Jak z cichego geniusza zrobić firmową gwiazdę

opublikowano: 13-06-2021, 20:00

Nie pozwól, szefie, by twój najlepszy pracownik pozostał niezauważony – w przeciwieństwie do przeciętniaków, którzy robią wokół siebie dużo szumu.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • czy pracowitość wystarczy, by zrobić karierę
  • jak menedżerowie mogą pomóc introwertykom w pracy
  • co może na tym zyskać firma

Ma polskie korzenie, więc dobrze wiemy, kim jest. Na świecie jednak tylko nieliczni słyszeli o współtwórcy Apple’a. Choć bez wkładu Steve’a Wozniaka nie byłoby ani iPada, ani iPhone’a, wszyscy kojarzą te gadżety z jego biznesowym partnerem – Steve’m Jobsem. Przykład ten doskonale ukazuje, że do zdobycia uznania nie wystarczą kompetencje (w przypadku „Woza” status komputerowego geniusza) – niezbędne jest także umiejętne demonstrowanie swojej biegłości w danej dziedzinie.

– Niektórzy są bardzo przeciętnymi specjalistami i menedżerami, ale nadrabiają przebojowością, swobodą komunikacyjną, umiejętnością sprzedania się. Nic dziwnego, że to oni awansują, a my nie. Albo zgarniają premię za projekt racjonalizatorski, który od początku do końca był naszego autorstwa – zwraca uwagę Sergiusz Prokurat, przedsiębiorca i publicysta ekonomiczny.

Tracą na tym także firmy, bo liczna grupa pracowników – nazwijmy ich introwertykami – może pokazać tylko część swoich możliwości. Co w tej sytuacji powinni zrobić menedżerowie?

Łowienie talentów:
Łowienie talentów:
Jednym z najważniejszych kompetencji kierowniczych jest wynajdywanie najmocniejszych stron poszczególnych pracowników – mówi Sergiusz Prokurat, przedsiębiorca i publicysta ekonomiczny.
Marek Wiśniewski

Teoria 10 tysięcy godzin

Kto nie słyszał o rozsławionej przez Malcolma Gladwella teorii 10 tys. godzin? Zakłada ona, że potrzebujemy co najmniej 10 tys. godzin praktyki, by osiągnąć poziom ekspercki w dowolnej dziedzinie, czy jest to gra na skrzypcach, czy tenis, czy programowanie, a im wcześniej zaczynamy ćwiczyć, tym lepiej. Problem w tym, że bycie ekspertem nie jest równoznaczne z sukcesem zawodowym, przez który rozumiemy stanowisko i zarobki odpowiednie do naszych umiejętności, zaangażowania i zasług.

– Ciężka, długotrwała praca jest istotna. Zdobyte umiejętności też się liczą, podobnie jak nieustanne samodoskonalenie. Żadna z tych rzeczy nie przesądza jednak o tym, że będziemy się piąć po szczeblach kariery i zdobędziemy w swoim firmowym lub branżowym środowisku należne uznanie – podkreśla Sergiusz Prokurat.

Weź udział w III edycji cyklu webinarów “Akademia Lidera” 23 czerwca - 20 lipca 2021. Skorzystaj z 10% rabatu. Kod: “LIDER_10” >>

W tym przekonaniu utwierdza go właśnie przypadek Steve’a Wozniaka, który od najmłodszych lat w sposób przemyślany i celowy rozwijał umiejętności elektronika i informatyka, a mimo to zawsze pozostawał w cieniu Steve’a Jobsa.

– Historia założycieli Apple’a podważa hipotezę sprawiedliwego świata, według której ludzie zasługują na to, co ich spotyka. Gdyby to było prawdą, świat bardziej doceniałby Wozniaków niż Jobsów. Wystarczy spojrzeć na nasze firmy, by stwierdzić, że często jest dokładnie na odwrót: prym wiodą ci, którzy robią wokół siebie dużo hałasu, osoby ciche i skromne muszą zaś ich słuchać – mówi Sergiusz Prokurat.

Trzeba umieć się sprzedać

Nie wystarczy być najlepszym, żeby zdobyć pracę, przyciągnąć inwestorów, sfinalizować umowę czy pokierować inicjatywą. Najważniejsze jest przekonanie innych ludzi, że to właśnie na nas mogą liczyć.

Michael Wheeler
profesor Harvard Business School

W tej sytuacji introwertycy pracują poniżej swoich możliwości, czyli – chcąc nie chcąc – trwonią swój potencjał, co nie pozostaje bez wpływu na wyniki przedsiębiorstw. Jak zapobiegać takiemu marnotrawstwu? Kluczem do sukcesu jest dostosowanie obowiązków do predyspozycji poszczególnych osób – uważa Bartosz Graś, partner zarządzający i założyciel Kancelarii Graś i Wspólnicy. Wstępne rozpoznanie daje rozmowa z kandydatem, ale najlepszym źródłem wiedzy o człowieku jest jego codzienne działanie.

– W ramach zwykłych obowiązków świeżo zatrudniona osoba może się zorientować, w jakim rodzaju tematów i zadań czuje się najlepiej. Potem mówi ona o swoich preferencjach oraz mocnych i słabszych stronach. Następnie konfrontujemy to z opiniami jej kolegów i koleżanek z działu – tłumaczy Bartosz Graś.

Rzucenie na głęboką wodę to z kolei metoda, którą wobec introwertyków stosuje Agnieszka Gawron, założycielka i dyrektor kreatywna LSD.Studio. Jej zdaniem rozmowy motywacyjne i próby perswazji mogą zadziałać, ale to żmudna praca dla długodystansowców. Jednostki, które w siebie nie wierzą, potrzebują mocniejszej stymulacji. Najlepiej sprawdza się powierzenie im jakiegoś odpowiedzialnego, samodzielnego zadania, projektu z branży, którą dotychczas się nie zajmowały.

– Wyzwaniem może być kierowanie większym zespołem lub prowadzenie samodzielnych rozmów z nowym, poważnym klientem. Oczywiście wymaga to ode mnie większego zaangażowania i dużo czujności, ale z doświadczenia wiem, że w dłuższej perspektywie to się opłaca. Odnalezienie nieoszlifowanego diamentu daje dużo satysfakcji i motywacji do działania, zarówno mnie, jak i pracownikowi – twierdzi Agnieszka Gawron.

Przekraczanie strefy komfortu

A co, jeśli nie mamy szefa, który pomoże nam się otworzyć, pokonać nieśmiałość i kompleksy?

– Sami musimy dbać o rozwój osobisty i zawodowy. Ważne jest wychodzenie z emocjonalnej skorupy, podejmowanie ryzyka, a także rozumienie komunikatów, które płyną z naszego otoczenia – od menedżerów, współpracowników, klientów – odpowiada Sergiusz Prokurat.

Jesteśmy bardziej elastyczni, niż się nam wydaje. Dowodzi tego Steve Wozniak – chociaż zyskał przydomek „największego nerda” firmy Apple, z czasem nauczył się otwierać na innych i przemawiać publicznie, a nawet wystąpił jako zawodnik w amerykańskiej wersji telewizyjnego show „Taniec z gwiazdami”, w którym pokazał mieszankę „misiowatej“ ociężałości i dobrego humoru. Szkoda tylko, że ta zmiana nastąpiła tak późno.

Pchaj się na afisz

Pamiętasz biblijną opowieść o Jonaszu, któremu Bóg kazał iść do Niniwy, by nawrócić jej mieszkańców? Prorok uznał misję za zbyt trudną i zdezerterował. Wsiadł na statek płynący w przeciwnym kierunku w nadziei, że sprawa rozejdzie się po kościach. Dla teologów jego ucieczka jest pretekstem do pisania rozpraw o marnowaniu ewangelicznych talentów. Inaczej tę historię interpretują psychologowie – ukuli termin „kompleks Jonasza” w odniesieniu do osób, które zakładają, że nie są w stanie podołać swoim obowiązkom.

Może także w twojej głowie siedzi wewnętrzny krytyk i ciągle wytyka ci braki, wady, niekompetencję. Powtarza: „Nie tacy jak ty brali się z problemem za bary i ponieśli klęskę. Zrezygnuj, póki czas. Pozwól działać mądrzejszym i lepszym. Urealnij wreszcie swoje ambicje”. Innymi słowy: „Jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz”.

Na szczęście człowiek to skomplikowana istota, co oznacza, że w twoim wnętrzu rozlega się wiele różnych głosów - niektóre dodają ci przebojowości, odwagi i pewności siebie. Słyszysz swojego wewnętrznego mentora: „Pora działać. Jesteś w stanie dostać awans, pozbyć się kilku kilogramów, rzucić palenie. Ba! – na pewno powstrzymasz klimatyczną apokalipsę i zmienisz świat. Jeśli nie ty, to kto?”. W rezultacie pojawia się przeciwwaga dla kompleksu Jonasza: efekt nadmiernej pewności siebie – siła tyleż niebezpieczna, ile dająca nadzieję.

Zawyżona samoocena jest impulsem do działania, podejmowania ryzyka, a zarazem warunkiem postępu. Bez nadmiernej wiary w siebie nikt nie walczyłby z przeważającymi siłami wroga, nie starał się odkrywać dalekich lądów i nie decydował na wielomilionowe inwestycje. A że większość ryzykownych przedsięwzięć kończy się fiaskiem, to już inna sprawa. Aż 80 proc. biznesów upada w pierwszym roku działalności, mimo to w Polsce rejestruje się tysiąc firm dziennie. Konsumenci biegną do banku po kolejny kredyt, nie zważając na odsetek Kowalskich, którzy mają złą historię w BIK.

Skąd się bierze efekt nadmiernej pewności siebie? Jedna z teorii psychologicznych głosi, że w tę cechę wyposażyła nas ewolucja – pierwotni ludzie siedzieliby zestrachani w swoich jaskiniach, gdyby nie głębokie przekonanie, że zdołają uciec przed tygrysem szablozębnym lub upolować bizona. Raz się im to udawało, innym razem nie. Ważne, że próbowali. W skali całego gatunku homo sapiens przełożyło się to na cywilizacyjny sukces.

Warto ryzykować? Decyzja należy do ciebie. Aż żal jednak patrzeć na miernoty, które robią karierę, i ciebie, mimo talentów nieumiejącego się przebić. A właśnie że umiesz. Pchaj się na afisz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane