Jak Sołowow ściągał spółki z GPW

Adam Torchała, Bankier.pl
16-11-2017, 22:00

Ruszają zapisy w wezwaniu na akcje Synthosu. Nie jest to jednak pierwsza spółka, którą Michał Sołowow wycofuje. Czego mogą się spodziewać inwestorzy?

17 listopada rozpoczęły się zapisy na ogłoszone przez Michała Sołowowa wezwanie na akcje Synthosu. Potrwają do 18 grudnia. Proponowana cena to 4,78 zł, a biznesmen chce osiągnąć 100 proc. w kapitale chemicznej firmy.

Wyświetl galerię [1/3]

Michał Sołowow Fot. Marek Wiśniewski

Z Barlinkiem poszło gładko

Synthos to ostatnia notowana na GPW spółka, kontrolowana przez Michała Sołowowa, drugiego najbogatszego Polaka (jego majątek szacowany jest na 11,8 mld zł). Jeszcze przed pięcioma laty Sołowow w giełdowym portfelu posiadał cztery firmy — oprócz Synthosu były to Echo Investment, Barlinek i Rovese. Pierwszy z giełdy zniknął Barlinek, zajmujący się produkcją drewnianych podłóg. Wezwanie na akcje spółki ogłoszono 3 października 2013 r. Michał Sołowow wzywał wówczas do sprzedaży 28,37 proc. akcji po cenie 1,30 zł za sztukę. Sesję poprzedzającą wezwanie Barlinek zamknął na poziomie 1,25 zł, oferta Sołowowa była więc nieco wyższa od ceny rynkowej. Dodatkowo średnia cena z poprzednich sześciu miesięcy wynosiła 1,08 zł. Propozycja wydawała się więc atrakcyjna. I tak też pomyśleli akcjonariusze mniejszościowi. Wezwanie przebiegło modelowo, po jego zakończeniu Sołowow kontrolował 94,25 proc. udziałów Barlinka i zgodnie z przepisami mógł przeprowadzić przymusowy wykup (próg wynosi 90 proc.). 7 stycznia 2014 r. był ostatnim dniem notowań akcji Barlinka na giełdzie.

Rovese bez przymusu

Kolejne z giełdy miało zniknąć Rovese (wcześniej znane jako Cersanit). Tutaj wyzwanie było nieco większe, poza kontrolą Sołowowa pozostawało 41,81 proc. akcji. Informacja o wezwaniu pojawiła się 13 listopada 2014 r. Miliarder oferował 1,42 zł za akcję, podczas gdy rynek papiery Rovese wyceniał na 1,38 zł, a średnia 6-miesięczna wynosiła 1,22 zł. Miliarder przekonywał, że oferta oddaje wartość firmy i ma skłonić akcjonariuszy do zastanowienia się nad sytuacją spółki oraz dać im możliwość wycofania się z inwestycji na mało płynnym rynku. I choć opinie analityków były wówczas podzielone, wezwanie zakończyło się sukcesem. Łącznie w trzech jego fazach skupiono 40,57 proc. akcji spółki, po wezwaniu w rękach Sołowowa i zależnych od niego podmiotów znalazło się zatem 99,2 proc. akcji. Giełdowa historia Rovese kończy się jednak nieco inaczej niż Barlinka. Tym razem Sołowow nie skorzystał z opcji przymusowego wykupu (na który miał trzy miesiące) i na dalszy ciąg akcji inwestorom przyszło czekać przeszło rok. Pod koniec marca główny akcjonariuszRovese, należący do Michała Sołowowa FTF Galleon, ogłosił wezwanie na 57 442 618 akcji Rovese, stanowiących 7,08 proc. w kapitale zakładowym. Z tego 50 990 150 posiada bezpośrednio Michał Sołowow, a 1 229 443 — Sołowow pośrednio przez FTF Columbus. Sporym zaskoczeniem była cena — Sołowow płacił aż 2,61 zł na akcję, choć za Rovese płacono wówczas 1,42 zł. Należy jednak zauważyć, że wezwanie to de facto dotyczyło ledwie niewielkiego promila akcji spółki, reszta bowiem pozostawała w rękach Sołowowa. Mimo małego free floatu i zbliżającego się giełdowego końca Rovese cena akcji spółki wystrzeliła i pojawiła się ostatnia szansa na zarobek. Ostatecznie po wezwaniu udział Sołowowa i jego funduszy wzrósł do 99,53 proc. i przy takim poziomie zniesiono dematerializację akcji, wycofując 30 sierpnia 2016 r. spółkę z giełdy. Ci, którzy nie sprzedali walorów, próbowali pod koniec sierpnia spieniężyć akcje na rynku. W ostatnim tygodniu tego miesiąca papiery spółki potaniały o 20 proc., do 2 zł za sztukę (61 groszy poniżej ceny z wezwania). Później sprzedaż na rynku była już niemożliwa i część inwestorów pozostała z akcjami odpowiadającymi 0,47 proc. kapitału spółki.

Część wspólna: problemy

Warto zwrócić uwagę, że firmy, które Sołowow decydował się do tej pory ściągać z giełdy, były w dość podobnej sytuacji. Barlinek i Rovese przed laty stanowiły podstawę majątku miliardera, później jednak przyszedł kryzys, który dotknął zarówno rynków unijnych, jak i wschodnich. To wpędziło ten duet w kłopoty. Barlinek, zanim zniknął z giełdy, rok w rok notował straty. W latach 2008-13 jedynym rokiem na plusie był 2010, zysk osiągnięty wówczas przez spółkę był jednak niewielki. To właśnie słaba kondycja przedsiębiorstwa, trwająca restrukturyzacja i przewidywana konieczność dokapitalizowania biznesu były uzasadnieniem dla zakończenia giełdowej przygody Barlinka. Podobnie było z Rovese. Ta spółka przed zniknięciem z giełdy miała za sobą serię czterech lat ze stratą. W tym czasie poszukujący gotówki miliarder sprzedał Echo Investment Amerykanom. Pieniądze miały posłużyć nie tylkona ratowanie wspomnianej dwójki, ale również na ambitny plan inwestycyjny Synthosu.

Inny Synthos

Obecnie sytuacja w Synthosie na pierwszy rzut oka wydaje się inna niż w Rovese czy Barlinku. Jak podkreśla Michał Sołowow, Synthos potrzebuje sporych inwestycji i przebudowy modelu biznesowego, obecny się bowiem wyczerpał. Dlatego duże i regularne dywidendy to już raczej przeszłość. Biznesmen przekonuje, że w przeciwieństwie do wielu wzywających chce wycofać spółkę przy korzystnym kursie dla mniejszościowych akcjonariuszy, a przebudowę najlepiej będzie przeprowadzać poza GPW.

Jakie szanse na wyższą cenę

Otwartym pozostaje pytanie, jaka jest determinacja Michała Sołowowa, by spółkę z giełdy ściągnąć. Do tej pory, w ten czy inny sposób, miliarder swoje cele realizował i doprowadzał do końca to, co zaplanował. Jedyną szansą dla inwestorów mniejszościowych na targowanie się jest nadzieja na to, że Michałowi Sołowowowi 90 proc. akcji zebrać się nie uda. Wówczas miliarder może przedstawić lepszą ofertę. Może, ale nie musi. Alternatywą jest pozostawienie Synthosu na giełdzie. W takim wypadku spółka dalej będzie notowana, a więc będzie mogła tracić i zyskiwać na wartości według rynkowych zasad. Tutaj istotny jest wspomniany element determinacji Sołowowa, czy będzie chciał mieć temat „z głowy” i wyłoży większe pieniądze, czy jego cena jest zaporowa i zechce pozostać dłużej na giełdzie. Inwestorzy zaś muszą sobie zadać pytanie, czy rzeczywiście wyceniają Synthos na więcej niż oferowane w wezwaniu 4,78 zł za akcję.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Torchała, Bankier.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Jak Sołowow ściągał spółki z GPW