Kaczka w biustonoszu (z gruszki)

Na Ogrodowej w Poznaniu wszystko przyjemnie współgra. Wnętrza, posągi, profesjonalna obsługa w białych rękawiczkach, no i kuchnia pełna wspaniałości.

Restauracja Alexander uwiodła nas niegdyś proroczą wizją nadchodzącego pontyfikatu. Jeszcze długo przed ostatnim konklawe podawano tam jajka po benedyktyńsku. Pokutniczo w koszulkach, ale za to w sosie holenderskim. Były po prostu pyszne! Dziś ślad po nich, niestety, tam zaginął. Chodzą plotki, że to właśnie przez nie menu miało później poważne kłopoty z uzyskaniem imprimatur.
Łosoś w oparach pieprzu
Zapowiedziano, że tatar z łososia objawi się nam po baskijsku. Z przyrośniętym do głowy beretem? Jak jeden ze znanych warszawskich kucharzy? Łososiowy tatar był jednak dokładnie taki, jaki być powinien. Kremowy, a zarazem dystyngowanie puszysty. Harmonijnie przyprawiony, chociaż w delikatnych oparach czerwonego pieprzu. Zdecydowanie zrobił na nas wrażenie. Powstał jednak problem, co tym wspaniałościom mogłoby dorównać w kieliszku. Zaproponowano, by znienacka zaatakować go Argentyną. Zaatakowaliśmy. Chardonnay w zderzeniu z tym subtelnym bukietem smaków wypadł kiepściutko.
Zaczęło się robić nieprzyjemnie. Łosoś był bezwzględnie wymagający
– żądał, by nalano Sauvignon Blanc i tylko ten z chłodniejszych klimatów. Z bliżej nieznanych powodów zaznaczył także, że nie życzy sobie indywiduum, które ma w życiorysie nawet krótkie okoliczności z dębową beczką. Pojawił się więc nowozelandczyk. Cloudy Bay Sauvignon Blanc, Marlborough (160 zł). Czaruś – przypadł wszystkim od gustu. Mimo że dotarł po długiej (chyba morskiej) podróży, był wyjątkowo świeży i przyjemnie schłodzony. Bez zbędnych ceregieli skojarzyliśmy go z łososiem. Zaiskrzyło.

Winne dylematy
Ni stąd, ni zowąd na zapleczu coś zakwakało. Na stół przebojowo wdarła się kaczka. A właściwie jej pierś. W biustonoszu wypchanym karmelizowaną gruszką. Do tego perwersyjnie wręcz wymarynowana i wyzywająco otulona porto-pomarańczowym sosem.
Na jej widok wśród białych win zawrzało. Można było zaobserwować objawy rezygnacji. Nawet z początkami depresji. O dziwo, większość czerwonych także zaczęła kłębić się do wyjścia. Za wyjątkiem burgunda Morgon, 2005, Cote-d’Or, Bouchard Pere & Fils (160 zł). Był zadziwiająco pewien siebie, mimo nieprzyjemnych syków marynowanej gruszki z talerza. Kaczka, nie pokazując tego na zewnątrz, na jego widok wydawała się być poruszona (w środku). By ostudzić rozbudowane nieco oczekiwania, wlaliśmy do kieliszków kilka białych win wcześniej degustowanych z tatarem. Kaczka nieprzyjemnie prychała.

Krem w cukrowym kołnierzu   
Burgund, widząc tę jawną prowokację, szalał z wściekłości w butelce. Aby ostudzić emocje, poszedł się przewietrzyć. I bardzo dobrze mu to zrobiło. Inaczej nie miałby szans z zadziornymi towarzyszami kaczki: szpinakiem i gruszką. Gdy pozwoliliśmy im się w końcu do siebie zbliżyć, zrobiło się miło. Smakowaliśmy na podniebieniu różne stadia tej ekstazy.
Na deser podano wyborny Crème brûlée. Oczywiście, wystąpił jak trzeba: przypalony. Z delikatnym kołnierzem ze skarmelizowanego cukru na karczku. Wstępne próby zeswatania go z Cointreau wypadły zdecydowanie niepomyślnie. Ale gdy pojawiło się Amaretto, słyszeliśmy już tylko radosne śpiewy.

Restauracja Alexander
ul. Ogrodowa 10
Poznań
Ogólne wrażenie 5
Karta win 4
Potrawy 5
Wystrój wnętrza 5
Obsługa 5
Na biznes lunch 5
Na obiad z rodziną 3

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Stanisław J. Majcherczyk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Kaczka w biustonoszu (z gruszki)