakończenia – kiedyś ulegliśmy sile Rosjan, ale przyjmując dziś Ukraińców, w jakiś sposób daliśmy Rosjanom odpór. Wiele rodzin ma w swojej historii dramatyczne opowieści, którym teraz możemy dać nowe zakończenia, bo potrzeba wykrzyczenia bólu sprzed lat musi się kiedyś skończyć. Mam nadzieję, że jako dwa narody przekraczamy teraz pewien historyczny Rubikon i wspólnie zabijamy upiory przeszłości – puentuje psychoterapeuta.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane