Jak spekulować złotem?

Krzysztof Kolany
26-09-2016, 12:21

Złoto jest uniwersalnym i powszechnie akceptowanym pieniądzem, którego zdewaluować nie może żadna władza, w tym także banki centralne masowo „drukujące” prawne środki płatnicze. Dlatego uważam, że co do zasady złotem się nie spekuluje.

Żółty metal ma stanowić twardy trzon zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego. Być swoistą polisą ubezpieczeniową przed kataklizmami naturalnymi (trzęsienia ziemi, powodzie, pożary itp.) i nieszczęściami wywołanymi przez ludzi (wojny, bezprawie, hiperinflacja itp.). Do tego celu nadaje się tylko i wyłącznie złoto fizyczne, pod postacią znajdujących się pod naszą kontrolą sztabek i monet.

Uczyniwszy to zastrzeżenie dodam, że złoto może także służyć jako instrument finansowy przeznaczony do krótkoterminowej (tj. do kilku miesięcy) spekulacji na takich samych zasadach, jak akcje, waluty czy surowce. Przy czym cały czas warto mieć świadomość, że złoto nie jest zwykłym metalem i że w niektórych sytuacjach rządzi się prawami zupełnie innym niż „papierowe” inwestycje.

Złotem fizycznym nie spekulujemy nigdy! Po pierwsze, dlatego, że jest zbyt cennym i rzadkim zasobem. Po drugie, bo się do tego po prostu nie nadaje. Samo kupienie i sprzedanie złotego Krugerranda wiąże się z kosztami transakcyjnymi rzędu 10% inwestycji. To w praktyce uniemożliwia zyskowną spekulację królewskim metalem. Po trzecie, spekulacja fizycznym złotem nastręcza dodatkowych kosztów i ryzyk logistycznych: dostawy, przechowywania oraz znalezienia kontrahenta, który odkupi od nas metal po cenie zbliżonej do giełdowej.

Jednakże spekulacja złotem nie jest (przynajmniej na razie) zakazana i nie powinna być tematem tabu. Jeśli inwestor po analizie sytuacji rynkowej dostrzega potencjał wzrostu kursu złota, ma do wyboru całą paletę instrumentów umożliwiających przeprowadzenie takiej spekulacji.
Akcje, fundusze i ETF-y

Pierwszą opcję spekulacji w złocie są akcje spółek wydobywczych. Jest to swoisty „lewar” na zmianę cen złota, ponieważ notowania kompanii górniczych zazwyczaj zmieniają zdecydowanie mocniej niż kurs samego metalu. Akcje większości największych producentów złota dostępne są na giełdzie nowojorskiej. Do ich zakupu wystarczy rachunek w polskim biurze maklerskim z dostępem do rynków zagranicznych. Istnieją oferty zapewniające w miarę sensowną prowizję, nieco wyższą niż w przypadku transakcji zawieranych na GPW.

Drugą opcją są jednostki ETF. Są to pasywnie zarządzane fundusze, których jednostki uczestnictwa są notowane na giełdzie na takich samych zasadach jak akcie spółek. ETF-y mają za zadanie odzwierciedlać cenę konkretnego instrumentu finansowego (benchmark). Może to być cena akcji, surowca, wartość indeksu, kursu waluty czy czegokolwiek innego.

ETF-y jako sposób inwestowania w złoto zyskały sporą popularność w Ameryce. Aktywa największego tego typu podmiotu (SPDR Gold Shares) sięgają obecnie prawie 940 ton złota wartego przy obecnych cenach przeszło 40 mld USD. Jest to ETF kupujący i przechowujący w skarbcu fizyczne złoto, publicznie udostępniający numery wszystkich posiadanych sztabek. Nie ma jednak możliwości wypłacenia złota w formie fizycznej. Zyski (straty) realizujesz w gotówce poprzez sprzedaż ETF-a.Drugim gigantem na rynku „złotych” ETF-ów jest iShares Gold Trust, z aktywami przekraczającymi 9,6 mld USD.

W aspekcie bezpieczeństwa ETF-ów warto zwrócić na uwagę na kilka czynników: 1) wiarygodność organizatora tego funduszy i depozytariusza, 2) gdzie przechowywane jest fizyczne złoto – im dalej od USA, tym lepiej, 3) czy jest to ETF kupujący fizyczny metal, czy tylko replikujący notowania kontraktów na złoto przy pomocy instrumentów pochodnych. Ten model w mojej ocenie charakteryzuje się podwyższonym ryzykiem inwestycyjnym i nie warto go stosować nawet do doraźnej spekulacji.

Niektórzy dostawcy ETF-ów oferują dodatkowe zabezpieczenia. Przykładowo, szwajcarski Zürcher Kantonalbank umożliwia wymianę swoich jednostek na fizyczne złoto, aczkolwiek tylko w „meganominale” 400-uncjowych sztab. Jednak jest to istotna gwarancja odróżniająca niektóre szwajcarskie ETF-y od swych bardziej popularnych amerykańskich odpowiedników.

Ze względu na niskie koszty transakcyjne jest to wygodny instrument do spekulowania złotem. Ale nie spełnia warunków dla długoterminowego inwestowania w królewski metal – złoto będące w posiadaniu ETF-ów może zostać skonfiskowane przez władze, obłożone podatkiem lub okazać się tylko zapisem na kartce papieru. Jednostki ETF – tak samo jak wszelkiej maści fundusze i certyfikaty – to tzw. złoto papierowe, stanowiące w najlepszym razie jedynie tytuł prawny do złota fizycznego. Problem w tym, że we współczesnym świecie owe papiery prawdopodobnie opiewają na znacznie większą ilość złota niż realnie dostępne 150-170 tys. ton fizycznego metalu. Dlatego w kryzysowej sytuacji może się okazać, że „papierowe złoto” będzie miało raczej wartość papieru aniżeli złota.

Oferta ETF-ów obejmuje też fundusze lewarowane, grające zarówno na wzrosty jak i na spadki cen złota. Jest to już oferta podwyższonego ryzyka przeznaczonego dla bardziej obeznanych inwestorów. To przydatny instrument w sytuacji, gdy przewidujemy rychłą i gwałtowną zmianę notowań kruszcu, operując w horyzoncie kilku, kilkunastodniowym. Nie są to instrumenty przeznaczone do strategii pasywnych.

Istnieją także ETF-y odzwierciedlające zmiany cen akcji spółek wydobywczych lub ich indeksów. Tutaj najpopularniejszym instrumentem są ETF-y odwzorowujące NYSE Arca Gold Bugs Indeks (ticker: HUI) zrzeszający akcje największych producentów złota. Inwestowanie w indeks kopalń złota uwalnia nas od ryzyka specyficznego dla pojedynczego podmiotu. Np. jeśli szlag trafi dużą kopalnię złota, której akcje posiadamy, to inwestycja przyniesie nam straty, nawet jeśli samo złoto podwoi się w cenie. Inwestycja w zdywersyfikowany portfel producentów złota w znacznej mierze uwalnia nas od tego ryzyka.

Poza tym mamy tradycyjne fundusze wspólnego inwestowania pozwalające zarabiać (i tracić) pieniądze na złocie. W Polsce są to produkty oferowane przez rodzime TFI. Swego czasu dość popularny nad Wisłą był Investor Gold FIZ, którego certyfikaty od 2008 roku znajdują się w obrocie na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Niestety, fundusz ten nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Certyfikat Investor Gold FIZ jest obecnie notowany po podobnej cenie, co 9 lat temu. W tym czasie ceny złota wyrażone w USD wzrosły o 50%, a licząc w PLN, wzrost sięgnął 170%. 

Równie mizernie wypadają inne dostępne w Polsce fundusze kuszące złotem. Jednostki Superfund Goldfuture po blisko dekadzie przyniosły stratę (!) rzędu 40%, mimo że ceny złota w PLN w tym czasie wzrosły 2,5-krotnie. Krótszą historię mają fundusze zarządzane przez Quercus TFI (Quercus Gold) oraz PKO TFI (PKO Akcji Rynku Złota). Ze względu na historyczne „osiągnięcia” tych funduszy i wysokie opłaty (przykładowo Quercus Gold kasuje na starcie 3,8% „opłaty dystrybucyjnej”) zdecydowanie odradzam tego typu instrumenty.
Opcje, kontrakty i CFD

Doświadczeni inwestorzy z żyłką hazardziści mogą spekulować złotem przy pomocy instrumentów pochodnych. Podstawową opcją są tu kontrakty terminowe na złoto notowane na nowojorskiej giełdzie towarowej (COMEX). Kupując kontrakt (tzw. długa pozycja), zarabiamy na wzroście cen złota. Sprzedając (wystawiając) kontrakt, tracimy w przypadku wzrostu kursu metalu i zarabiamy na jego spadku (tzw. krótka pozycja).

Jest to rozwiązanie dla profesjonalistów obeznanych z rynkiem terminowym oraz dysponującym odpowiednim kapitałem – jeden kontrakt opiewa na 100 uncji złota, co przy obecnych cenach i regulacjach giełdy skutkuje wymaganym depozytem początkowym w wysokości 5.400 USD na kontrakt (stan na 13.09.2016 r.). Istnieje możliwość rozliczenia transakcji w fizycznym metalu, ale w praktyce ponad 99% kontraktów rozliczana jest w gotówce.

Jeszcze bardziej wymagającym instrumentem są opcje na „złote” kontrakty terminowe. Nabywca opcji otrzymuje prawdo do kupna (opcja call) bądź sprzedaży (opcja put) kontraktu po określonej cenie wykonania i w określonym terminie. Opcji nie trzeba trzymać do dnia wykonania – można sprzedać na rynku i zarobić (zrealizować stratę) na różnicy pomiędzy ceną sprzedaży i kupna. Do handlu kontraktami i opcjami na złoto wymagany jest rachunek maklerski oferujący dostęp do rynku COMEX.

Bardziej dostępnym rozwiązaniem dla spekulanta z Polski są kontrakty CFD (contrach for difference – kontrakt na różnice kursowe) oferowane przez brokerów foreksowych. CFD jest bratem kontraktu terminowego, pozwalających zarabiać (i tracić) zarówno na spadkach, jak i na wzrostach cen złota przy wykorzystaniu dźwigni finansowej (czyli gra się za pożyczone pieniądze). Różnica polega na tym, że CFD jest instrumentem pozagiełdowym, bez centralnej izby rozliczeniowej i nie ma określonego terminu zapadalności. Kosztem inwestora jest spread – czyli różnica pomiędzy kursem sprzedaży i kupna – brokera. Kontrakty CFD dostępne są praktycznie dla każdego, ale generują dodatkowe ryzyka po stronie brokera oraz wysokie koszty w przypadku utrzymywania długiej pozycji.

 Czytaj dalej: Jak inwestować w złoto fizyczne? [Poradnik]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu