Bank Japonii niespodziewanie rozpoczął proces ilościowego i jakościowego poluzowania polityki monetarnej, żeby ustabilizować kurs japońskiej waluty i obniżyć inflację do 2 proc. z obecnego poziomu nieco ponad 3 proc.



Oznacza to w praktyce zwiększenie zaangażowania banku centralnegow papiery dłużne — ich emisje będą obejmowane dzięki dodrukowi jena. Jakby tego było mało, japońskie państwowe fundusze emerytalne ogłosiły zwiększenie udziału akcji w portfelu do 25 proc. z dotychczasowych 12. Zaskakująca decyzja Banku Japonii wywołała spore zamieszanie na rynkach finansowych w Tokio. W piątek kurs jena spadł o 2,1 proc. względem dolara i znalazł się na najniższym poziomie od 2008 r., Indeks Nikkei 225 wzrósł natomiast prawie o 5 proc. i jest najwyżej od jesieni 2007 r.
— Tak naprawdę uczestników rynku nie obchodzi, jakiego stymulatora się używa, dopóki jakiegokolwiek się używa. Rolą banków centralnych jest wpompowywanie w obieg pieniędzy, a jeśli wzrost gospodarczy jest zdrowy, to prędzej czy później zostaną zamienione one na produkty inwestycyjne. To, co się dzieje teraz w Japonii, to bardzo istotny sygnał dla rynków finansowych, a fala przez to wzbudzona opłynie cały świat — mówi Teis Knuthsen, dyrektor inwestycyjny private bankingu Saxo Banku.
Decyzja Banku Japonii ma tak piorunujący efekt, bo niewielu inwestorów i analityków się jej spodziewało. W ankiecie przeprowadzonej przez agencję Bloomberg takiego rozwoju wypadków oczekiwało tylko trzech na 32 sondowanych ekspertów. W Polsce w akcje japońskie pośrednio inwestują dwa fundusze inwestycyjne: PKO Rynku Akcji Japońskich i ING Japonia. Nie są obecne wprost na giełdzie w Tokio, tylko poprzez obejmowanie jednostek uczestnictwa w funduszach zagranicznych, działających w Japonii.