Kabisa znaczy doskonale

KULISY: Młodą polską firmą Mutalo Group, założoną przez Tomasza Nowowiejskiego i Kaję Suchorę, dotychczas interesowały się głównie media zagraniczne. Portale Ghany i Kenii od kilku miesięcy donoszą o napoju Kabisa – energetyku z dalekiej i słynnej z jakości Polski.

W Afryce pierwsze skojarzenie z naszym krajem to jednogłośnie Robert Lewandowski, w dalszej kolejności zestawia się nas z Unią Europejską i dobrą jakością dóbr stamtąd sprowadzanych.

MADE IN POLAND:
Wyświetl galerię [1/3]

MADE IN POLAND:

Polskie pochodzenie produktu kojarzy się w Afryce z wysoką jakością, wzmocnioną dodatkowo puszkowym opakowaniem, które świadczy tam o wyższym statusie. Dlatego twórcy napoju (na fot. Tomasz Nowowiejski) nie używają napisu „wyprodukowany w UE”, lecz „wyprodukowany w Polsce”. Napój kosztuje — zależnie od kraju — równowartość 1 USD. Materiały prasowe

— To nie tak, że „biedni Afrykanie” kupią wszystko, co będzie dostępne, bo oni także mają gust i odróżniają rzeczy dobre od słabych. Produktów spożywczych z Chin nie lubią — przekonuje Tomasz Nowowiejski, prezes założonej ledwie rok temu spółki Mutalo Group, którą prowadzi wspólnie ze swoją dawną koleżanką z funduszu Kają Suchorą.

Aby wysłuchać ich historii o prowadzeniu biznesu w Afryce, umawiamy się w jednej ze stołecznych kawiarni. Zamiast w reprezentacyjne biuro wolą na razie inwestować w rozwój firmy i regularnie spotykać się z partnerami biznesowymi w Ghanie, Nigerii lub na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Gdy w połowie października ukazał się pierwszy artykuł o nich w „Pulsie Biznesu”, informacja o polskim napoju, który podbija Afrykę, zelektryzowała tysiące internautów, czyniąc tekst tygodniowym hitem w naszym serwisie. Czytelnicy wyrażali dumę, że wreszcie ktoś promuje polską jakość za granicą, że wymyślono tak nieoczywisty początek własnego biznesu, że ktoś odważył się na coś ciekawszego niż pośrednictwo w obrocie chińszczyzną. Te hasła są bliskie również twórcom firmy, bo mimo licznych trudności na afrykańskich rynkach na pytanie: „Dlaczego tak was to kręci” bez wahania odpowiadają:

„Chcemy zmieniać Afrykę dzięki polskim produktom”. Początek ich historii jest jednak zwyczajny. Jeszcze kilka lat temu oboje szlifowali menedżerskie umiejętności w niemieckim funduszu Rocket Internet, znanym z wypromowania gigantów e-commerce: Zalando i FoodPanda. Dzięki zaangażowaniu Rocket Internet w budowanie start-upów w Afryce zetknęli się z Czarnym Lądem. Gdy Tomasz Nowowiejski poznał podstawy handlu internetowego w Nigerii, zaczął odpowiadać za nowy biznes Rocket Internet w Afryce: serwis aukcyjny Jumia Market. Sam musiał zrekrutować cały zespół w Tanzanii, potem w Rwandzie, Etiopii i Ugandzie, po czym sprawował pieczę nad przedsięwzięciem w aż 17 afrykańskich krajach.

— Co trzeci dzień nocowałem w innym hotelu, przemieszczając się między różnymi państwami tego olbrzymiego kontynentu. Po prawie trzech latach takiego szalonego życia poczułem, że nie chcę pracować w taki sposób, i widząc ogromny potencjał, zacząłem myśleć o własnym biznesie — wspomina Tomasz Nowowiejski. Od razu wiedział, że to musi być Afryka, której różnorodność i egzotyka bardzo go zafascynowały. Dzięki pracy dla Jumia Market miał niezbędne know-how: wiedział, że miejscowi dystrybutorzy są głodni towarów produkowanych w Europie, poznał słabe punkty koncernów obecnych w Afryce i ich grzechy główne: traktowanie Czarnego Lądu jako rynku gorszej kategorii, gdzie wystarczy jeden przedstawiciel na cały kontynent i ten sam przekaz marketingowy, który sprawdził się w świecie Zachodu.

— Gdy jeszcze byłem dyrektorem Jumia Market, zgłaszali się do mnie miejscowi przedsiębiorcy z propozycjami pośrednictwa w sprowadzaniu do Afryki różnych towarów, najczęściej tzw. dóbr szybkozbywalnych. Wiedziałem jednak, że byłby to biznes na krótką metę, a od początku marzyłem o poważnym przedsięwzięciu — mówi Tomasz Nowowiejski. Jeden z tych przedsiębiorców chciał sprowadzać napoje energetyczne, ale narzekał na te od dużych międzynarodowych koncernów. — W Europie czy ogólnie na Zachodzie napoje energetyczne piją ludzie zapracowani albo aktywni fizycznie, by zwiększyć swoją wydajność. Stąd w przekazie marketingowym poetyka sportów ekstremalnych, agresywnych zwierząt, ciemne kolory. W Afryce to niezrozumiałe. Sport nie jest popularny jako pomysł na spędzanie wolnego czasu, a energetyki mają znaczenie casualowe, pije się je jako drinki na imprezach i podczas spotkań z przyjaciółmi — wyjaśnia Kaja Suchora. Wymyślili więc Kabisę. W kolorowym opakowaniu z palmami i ulubionym tropikalnym smaku Afrykańczyków. Jej nazwa w języku suahili oznacza entuzjastyczne „doskonale, absolutnie”.

Na każdą kieszeń

Kaja Suchora i Tomasz Nowowiejski wiedzieli, że Kabisę będą produkowali w Polsce i chwalili się „Made in Poland” na opakowaniu, że będą korzystali z lokalnych — różnych od europejskich — sposobów dystrybucji, a ceną 1 dolara za puszkę przybliżą się do kieszeni przeciętnych klientów. Przyjazne przyjęcie napoju i jego rosnąca popularność zachęciły ich do rozwijania oferty o inne produkty i marki własne. Zaproponowali soki pomarańczowe pod marką Juisi, trzy warianty napojów gazowanych Kabisa (Lemonite, Orangite i Cola), drinki alkoholowe Razzle i London Style oraz kosmetyki Blessings. Wszystko produkowane w Polsce. W zarządzaniu szybko rosnącym przedsięwzięciem pomaga nie tylko częsta obecność właścicieli Mutalo Group w krajach, w których prowadzą interesy, ale też tamtejsze zespoły pracowników — w sumie 20 osób, w dużej mierze wcześniej zatrudnianych przez Tomasza Nowowiejskiego lub Kaję Suchorę w Jumia Market. Na razie marketing produktów opiera się głównie na wsparciu PR dystrybutorów i na organizacji wydarzeń dla studentów w kampusach. — Nasz nowy partner na Mauritiusie domaga się jednak reklam, więc nie wykluczamy, że niedługo trafimy również do telewizji — zapowiada Kaja Suchora.

Warto rozmawiać

Mutalo Group na razie finansuje się sama, ale ciągle wymaga dokładania. Dlatego właściciele nie wykluczają pozyskania anioła biznesu lub inwestora. — Jeśli mamy urzeczywistnić swoją wizję stania się największą firmą sprzedającą napojena rynkach Afryki, to za własne pieniądze nie damy rady tego zrobić. Tylko marketing wymaga o wiele większych nakładów. Ale potencjalne zwroty są bardzo duże — przekonują właściciele spółki. Rzeczywistość prowadzenia biznesu w krajach Afryki ma ciemne strony, ale — jak twierdzą Tomasz Nowowiejski i Kaja Suchora — wcale nie dużo ciemniejsze niż na Zachodzie. Trzeba się po prostu przyzwyczaić do odmienności i zaakceptować inne realia, na przykład zupełnie różne niż w Europie poczucie czasu i podejście do prowadzenia biznesu.

— W Europie większość spraw można załatwić mailem lub przez telefon. Tutaj, po pierwsze, nie ma baz firm, na podstawie których można szukać potencjalnych kontrahentów, po drugie, konieczne jest spotkanie osobiste, a po trzecie — niemal nieograniczony czas na załatwienie nawet prostych spraw. Umówienie się na konkretną godzinę nie istnieje. Ustalenie spotkania na 9 rano oznacza, że przy najlepszych wiatrach oczekiwany gość przyjdzie koło południa, zupełnie nie rozumiejąc, że się spóźnił — opowiada Tomasz Nowowiejski.

Podaje również przykład tak prozaicznej w Polsce rejestracji nowego produktu. U nas po prostu wypełnia się przez internet formularz i sprawa załatwiona. W Afryce to jest wydarzenie, które trwa przynajmniej kilka miesięcy. Konieczne jest choćby osobiste przekonanie odpowiedzialnego za branżę urzędnika, że taki produkt jest rzeczywiście na jego rynku potrzebny.

— To zostawia oczywiście wielkie pole dla korupcji i faktycznie wielu zachodnich przedsiębiorców chce skrócić te procesy łapówkami. My jednak już rozumiemy, że to nie jest niezbędne. Warto z tymi urzędnikami rozmawiać i przekonywać, bo dają się przekonać. Tam po prostu relacje biznesowe są bardziej personalne, wymagają wzajemnego poznania się rodzin. Przyniesiona z Europy kultura szybkiego działania biznesowego musi to uwzględnić — tłumaczy Tomasz Nowowiejski.

(Nie)pożądana stabilizacja

Jakie są podstawowe zasady prowadzenia działalności gospodarczej w Afryce? 1. Miej dużo czasu i cierpliwości. 2. Myśl o biznesie poważnie i poważnie go planuj. 3. Bądź uważny, ostrożny i sprawdzaj potencjalnych kontrahentów. Nigdy nie wysyłaj towarów bez przedpłaty, sprawdzaj wypłacalność zainteresowanych współpracą. Cierpliwość? Konieczność obecności na miejscu? Brak bazy firm? Jak to możliwe, że dwójka młodych menedżerów z Polski nie tylko jeszcze się nie poddała, ale wyraźnie ma słabość do Czarnego Lądu?

— Nie lubimy tak ukochanej przez większość ludzi stabilizacji. Kręci nas zmiana. Nigdy nie wytrzymalibyśmy długo w bezpiecznej pracy za biurkiem, z kredytem hipotecznym na głowie. Chcemy zrobić coś dużego dla nas i dla innych ludzi. Gdy jechałam pierwszy raz do Zambii, wyobrażałam sobie kraj, w którym nie ma wody, prądu i wszystko jest bardzo tanie. Tymczasem okazało się, że woda jest, prąd jest, tylko jedzenie i wszystko inne strasznie drogie — mówi Kaja Suchora.

Dlatego przedsiębiorcy z Mutalo Group zaczynają realizować swoje ambitne plany od zaoferowania Afrykanom polskich produktów wysokiej jakości i za przystępne tam ceny. &

Red-Bull nie chwycił. Dla przeciętnego mieszkańca Ghany, Kenii lub Wybrzeża Kości Słoniowej zachodnie energetyki są za drogie i mają niezrozumiałą estetykę. Natomiast miejscowe napoje energetyczne są zbyt słabej jakości. Polska Kabisa, zaprojektowana specjalnie dla nich, ma zapełniać tę niszę.

Energetyki na imprezie. Poetyka sportów ekstremalnych i agresywnych zwierząt, obecna w reklamach energetyków na Zachodzie, nie przemawia do Afrykańczyków. Oni napoje z kofeiną piją głównie na imprezach, w dobrym towarzystwie i po to, by poprawić swój wizerunek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ANNA DRUŚ

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Kabisa znaczy doskonale