15 276,84 zł — na taką kwotę został skazany prezes NFZ Jerzy Miller. Wczoraj sprawą zajął się sąd.
Jerzy Miller, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ), domaga się przed sądem uchylenia kary wysokości ponad 15 tys. zł, jaką w lipcu zeszłego roku nałożył na niego minister zdrowia. Był nim wówczas Marek Balicki. Szef NFZ został ukarany za odmowę przedstawienia ministrowi dokumentów związanych z ubiegłorocznym konkursem na dyrektorów wojewódzkich oddziałów NFZ.
Dokumenty te to m.in.: harmonogram prac komisji konkursowej, rekomendacje dla kandydatów, kryteria ich oceny, protokoły posiedzeń i uchwały komisji.
— Minister żądał coraz to nowych informacji. Gdyby jego i prezesa łączył stosunek pacy, można by mówić wręcz o mobbingu. To było dręczenie — stwierdził wczoraj przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym (WSA) w Warszawie prawnik NFZ.
Według ministra, miał on prawo żądania dokumentów, ponieważ sprawuje nadzór nad działalnością NFZ, a zatem także nad wyłanianiem dyrektorów oddziałów jako organów NFZ.
— Nie może być tak, że o powołaniu dyrektorów minister dowiaduje się z prasy — mówił pełnomocnik resortu.
Jednak zdaniem Jerzego Millera, żądane informacje dotyczyły kwestii pracowniczych i danych osobowych i jako takie nie były objęte nadzorem ministra.
— W tych dokumentach znajdują się dane szczególnego rodzaju: życiorysy, ocena predyspozycji, testy psychologiczne. Ustawa o świadczeniach zdrowotnych nie zezwala na żądanie takich danych — przekonywał pełnomocnik NFZ.
Prezes NFZ domaga się zatem uchylenia decyzji o karze pieniężnej albo wręcz stwierdzenia przez sąd jej nieważności. Ta miałaby się opierać na podpisaniu decyzji w obu instancjach przez tę samą osobę, wiceministra Pawła Szwiertnię, z upoważnienia ministra.
WSA uznał, że sprawa jest skomplikowana, i postanowił wydać wyrok za dwa tygodnie.