Jednoczenie przez dzielenie

31-01-2012, 00:00

UNIA EUROPEJSKA

Parafrazując piłkarską tezę angielskiego napastnika Gary’ego Linekera sprzed ćwierć wieku, można bez wielkiego błędu zapisać, że „Unia Europejska to taka gra, w której 27 państw biega za pieniędzmi, a na końcu i tak decydują Niemcy”.

W czasach trwogi pozycja kanclerz Angeli Merkel potężnieje z tygodnia na tydzień. Co jest całkowicie naturalne, to zapisanie w 2000 r. w traktacie z Nicei kwadrygi równych unijnych potentatów (Niemcy, Francja, Wielka Brytania i Włochy) było fałszywką — według potencjału ludnościowego i gospodarczego Niemcy zdecydowanie wyprzedzają pozostałą trójkę.

Prawdy od lat nie przyjmują do wiadomości odreagowujący kompleksy kolejni prezydenci Francji. To główna przyczyna niechętnej wobec praw państw spoza Eurolandu postawy Nicolasa Sarkozy’ego na brukselskim szczycie Rady Europejskiej.

Unijne dzieje nie znają posiedzenia szefów państw i rządów zakończonego porażką. Idący w świat polityczny komunikat musi wieszczyć zwycięstwo, chociaż często wymaga ekwilibrystyki propagandy sukcesu. Nieważne, że później sami autorzy nie potrafią wytłumaczyć, o co im chodziło — jak było z tzw. pożyczką dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Nieważne, że narzucone także wierzycielom prywatnym „dobrowolne” darowanie połowy długu Grecji okazuje się fikcją. Prawda wychodzi później, a na doraźny użytek polityczny prezydenci i premierzy muszą wyjeżdżać z brukselskiego gmachu Justus Lipsius zawsze z tarczą.

Wczorajszy szczyt przyniósł jednak nową jakość. Od pół wieku filozofią wszelkich europejskich działań było łączenie i zbieranie pod wspólnotowe skrzydła. Tak powstały i Unia Europejska, i strefa euro. Tym razem na wokandzie stanął temat jednoczenia przez... podział, czyli sformalizowania Eurolandu, dotychczas istniejącego w unijnym dorobku prawnym śladowo, w krótkim protokole załączonym do traktatu z Lizbony.

W tym kontekście wypada wspomnieć, że obecnie aż 13 z 17 udziałowców Eurolandu nie spełnia dawno ustalonych kryteriów z Maastricht, czyli… nie ma prawa do niego należeć. Uwaga polityków i rynków koncentruje się na „świnkach” z grupy PIIGS, z przewodzącą im Grecją, ale zjawisko deptania własnych finansowych zasad występuje powszechnie.

Środkiem odniesienia przez klasę polityczną kolejnego triumfu stała się idea dwoistości szczytów Eurolandu.

Te bezpośrednio związane z kryzysem wspólnej waluty i mechanizmami ratunkowymi, na przykład w sprawie Grecji, byłyby zarezerwowane tylko dla państw członkowskich.

Kandydaci byliby natomiast łaskawie dopraszani na niektóre posiedzenia, związane z przyszłością euro i wdrażaniem paktu fiskalnego. W chwili wysyłania tego tekstu do druku nie było wiadomo, jak ostatecznie potraktuje ten pomysł premier Donald Tusk.

Jego przyjęcie oznaczałoby, że „trochę” nie można być jedynie w ciąży, bo w Eurolandzie — jak najbardziej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Jednoczenie przez dzielenie