Kalendarzyk ważniejszy od małżeńskiego, czyli terminy niemieckiego fiskusa

opublikowano: 23-06-2011, 21:34

W zależności od światopoglądu i osobistych preferencji można mieć różne zdanie na temat zasadności stosowania kalendarzyka małżeńskiego. Dostosowanie się do kalendarza terminów narzuconych przez niemieckiego ustawodawcę podatkowego nie powinno podlegać dyskusji. Jego zlekceważenie nie zaowocuje niechcianą ciążą, ale niechciane obciążenie konta jest pewne.

Podstawowym terminem do złożenia naszej rocznej deklaracji podatku dochodowego (Einkommensteuererklärung) jest dzień 31. maja następnego roku. O dziwo Urząd Skarbowy traktuje tę datę nadzwyczaj łagodnie. Punktualnie złożone wnioski o przedlużenie terminu są rozpatrywane z reguły pozytywnie a podatnicy, których reprezentuje doradca podatkowy, mają automatyczne przedłużenie do dnia 31. grudnia.

Nawet gdy nie złożymy zeznania w terminie, to pierwszą reakcją Urzędu Skarbowego będzie delikatne przypomnienie nam o tym zaniedbaniu. Przy drugim upomnieniu urzędnik pogrozi już palcem i zaproponuje karę, jeżeli będziemy nadal uparci. Ma w zanadrzu dwa bicze i jedną bombę atomową. Pierwszy bicz to kara za spóżnienie, którą sam wyznacza. Może to być 200 euro albo i więcej. Drugi bicz to 1% miesiecznie odsetek od długu, jaki wyniknie ze spóżnionej zapłaty naszego zobowiazania wobec fiskusa.

Lekceważąc dalej obowiązki podatnika zmuszamy naszego przeciwnika do ataku totalnego. Oszacuje on nasze dochody i to w takiej wysokości, że wszyscy sąsiedzi zbledną z zazdrości. Da nam też miesiąc czasu na zapłacenie wyliczonego na podstawie szacunku podatku. I w tym momencie zaczynamy balansować nad przepaścią. Od tej decyzcji musimy się w terminie miesiąca odwolać i równocześnie złożyć wreszcie deklarację podatkową. Jeżeli tego nie zrobimy, to fantazyjnie naliczony, czasem idacy w tysiące, podatek uprawomocni się i nawet późniejsze złożenie deklaracji, do czego jestesmy nadal zobowiązani, nic nie zmieni na naszą korzyść.

A jak obliczyć ten życiodajny dla nas termin odwołania? Patrzymy na datę decyzji podatkowej. Jest to np. 18 marca i tę datę uważa się za dzień wysłania do nas tejże decyzji. Doliczamy na palcach trzy dni i dzień 21 marca jest dniem, w którym decyzję otrzymaliśmy. Następnego dnia, czyli 22 marca, rozpoczyna bieg okres w którym możemy się uratować od katastrofy. A 21 kwietnia koniec naszych nadzieji. No z małymi wyjątkami. Jeżeli ten dzień przypada na niedzielę lub święto, to dostajemy jeszcze 24 godziny w prezencie. I jeszcze jedna szansa. Gdy decyzja została wysłana na polski adres to, zamiast poczatkowych trzech dni możemy doliczyć sobie cały miesiąc, aby znaleźć dzień, który Urząd Skarbowy uzna za dzień dostarczenia nam jego decyzji. Możemy też próbować udowodnić, ale już na podstawie stempli pocztowych, że cały ten schemat jest do kitu i w rzeczywistości bylo inaczej.
Zapomniany przez nas list Urzędu Skarbowego gdzieś w zapomnianej przez nas na terenie Niemiec skrzynce pocztowej może mieć fatalne konsekwencje. Może warto pomysleć nad ustanowieniem zaufanej osoby pełnomocnikiem do odbierania korespondencji fiskusa.

Indie mają święte krowy, a przedsiębiorcy niemieccy świętą datę. To 10-ty każdego miesiąca. W tym dniu, albo w następnym roboczym, jeżeli przypada 10-ty w sobote, w niedzielę lub święto, Urząd Skarbowy oczekuje od firm zatrudniających pracowników meldunku podatku od płac, a od podatników podatku obrotowego zgłoszenia wysokości tegoż podatku. Deklaracje są przekazywane elektronicznie co miesiąc lub co kwartał, w zależności od narzuconych na początku roku wymagań Urzędu Skarbowego. Naturalnie nie zadowoli on się samą deklaracją i oczekuje zaraz pieniążków. Jeżeli pieniądze znajdą się w ciągu trzech dni na koncie kasy podatkowej, a więc z reguły do 13-tego, to jesteśmy wzorowymi podatnikami. Dzień spóźnienia spowoduje już naliczenie karnych odsetek. Kwota długu jest obniżana do pierwszej kwoty podzielnej przez 50 i od niej naliczany jest 1% miesięcznie.
Wyższą szkołą obliczania terminów płatnosci są wymagania kas chorych. Pieniądze powinny znależć się na ich koncie w przedprzedostatnim dniu pracy banków w danym miesiącu. Aby mogły się już wcześniej radować tym faktem, wymagają od pracodawcy meldunku dwa dni wcześniej przed terminem płatności.

Urzędy Skarbowe i kasy chorych w trosce o naszą pamięć oferują nam, iż same odciagną należności z naszego konta. I wszystko jest dobrze, gdy mamy konieczne środki w banku. Jeżeli nam ich zabraknie, to płatność nie zostanie zrealizowana, a my zostaniemy obciążeni dodatkowymi opłatami do wysokości 15 euro. W rezultacie to my decydujemy, chcąc uniknąć niechcianych następstw w stosunkach z Urzędem Skarbowym, czy wybieramy środki mechaniczne czy kalendarzyk.

Radoslaw Serafin
Autor prowadzi w Görlitz biuro rachunkowe wyspecjalizowane w obsłudze polskich firm www.de-firma.de

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane